Jubileusz tłumaczki ze znakomitą powieścią
Rozmawiam z Dobromiłą Jankowską w momencie, kiedy trwa intensywna kampania promująca książkę „Ciało” („Flesh”) Kanadyjczyka Davida Szalaya wydaną niedawno nakładem warszawskiej Pauzy.
W ubiegłym roku ta mocna powieść wywalczyła Nagrodę Bookera, a teraz w polskich mediach pojawiają się jej kolejne recenzje.
– Na razie są, odpukać, dobre, również, jeśli chodzi o tłumaczenie, a to zawsze wyzwanie w przypadku nagradzanej książki – mówi Dobromiła Jankowska, absolwentka filologii angielskiej i polskiej na Uniwersytecie Wrocławskim.
Dodaje, że dziś wielu Polaków zna język angielski i potrafi czytać w oryginale, więc nie potrafią się oprzeć pokusie, aby porównywać oryginał z polskim przekładem.
Presja wokół tłumaczenia „Ciała” była też wielka z innego powodu.
– Książka Szalaya jest podstępna, ma wiele króciutkich, prostych dialogów składających się z pojedynczych słów, jak „dobrze”, „w porządku”, „tak”, „okej”, a przeplatane są fragmentami narracyjnymi – rozmyślaniami, które są już bardziej skomplikowane. Dużym wyzwaniem było zachowanie równowagi, by nie sprowadzać książki do tych prostych dialogów. Zwłaszcza, że język angielski jest w ogóle prostszy niż polski i czytelnikom mniej przeszkadzają krótkie słowa. Polski czytelnik jest bardzo wymagający i musi się upewnić, czy na pewno tłumacz nie za bardzo upraszcza – opowiada Dobromiła Jankowska.
Wrocławianka podkreśla, że „Ciało” bardzo długo konsultowała z Ewą Pawłowską, redaktorką wydawnictwa Pauza, zastanawiając się, czy mogą powtórzyć na jednej stronie dziesięć razy słowo „tak”, czy może jednak zmienić je na jakieś inne słowo bliskoznaczne.
„Ciało” Szalaya – powieść-parabola o zwykłym o mężczyźnie
O czym jest „Ciało” urodzonego w Kanadzie Szalaya, który przyznaje się do swojego węgierskiego pochodzenia, a mieszka w Wiedniu lub w Słowenii?
Tytuł oznacza powłokę człowieka. – W tej powieści bardzo dużo jest cielesności, i dosłownej – seksu i erotyki, i metaforycznej, bo główny bohater pochodzący z węgierskiego miasta István cały czas szuka siebie, nie wie, co ze sobą zrobić.
Jako nastolatek Węgier wchodzi w relację ze starszą kobietą, potem, po niespodziewanym wypadku, trafia do domu poprawczego. Po opuszczeniu placówki nie potrafi znaleźć sobie w żaden sposób miejsca w tej nowej rzeczywistości, więc decyduje się pójść do wojska, gdzie zderza się z traumatycznymi wydarzeniami.
Potem decyduje się wyemigrować z Węgier w momencie, kiedy robi to także wielu mieszkańców dawnych demoludów, w tym Polski. I nagle czytamy historię „od pucybuta do milionera”. Wreszcie, już na emigracji, w życiu Istvána zachodzi duża zmiana.
– Wbrew pozorom „Ciało” nie jest typową książkową opowieścią, ale niebywałym rodzajem paraboli, jaka wydarza się w życiu bohatera – tłumaczy Dobromiła Jankowska.
I zaznacza, że historia związana z jej przekładem „Ciała” Szalaya jest tak naprawdę smutna.
– Gdyby nie śmierć Jędrzeja Polaka, świetnego pierwszego tłumacza książek Davida Szalaya, prawdopodobnie kolejne powieści Kanadyjczyka cały czas byłyby w pracowni Jędrzeja Polaka, nie w mojej – przyznaje Wrocławianka.
Dobromiła Jankowska przetłumaczyła, oprócz „Ciała” także tom „Turbulencje” (pandemiczną książkę o podróżach samolotowych) i powieść „Londyn” (opowieść o alkoholiku w stolicy Wielkiej Brytanii) Szalaya.
Powieść nagrodzona Bookerem to 100 książka przełożona przez Dobromiłę Jankowską. Jak przyznaje, wszystkie skrupulatnie policzyła.
Pierwsza książka – z „erotyką” w tytule
Dobromiła Jankowska rozkłada wybrane przetłumaczone przez siebie książki na stole w Muzeum Pana Tadeusza, oddziale Ossolineum (gdzie na co dzień pracuje jako kierownik Działu Projektów Literackich).
Przyniosła m.in. pierwszą z przetłumaczonych przez siebie książek, czyli „Wtorkowy Klub Erotyczny” Lisy Beth Kovetz z serii „Do torebki” Wydawnictwa Dolnośląskiego. Tytuł, jak zaznacza, jest trochę oszukany.
– Erotyki tam jak na lekarstwo, to raczej opowiadania o kobietach. Wydane w pierwszej w Polsce serii literatury kobiecej, która dopiero wtedy wchodziła na rynek, a wydawnictwa biły się o najbardziej popularne autorki z Irlandii, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych – opowiada Wrocławianka.
Przy pracy nad przekładem 300-stronicowej książki nauczyła się, jak pisać o miłości, Ameryce, zapisywać dialogi i robić research, czyli wyszukiwać informacje na temat tego, jak wyglądały Stany z czasów opisanych w książce i jak działały kluby książkowe.
Wśród tomów, nad którymi godzinami ślęczała Dobromiła Jankowska, są też książki o futbolu (biografia klubu Juventus Turyn) oraz o tenisiście Novaku Djokoviciu.
To nie przypadek! Wrocławianka najbardziej kocha włoską ligę i od zawsze ogląda tenis.
– W momencie, gdy Novak Djoković zaczął zyskiwał sławę, okazało się, że stało się tak m.in. z powodu zmiany jego diety. Książka „Serwuj, aby wygrać”, którą przetłumaczyłam, traktuje właśnie o zmianie nawyków żywieniowych. Ukazała się w 2014 roku, trochę wyprzedziła swój czas. Dziś byłaby u nas dużo popularniejsza – zauważa Dobromiła Jankowska.
Wrocławiance, którą wroclaw.pl nagrodził tytułem 30 Kreatywnych Wrocławia 2020, zawdzięczamy jednak przede wszystkim doskonałą amerykańską prozę takich autorów jak David Vann (choćby genialna „Legenda o samobójstwie”), Sigrid Nunez (m.in. wspaniała powieść „Przyjaciel”), czy Lauren Groff (z fenomenalnym tomem opowiadań „Floryda”), których publikuje Wydawnictwo Pauza.
– Jeśli chodzi o tych autorów w ciemno bierzemy z wydawcą te książki, bo wiemy, że są po prostu gwarancją jakości. Jeśli chodzi o nowych autorów, wtedy zawsze trwa to trochę dłużej, muszę przeczytać inne książki, przemyśleć, czy warto – mówi Dobromiła Jankowska.
Wśród nowych przekładów Wrocławianki są m.in. nowy tom opowiadań Sigrid Nunez i kolejna książka Daniela Magariela.
Marzenie Dobromiły Jankowskiej
W przypadku Dobromiły Jankowskiej to przekład kolejnego tomu Irlandczyka Colma Tóibína, autora powieści „Brooklyn” czy „Czarodziej” (o Thomasie Mannie), która zachwyciła reżysera Pawła Pawlikowskiego.
– Ale to marzenie nigdy się nie spełni, choć autora spotkałam dwukrotnie. Tłumaczem Tóibína jest Jerzy Kozłowski, mój wybitny kolega, który nigdy nie odda tego autora. Jednak przynajmniej mam wielką przyjemność, bo czyta się go doskonale zarówno w oryginale, jak i w przekładach Jerzego – przyznaje Dobromiła Jankowska.