Dar serca, który obejrzymy wszyscy
Portret narysowany przez Witkacego jest prezentem absolutnie unikatowym.
– Z tym darem, płynącym z potrzeby serca, historyczka sztuki, pani doktor Bożena Steinborn nosiła się już od kilku lat. Portret został już zapisany Muzeum Narodowemu we Wrocławiu w testamencie urodzonej w 1930 roku ofiarodawczyni, uznała, że bardziej stosowne będzie doprowadzić tę decyzję do szczęśliwego finału wcześniej – tłumaczy prof. Piotr Oszczanowski, dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu.
I dodaje, że najwspanialszym sposobem powiększania zasobów muzealnych są dary, które są dowodem na to, że właściciel dzieła pragnie podzielić się swoją ukochaną pracą, która trafia do zbiorów publicznych.
– Dzięki temu wszyscy będziemy mieli okazję popatrzeć w oczy sześcioletniej dziewczynki, która patrzyła i zapamiętała Stanisława Ignacego Witkiewicza-Witkacego i wciąż ma do tamtych czasów, do tamtych wspomnień niezwykły sentyment – podkreśla prof. Piotr Oszczanowski.
Dyrektor Muzeum Narodowego we Wrocławiu upamiętnił dr Bożenę Steinborn specjalną plakietą na tablicy wdzięczności. To jest miejsce, w którym właśnie oddaje się rodzaj hołdu szlachetnym, niezwykle hojnym ofiarodawcom.
Podarowany przez dr Bożenę Steinborn portret będzie można już wkrótce podziwiać w Pawilonie Czterech Kopuł.
Portret rodzinny we wnętrzu – Witkacy przy pracy
„Portret sześcioletniej Bożeny Steinborn” ma ciekawą historię, której dowodem jest nie tylko praca wykonana ręką samego Stanisława Ignacego Witkiewicza, ale także zdjęcie.
Fotografię wykonano w styczniu 1936 roku i przedstawia Adama Steinborna, warszawskiego przedsiębiorcę, dyrektora hurtowni krajowej herbaty, jego żonę Janinę i dwie córeczki – Elżbietę i Bożenę. Wszyscy zmierzają, to niemal pewne, na wyjątkową sesję portretową.
Adam Steinborn złożył bowiem u Witkacego, jednego z najbardziej wziętych wówczas artystów, rodzinne zamówienie na portret własny, małżonki i dwóch córek.
Sesja, ale i samo spotkanie z Witkacym to spore przeżycie. Zwłaszcza, że klientela może wybrać, jaki wariant portretu chciałaby, aby wykonał autor.
To zasady założonej w 1925 roku, a świetnie funkcjonującej Firmy Portretowej S I Witkiewicz. Ponieważ twórca firmy pragnie, aby klient był przede wszystkim zadowolony, daje mu możliwość decydowania o wersji portretu.
Do wyboru są typy oznaczone literami od A do E. Od wersji „wylizanej” do „dowolnej interpretacji psychologicznej”.
– Dla portretów dziecięcych Witkacy najczęściej wybierał wariant mieszany, a więc B (bardziej charakterystyczny ale bez cienia karykatury) i E (urozmaicony dodatkowo własną fantazją autorską). I realizował pracę w ujęciu frontalnym, za stołem, na którym była, z reguły, rozłożona patera z różnorodnymi owocami. Niezmiernie rzadko tworzył portret, któremu towarzyszyły różne akcesoria, jak na „Portrecie sześcioletniej Bożeny Steinborn”, gdzie widzimy artykuły piśmienne, kałamarz i pióro, otwarty zeszyt – opowiada Justyna Chojnacka z Działu Grafiki i Rysunku Pawilonu Czterech Kopuł.
Intrygujące, ale Witkacy niejako przewidział przyszłość portretowanego dziecka – Bożena Steinborn została historykiem sztuki, a w latach 1953-1983 pracowała w Muzeum Narodowym we Wrocławiu.
Ciekawa jest technika (ołówek i kredki pastelowe na papierze), ale również rozbudowana sygnatura, która znajduje się najczęściej w prawym dolnym rogu. Dzięki niej wiemy, co dokładnie zażywał, albo popijał Witkacy wykonując portret.
Na portrecie sześcioletniej Bożeny mamy symbol Nπ (oznaczający, że artysta nie pił), następnie symbol NP (nie palił), dopisek oznaczający, że popijał herbatę.
Prawdopodobnie podczas tej samej sesji Witkacy wykonał też portret Elżbiety, siostry Bożeny Steinborn. Portret ojca powstał pół roku później, zaś matki, pod koniec 1936.
Wszystkie, szczęśliwie, ocalały podczas wojennej zawieruchy, były prezentowane.