Olga Tokarczuk opowiada
Spotkanie w Hali Stulecia było światową premierą najnowszej i zapowiadanej jako ostatnia książki noblistki „Świata jest za dużo” (ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego).
Galeria zdjęć
W książce śledzimy losy 21 bohaterów, którzy po wojnie trafili na tzw. Ziemie Odzyskane.
Dolny Śląsk, Wrocław i Wałbrzych stają się sceną jednego z największych w historii Europy eksperymentów społecznych. Wiosną 1946 roku, w zniszczonym Wrocławiu, spotykają się ludzie o skomplikowanej przeszłości.
To powieść konstelacyjna, która łączy losy bohaterów z Lwowa, Drohobycza, Buenos Aires, a także podąża wzdłuż Dniestru i Odry, tworząc wielką opowieść o pamięci, tożsamości i budowaniu nowego życia po katastrofie.
– Myślę, że każda z tych osób opowiadanych w książce reprezentuje jakiś rodzaj drogi przybycia na Dolny Śląsk i radzenia sobie w ogóle z sytuacją zakorzenienia – mówiła Olga Tokarczuk podczas spotkania, które poprowadziła prof. Urszula Glensk z Uniwersytetu Wrocławskiego (a otworzył wieczór Irek Grin, przewodniczący Rady Fundacji Olgi Tokarczuk).
Książka, która nie jest opowieścią dokumentalną
Noblistka podkreślała, że książka „Świata jest za dużo” nie ma żadnej ambicji bycia dokumentem i zależy jej, aby nie traktować tego tomu jako dokumentalnej opowieści o powojennych latach na tak zwanych ziemiach odzyskanych.
– Nie chciałabym, żebyście traktowali ją jako opowieść o prawdziwych zdarzeniach, ponieważ – mimo że pracowałam z prawdziwymi opowieściami, z prawdziwymi zdarzeniami – próbowałam je spotkać ze sobą i wyciągnąć z nich wspólny mianownik. Wydaje mi się, że w ogóle literatura jest w tym skomplikowanym, nadmiernym świecie czymś, co syntetyzuje nasze doświadczenie, scala wszystkie rzeczy, które zwykle na co dzień widzimy osobno – mówiła noblistka.
Galeria zdjęć
– Starałam się opowiadać tak, żeby zachować spójność pewnych motywów, żeby były rozpoznawalne dla was, dla mnie samej, żeby coś porządkowały, wprowadzały też rodzaj sensu opowieści. Żeby się zbudowała opowieść o tych doświadczeniach sprzed osiemdziesięciu lat, do których już właściwie nie mamy bezpośredniego dostępu, ponieważ ludzie, którzy to przeżywali, w większości odeszli – dodała Olga Tokarczuk tłumacząc, że o napisaniu tej powieści myślała od początku lat dwutysięcznych.
– Zbierałam dokumenty, rozmawiałam z ludźmi, robiłam całe dossier tej powieści. Ale zawsze coś wypadało, jakaś pilniejsza sprawa, która odciągała mnie od tego tematu. I dopiero właśnie teraz, tak późno udało mi się to skompletować w całości – podkreślała.
Walter Frommer – postać powieściowa z piękną historią
Wśród 21 postaci w książce „Świata jest za dużo” znajdziemy także Waltera Frommera, którego poznaliśmy już w poprzednich powieściach noblistki, w „E.E.” i w „Empuzjonie”.
– To jest zaproszenie czytelniczek, czytelników, aby rozpoznawali niektóre tropy – przyznawała Olga Tokarczuk opowiadając historię Frommera i przyznając, że ma słabość do tego faceta.
– To ciekawa historia, kiedy się myśli, skąd się biorą postaci, bo zawsze mam wrażenie, że zapraszam je do mojej opowieści. A historia Waltera Frommera wygląda tak, że kiedy mieszkałam w latach dziewięćdziesiątych w Wałbrzychu, poszłam do małego antykwariatu, w którym sprzedawano poniemieckie rzeczy. Przeglądałam tam różne przedmioty stojące na półkach i zaciekawił mnie jeden z nich, trochę inny od wszystkich. Dziwny. Nie widziałam przedtem nigdy czegoś podobnego. Była to metalowa puszka w kształcie kromki chleba, a na niej wygrawerowane było imię: Walter Frommer. Zrobiło to na mnie tak ogromne wrażenie, że kupiłam tę puszkę i jakby z niej powstała postać Waltera Frommera w „E.E.”. Potem pojawił się w „Empuzjonie”, cały czas w tej samej postaci, z tą samą obsesyjną, kompulsywną osobowością. I czułam jakiś rodzaj przyjemności, że pozwalam mu też pojawić się w tej książce. W tej ostatniej. To są takie moje prywatne małe mitologie, których używanie i wydobywanie sprawia mi po prostu zwykłą przyjemność w pisaniu – opowiadała Olga Tokarczuk.
Pisanie powieści – przygoda z samym sobą
O pisaniu powieści Olga Tokarczuk mówiła, że to jest przygoda trochę z samym sobą, ponieważ najlepszym narzędziem do pisania powieści nie jest ani komputer, ani pióro, ani długopis, ale jej ciało i jej psychika.
– Tworząc albo przywołując do życia postaci, trzeba się z nimi zidentyfikować, więc to jest nieustanna historia bycia kimś innym czy stawania się kimś innym w tym momencie, kiedy to piszę. Czasami postać jest jakby bardzo łatwa do poprowadzenia, niejako sama się konstruuje. I w tej powieści jest kilka takich postaci. Ale były też postaci enigmatyczne, które musiałam dociskać, dowiadywać się: A kim ty jesteś? A co ty przeżyłeś, przeżyłaś? Jak się tu znalazłaś, w tym Wrocławiu, w tym Wałbrzychu? Co ci się stało? Wtedy też skonfrontowałam się z tym, że opowieści niesione przez postaci czasami chcą być wypowiedziane, a czasami nie chcą – tłumaczyła Olga Tokarczuk.
Przyjechali z całej Polski – poznajcie fanów twórczości Olgi Tokarczuk
Przyjechali nie tylko tramwajami i samochodami z wielu miejsc Wrocławia, ale też pociągami z Krakowa, Poznania. Czytelnicy Olgi Tokarczuk chcieli świętować premierę jej najnowszej i ostatniej, jak zapowiadała, powieści.
Po spotkaniu do kolejki po autograf od noblistki ustawiła się wielometrowa kolejka, która sięgała z esplanady na płytę główną w Hali Stulecia a podpisywanie trwało 2,5 godziny!
Galeria zdjęć
Pani Katarzyna, która mieszka w Krakowie, przyszła do Hali Stulecia z siostrą. W swojej kolekcji ma pięć książek pisarki, dwie ulubione to „Prowadź swój pług przez kości umarłych” i „Empuzjon”.
– Jeśli chodzi o najnowszą powieść, mam wobec niej duże oczekiwania, bo dotyka współczesnych problemów. Myślę, że przyniesie trochę nadziei, ale najbardziej mnie przyciąga fakt, że Olga Tokarczuk pisze o terenach, z których pochodzimy z siostrą. To okolice Wałbrzycha, Kłodzka, Świeradowa-Zdroju, więc miło czytając móc się utożsamić z mieszkańcami czy choćby z ze starszymi członkami naszej rodziny – przyznaje Pani Katarzyna.
Pochodząca z Białorusi Pani Maria mieszka we Wrocławiu i bardzo lubi książki Olgi Tokarczuk. Czyta je w języku polskim, właśnie zaczęła lekturę „Ksiąg Jakubowych” i kupiła najnowszą powieść.
– Staram się czytać Olgę Tokarczuk w oryginale, bardzo ciekawie używa języka, tłumaczy rzeczy w taki sposób i tak prowadzi historie, że są blisko nas. To odróżnia ją od innych autorów. Absolutnie zasłużyła na Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury – nie ma wątpliwości Pani Maria.
Panowie Jonasz i Miłosz przyjechali na spotkanie z noblistką z Poznania i kupowali dla siebie egzemplarze nowej powieści na stoisku w Hali Stulecia. Dla pierwszego z nich książki Olgi Tokarczuk są szalenie ważne, zwłaszcza te z motywem drogi i ludzi z różnych miejsc, którzy cały czas są w drodze.
– Przyznaję, po „Biegunach” wpadłem, tak samo po „Księgach Jakubowych”. Z tego, co czytałem, w książce „Świat to za dużo” Olga Tokarczuk porusza te same ważne dla mnie motywy. Ludzi, którzy są w drodze i się nie zatrzymują, dlatego wiedziałem, że ta książka jest naturalnym, kolejnym przystankiem w mojej literackiej podróży – tłumaczy Pan Jonasz.
Dla Pana Miłosza ważny jest fakt, że Nagroda Nobla przybliżyła mu sylwetkę Olgi Tokarczuk i pozwoliła zainteresować się jej twórczością.
– Przedtem nie dane było mi o niej słyszeć, ale też w Polsce, jeżeli chodzi o współczesnych pisarzy, nie stają się tematem dnia, dlatego jeżeli ktoś się żywo tym nie interesuje, ciężko mu czasem skojarzyć, że może chodzić o naprawdę wartościowego pisarza – opowiada Pan Miłosz.