Kierowca taksówki jest jak terapeuta
Postać taksówkarza w kulturze popularnej jest chętnie przywoływana. W amerykańskich filmach człowiek za kierownicą bywa nie tyle kierowcą, ile często bardziej terapeutą swoich pasażerów.
W filmie „Taksówkarz” Martina Scorsese tytułowy bohater grany przez Roberta de Niro wydaje się zaprzeczeniem klasycznego przedstawiciela tego zawodu. Rozmawia z ludźmi, ale bardziej mówi do siebie i widać, że pogrąża się w powolnej autodestrukcji.
Z kolei w pięknym, podzielonym na kilka etiud, obrazie Jima Jarmuscha „Noc na ziemi” mamy świetne taksówkarskie historie z całego świata – od jeżdżącego nocą w ciemnych okularach (sic!) Roberta Benigniego po kierowcę z Helsinek, który swoją poruszającą historią osobistą zaskakuje podchmielonych pasażerów.
Vitalik w Boże Narodzenie jeździ po Wrocławiu
Vitalikowi, kierowcy taksówki z książki „Boże Narodzenie we Wrocławiu” Przemysława Wojcieszka bliżej do bohaterów Jarmuscha. Jest pogodny, choć życie go nie oszczędza. Na Ukrainie zostawił przyjaciół, jeden z nich, Andrij, z którym grał w bluesowym zespole, nie wrócił z frontu.
W Polsce jest bezpiecznie, we Wrocławiu mieszka z żoną Maryną. Byłoby lepiej, gdyby mieszkania nie były tak drogie, niektórzy pasażerowie nie okazywali się ksenofobami, a kolację jadło się przy stole w domu, a nie za kierownicą.
Akcja książki znanego wrocławskiego reżysera, scenarzysty i dramaturga rozgrywa się w wyjątkową noc, bo Vitalik swoją Toyotą Prius wozi mieszkańców stolicy Dolnego Śląska w Boże Narodzenie.
I słucha. A historii jest wiele – o ludziach, zwierzętach, o nienawiści, żalu. Wszystko w rytmie i klimacie bluesowej muzyki, której słucha w aucie Vitalik i którą kiedyś grał w swoim zespole Vitalik and The Mohawks.
Ta książka, choć momentami przygnębiająca, ostatecznie rozgrzewa serce, bo bohater ma w sobie pogodę ducha i wyrozumiałość, jakiej wielu z nas nierzadko brakuje. W Boże Narodzenie we Wrocławiu jest niczym dobry duch tego święta, który próbuje naprawiać świat, choćby dobrym słowem, drobną radą, spokojem.
Historię i pasażerów Vitalika widzimy w ilustracjach Krzysztofa Ostrowskiego (z zespołu Cool Kids of Death), którego kreska już stale towarzyszy Przemysławowi Wojcieszkowi w jego kolejnych książkach. I genialnie, klimatycznie dopełnia opowieść.
Wpadł też na pomysł okładki z charakterystyczną choinką-odświeżaczem powietrza, jaką zobaczymy w niemal każdej taksówce.
Przemysław Wojcieszek sam był taksówkarzem
Autora „Bożego Narodzenia we Wrocławiu” fani polskiego kina znają jako reżysera świetnych „Głośniej od bomb” czy „W dół kolorowym wzgórzem”, a bywalcy teatru jako dramaturga i reżysera „Made in Poland”, jednego z najważniejszych spektakli lat dwutysięcznych w Polsce, ale też m.in. reżysera dramatu Doroty Masłowskiej „Dwoje biednych Rumunów mówiących po polsku”.
Wojcieszek w pewnym momencie zrezygnował z reżyserowania. Spędził kilka lat jeżdżąc nocną taksówką po Berlinie.
– Byłem jednym z nielicznych białych taksówkarzy w Berlinie, przez co policja rzadko mnie kontrolowała i wiem, czym jest to miasto w nocy – opowiadał podczas jednego z autorskich spotkań.
Praca za kierownicą miała plusy, bo zarobki były świetne, ale wrocławianin poczuł, że jednocześnie psychicznie go niszczy.
Berlin stał się jednak inspiracją i miejscem akcji jego powieści „Berlin Heroin” o detektywie polsko-niemieckiego pochodzenia.
Wkrótce potem Przemysław Wojcieszek rozpoczął pisanie książek (teraz stały się już cyklem), których bohaterem jest Kajetan Borovka, komisarz policji z czeskiego Frýdlantu, na pograniczu polsko-czesko-niemieckim (gdzie zresztą zamieszkał autor).
Teraz przyszła kolej na Wrocław jako miejsce akcji w książce „Boże Narodzenie we Wrocławiu” wydanej właśnie nakładem Ośrodka Kultury i Sztuki.
Cud w Boże Narodzenie – to możliwe we Wrocławiu
Ukraiński kierowca Vitalik zabiera bohaterów z różnych miejsc miasta – z Jagodna, z Trójkąta i wiezie na Opolską, do Rynku. Bywa, że i kierowca staje się gościem – gdy ląduje we wrocławskiej knajpie.
A w tę wyjątkową, jedyną w roku taką noc, Vitalik może też sprawić bożonarodzeniowy cud. Nie zdradzę jaki, warto o nim przeczytać!