Najważniejsze informacje (kliknij, aby przejść)
Powstanie w 1951 roku Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego mogło być jedną z tych zmian, która nie wstrząsnęła pasażerami. Może nawet nie wszyscy od razu ją zauważyli. Wynikała z filozofii działania komunistycznych władz: niemal wszystko powinno być państwowe i sterowane centralnie.
Miejscy przewoźnicy we wszystkich miastach w 1951 roku stali się państwowi. Dlatego ZKmW zostało przemianowane na MPK. Czas rozszyfrować skrót ZKmW - to Zakłady Komunikacyjne miasta Wrocławia.
Już nie Verkehrsbetriebe - jeszcze nie MPK
Zakłady Komunikacyjne miasta Wrocławia powstały niemal natychmiast po przejęciu miasta przez polską administrację w maju 1945 roku. Pod wieloma względami stanowiły kontynuacją Breslauer Verkehrsbetriebe (czyli właśnie wrocławskich zakładów komunikacyjnych).
Do Wrocławia przybyli tramwajarze z Krakowa, Poznania, Warszawy, a w kolejnych miesiącach ze Lwowa. Pierwszym dyrektorem został Kazimierz Mech, który przed wojną był pracownikiem warszawskich tramwajów.
Początkowo gros pracowników ZKmW to były osoby wcześniej zatrudnione w Breslauer Verkehrsbetriebe - Niemcy. I to oni w dużym stopniu podnosili z gruzów infrastrukturę. Dziś byśmy powiedzieli, że mieli niezbędne know-how i z tego powodu byli niezastąpieni.
Jednak nie można mówić o gładkiej polsko-niemieckiej kooperacji. Autochtoni byli personifikacją niemieckiego bestialstwa, jakiego doświadczyli Polacy, więc w załodze często iskrzyło. Mimo to niezwykle szybko uruchomiono zajezdnię - obecną Zajezdnię Ołbin przy ul. Słowiańskiej - oraz tabor. Już 22 sierpnia zaczęła kursować pierwsza linia nr 1 z zajezdni na Biskupin.
Reaktywacja wrocławskich tramwajów
Tramwaje były w różnym stanie. Niektóre wozy były wykorzystywane jako barykady, inne były relatywnie łatwe do ponownego uruchomienia. Jednak szyby w oknach pojazdów przez dłuższy czas należały do rzadkości.
Niemniej niemieckie, produkowane w przedwojennym Wrocławiu w fabryce Linke-Hofmann-Werke, tramwaje LH Standard stanowiły trzon komunikacji tramwajowej. Wrocławianie jeździli nimi jeszcze w latach 70.
ZKmW to jednak nie tylko tramwaje, choć to one stanowiły podstawę komunikacji miejskiej w tamtych czasach. Autobusy były dużo mniej efektywne od obecnych, ale organizowano komunikację autobusową tam, gdzie nie docierały tramwaje.
Z pierwszych miesiącach w zrujnowanym Wrocławiu kursowały linie A i B na Karłowice i Zalesie. Ludzie osiedlali się w najmniej zniszczonych osiedlach i naturalnym krokiem było to, aby w pierwszej kolejności skomunikować te miejsca, z których musieli docierać do odradzających się zakładów pracy, biur i urzędów.
Tramwaje i autobusy to sprawa państwowa
O odbudowie komunikacji miejskiej można pisać elaboraty czy książki, jak nieoceniony dr Tomasz Sielicki, autor m.in. książki "Przez Sępolno, Zalesie i Krzyki… Historia tramwajów we Wrocławiu" czy "Tramwajem przez Wrocław", z których to garść informacji zaczerpnąłem.
Powojenny wrocławski przewoźnik uruchamiał kolejne linie, a Wystawa Ziem Odzyskanych w 1948 roku temu sprzyjała. Było to wydarzenie propagandowe, więc władza nie oszczędzała również na tym, aby odwiedzający wystawę mieli jak do niej dojechać.
Wracając do tego, kto woził Wrocławian - do 1951 roku był to przewoźnik komunalny, miejski. Taka była forma własności Zakładów Komunikacyjnych miasta Wrocławia. Zmiana nazwy na Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne była związana z przejęciem firmy przez państwo. Wszyscy miejscy przewoźnicy w polskich miastach zaczęli podlegać Ministerstwu Gospodarki Komunalnej.
Komunikacja miejska centralnie planowana
Dziś może to brzmieć dziwacznie, ale o tym, jak do pracy czy szkoły dojedzie mieszkaniec Wrocławia, Poznania czy Łodzi, decydowało ministerstwo w Warszawie.
Oczywiście nie sam minister zaprzątał sobie głowę połączeniem Psiego Pola z Placem Grunwaldzkim - miał od tego Centralny Zarząd Komunikacji Miejskiej i to tam zapadały kluczowe decyzje.
Pasażerowie początkowo mogli nie zauważyć, że przewoźnik już nie jest komunalny, tylko państwowy. Ale znaki były. Najbardziej rzucającą się w oczy zmianą było przemalowywanie tramwajów na czerwono. We wszystkich miastach miały być tego samego koloru.
Również takie kwestie, jak ceny biletów, zarobki motorniczych, a nawet przydziały na smary czy części zamienne, były planowane centralnie. Dyrektor MPK czy Miejska Rada Narodowa mogły zgłaszać zapotrzebowania - były petentem dla centralnego zarządcy w Warszawie.
Od państwowego przedsiębiorstwa po komunalną spółkę
Zmiany w sposobie zarządzania komunikacją miejską były tylko drobnym wycinkiem tego, co działo się w kraju. W 1950 roku nastąpił formalny kres samorządności (rzeczywisty nastąpił dużo wcześniej). Po zlikwidowaniu samorządu terytorialnego miastem zarządzała wspomniana Miejska Rada Narodowa, a odpowiednikiem prezydenta miasta był Przewodniczący Prezydium Miejskiej Rady Narodowej.
MPK jako państwowe przedsiębiorstwo przetrwało do 1991 roku. Wraz z przywróceniem w Polsce samorządności, przewoźnik powrócił pod skrzydła miasta jako zakład budżetowy. Spółką z ograniczoną odpowiedzialnością stał się w 1997 roku. Żeby sytuacja była klarowna pod względem formalnym, to MPK Wrocław jest nazwą skróconą, a pełna brzmi: Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością we Wrocławiu.
Biorąc pod uwagę bogatą historię komunikacji miejskiej we Wrocławiu, to w tym roku możemy również świętować 35-lecie powrotu MPK pod skrzydła wrocławskiego samorządu, a za rok 30-lecie MPK jako osoby prawnej - spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Jednak w 2027 roku będzie lepsza okazja to fety: 150-lecie uruchomienia pierwszego tramwaju konnego.