wroclaw.pl strona główna Najświeższe wiadomości dla mieszkańców Wrocławia Dla mieszkańca - strona główna

Infolinia 71 777 7777

-2°C Pogoda we Wrocławiu
Ikona powietrza

Jakość powietrza: dobra

Dane z godz. 23:00

wroclaw.pl strona główna
Reklama
  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Pierwsze polskie sklepy w powojennym Wrocławiu. Zobaczcie cenne odkrycie z lat 40. XX wieku [Wrocławskie HITstorie, część 1]

Pierwsze polskie sklepy w powojennym Wrocławiu. Zobaczcie cenne odkrycie z lat 40. XX wieku [Wrocławskie HITstorie, część 1]

Juliusz Woźny ,

Na zdjęciu zachowany powojenny, polski napis na budynku przy ul. Piłsudskiego fot. Juliusz Woźny
Na zdjęciu zachowany powojenny, polski napis na budynku przy ul. Piłsudskiego

Pod koniec roku 2020, podczas remontu budynku Urzędu Miejskiego u zbiegu ul. Józefa Piłsudskiego i Gabrieli Zapolskiej odsłonięto zamalowane lata temu szyldy sklepowe. W tym miejscu znajdował się sklep prowadzony przez Bronisława Tracza. Wrocławianki mogły tam nabyć produkty z „Wytwórni Esencji i Aromatów PANI Warszawa-Wrocław”. Niby nic nadzwyczajnego sklep jak sklep, napis jak napis. Tyle tylko, że napisy powstały najpewniej w roku 1946!

Reklama

Zrujnowany w nawet 70 procentach Wrocław w tym czasie dopiero zaczynał dźwigać się ze zniszczeń wojennych. Budziło się nowe życie. Dzielni przedsiębiorcy otwierali pierwsze sklepy.

Domokrążcy i szaberplace w powojennym Wrocławiu

To znakomicie, że nauczyliśmy się doceniać przedwojenną historię Wrocławia, że wychodzące spod farb i tynków niemieckie napisy są konserwowane. Ale spod przemalowań wyłaniają się także – dużo rzadziej – napisy w języku polskim. Niewielu to wzrusza. Przecież napisów w naszym języku mamy pod dostatkiem. Jednak są wśród tych pamiątek prawdziwi świadkowie historii, nowego rozdziału historii miasta, który rozpoczął się w 1945 roku. Setki tysięcy nowych mieszkańców przybywało do miasta nad Odrą. Tu zaczynali budować nowe życie.

Wśród przybyszów byli ludzie z żyłką do interesów. Na klatkach schodowych wrocławskich kamienic pojawili się domokrążcy.

Natychmiast zaczęły działać szaberplace, o których wyjątkowo trafne spostrzeżenie zanotował sławny matematyk, Hugo Steinhaus: „Największa kupa dziadów na największej kupie cegieł i rumowiska w Europie". To dzięki prywatnym kupcom zaopatrzenie w powojennym Wrocławiu, mimo oczywistych braków, było na nie najgorszym poziomie. Wśród biznesmenów byli bowiem tacy, którzy chcieli działać w dłuższej perspektywie, nie wystarczał im stragan i szybki zysk na szaberplacu. Chcieli związać się na stałe miastem. Pragnęli stworzyć coś trwałego. W mieście zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu sklepy.

Prywatne sklepy we Wrocławiu, czyli rozpasanie „prywatnej inicjatywy"

Do połowy 1947 większość z nich znajdowała się w rękach prywatnych. To dzięki nim zaopatrzenie było na całkiem znośnym poziomie. Oczywiście komunistyczne władze nie mogły spokojnie patrzeć na takie rozpasanie „prywatnej inicjatywy”. Hilary Minc rozpoczął z kapitalistami „bitwę o handel”, jak to sam określił. 

Przedwojenny komunista, który w grudniu 1939 czmychnął aż do Samarkandy, potem był oficerem politycznym 1 Dywizji Piechoty. Oczywiście współpracował z NKWD. Po wojnie znalazł się w strukturach władzy i kierował Resortem Przemysłu, następnie został ministrem handlu i przemysłu, współtwórcą planu sześcioletniego. Jako osoba niezwykle zasłużona spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie. A zasługi miał wiekopomne.

W roku 1950 były już 884 sklepy państwowe i spółdzielcze a 561 – prywatnych. Ale Minc na tym nie poprzestał. W roku 1955 prywatnych było zaledwie 50, a wrocławianie borykali się z nieustannymi brakami na rynku.

Szyldy w centrum Wrocławia 

Wróćmy do szyldów Bronisława Tracza. Zostały poddane oczyszczeniu i konserwacji. Uzupełniono ubytki w tynku, dzięki środkom konserwującym napisy mają oryginalną barwę. Szyldy pokryto substancją, która chroni je przed wodą i wilgocią. Od strony ul. Zapolskiej w tym samym budynku znajdował się szyld Zakładu Artystyczno-Malarskiego. To najpewniej spece z tamtego zakładu namalowali napis od strony ul. Piłsudskiego. Niestety szyld zakładu malarskiego był w tak kiepskim stanie, że został jedynie zabezpieczony i zamalowany.

Nie tylko na Piłsudskiego, też na Słowiańskiej

Ostatnie dni przyniosły kolejną rewelację. W budynku przy ul. Słowiańskiej 17 spod przemalowań odsłonięto napis „Restauracja Lwowianka”. Wspominanie o polskim Lwowie nie było dobrze widziane. Już w 1947 „Restauracja Lwowianka” zmieniła nazwę na „Corso”. Organizowano tam dancingi, reklamowano też dania kuchni warszawskiej.  To też pamiątka z pionierskich czasów powojennego Wrocławia. Musi zostać zachowany! Trudno w to uwierzyć, ale w roku 1946 we Wrocławiu działało już 190 lokali gastronomicznych. Były wśród nich bary, jadłodajnie (np. Caritas lub koszerna stołówka żydowska). Sporo było też restauracji i lokali, które organizowały dansingi i potańcówki.

Pamiątek zachowało się niestety niewiele...

Rozmawiałem w wieloma pionierami, którzy wspominali, że bardzo lubili uczęszczać na zabawy i tańczyć. Mieli za sobą koszmar wojny. Część z nich nie była w stanie otrząsnąć się z traumy, a  nie było wówczas instytucji wspierających, nie było wyspecjalizowanych psychologów pomagających radzić sobie takim stanem ducha. Jednak wielu po prostu chciało żyć normalnie. Spędzić sobotni wieczór z przyjaciółmi, przy dobrym jedzeniu i muzyce. Niestety, ten w miarę normalny stan nie trwał długo. Hilary Minc i jego kumple już o to zadbali. W 1950 wśród istniejących 84 zakładów gastronomicznych jedynie 3 były prywatne.

Pamiątek z okresu pionierskiego zachowało się naprawdę niewiele. Tym bardziej należy pochwalić Urząd Miejski za słuszną decyzję w sprawie cennego zabytku z budynku przy ul. Piłsudskiego.

Posłuchaj podcastu

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl Wróć na portal wroclaw.pl