Archimedes, Hutmen, Pafawag, Polar, ale także Radiotechnika, Intermoda, Pollena – kiedyś te nazwy znali we Wrocławiu wszyscy, a i dziś wielu z nas je pamięta. Kalendarz Wrocławski 2026 – tworzona od1958 roku kronika naszego miasta – poświęcił im aż 180 stron. Co na nich znajdziecie?
„W zniszczonych halach fabrycznych Wrocławia wciąż unosił się zapach spalenizny. Na betonowych posadzkach leżały fragmenty maszyn, pogięte szyny suwnic i resztki wyposażenia, którego nie zdążono wywieźć albo zniszczyć. Był rok 1945. Miasto dopiero zaczynało oddychać po oblężeniu, a do jego ruin napływali nowi mieszkańcy – ludzie, którzy mieli tu nie tylko zamieszkać, lecz także przywrócić do życia przemysł” – tak zaczyna się w Kalendarzu Wrocławskim 2026 złożona z 19 tekstów opowieść o przemysłowym Wrocławiu. To motyw przewodni tej publikacji.
Znajdziecie tam m.in. cytowane za prasą zakładową wspomnienia osób, które pracowały w Pafawagu, Hutmenie i Archimedesie tuż po wojnie (a wśród nich ludzi, którzy jeszcze niedawno byli w tych samych miejscach robotnikami przymusowymi).
Wrocław był jeszcze wtedy wielkim pogorzeliskiem, a praca ludzi w tym mieście przypominała krzątaninę mrówek w zniszczonym mrowisku.Antoni Praszczyk, pracownik Pafawagu, we wspomnieniach cytowanych w Kalendarzu Wrocławskim 2026
Mierzono się wówczas z niewyobrażalnymi trudnościami. Np. na terenie Pafawagu było mnóstwo min i niewypałów. Kilkanaście równiutko poukładanych pocisków artyleryjskich znaleziono nawet w kanale kominowym jednego z pieców.
Od A jak Archimedes do Zet jak zabawki
W Kalendarzu Wrocławskim 2026 znajdziecie artykuły dotyczące poszczególnych zakładów, np. o tym, skąd się wziął w naszym mieście Pafawag, jak wyglądały jego początki i co robili tam artyści, albo jak przez dekady zmieniały się tak wielkie zakłady jak Archimedes, Elwro, Hutmen czy Polar i co się z nimi stało w okresie transformacji.
Jest tam również mowa o wrocławskich stoczniach, spółdzielni Radiotechnika, tutejszym przemyśle farmaceutycznym i zabawkarskim, Intermodzie, przemianach w handlu detalicznym po 1990 roku i rewitalizacji architektury zakładowej – całe morze fascynującej lektury na temat niewyobrażalnych problemów związanych z uruchamianiem przemysłu w zrujnowanym mieście i ich funkcjonowaniu w trudnej rzeczywistości politycznej, o braku surowców, ludziach, którzy musieli z tym wszystkim jakoś sobie radzić i mimo wszystko odnosili sukcesy, a także o zmianach po 1989 roku.
O liścikach do żołnierzy, gitarze elektrycznej, kucykach i spodniach na kant
Nie da się w jednym tekście streścić 19 obszernych artykułów, dlatego wybraliśmy dla was garść ciekawostek i zachęcamy do samodzielnego sięgnięcia po Kalendarz Wrocławski. Z opublikowanych w nim tekstów można się dowiedzieć np. że:
- W Pafawagu, w miejscu, gdzie później była rozgłośnia zakładowa, tuż po wojnie działała… pijalnia piwa. „O dziwo nikt nie podpierał godzinami baru i nie wypijał po kilkanaście piw. Dopiero z biegiem lat zaszła konieczność zlikwidowania pijalni z powodów, które satyrykom i karykaturzystom dostarczają tematów do ich pracy” – wspomina cytowany w Kalendarzu K. Kulpa.
- „Aby zapewnić wyżywienie załodze w powojennych latach zakład utrzymywał potężnie rozbudowany Zakład Zaopatrzenia Robotniczego, który prowadził własne gospodarstwa rolne i hodowle trzody chlewnej” - wspominał Antoni Praszczyk z Pafawagu. Krótko mówiąc, hodował świnie.
- Na terenie Hutmenu było mnóstwo zwiezionych przez okupanta zabytkowych metali kolorowych, których Niemcy nie zdążyli przetopić. „Któregoś dnia przyjechali skądś księża i zabrali duży dzwon” – wspomina Michał Puchacz. „Posągi, rzeźby – to wszystko leżało, a potem szło do pieca. Jak sobie o tym dziś pomyślę, to dochodzę do wniosku, że byliśmy barbarzyńcami Gdyby się któryś z nas na tym znał…” – dodaje Stefan Kącki.
- Jadwiga Marycha, która od 1945 roku pracowała w Zakładach Przemysłu Odzieżowego Intermoda wspominała, że pracownice, które przyszywały do wojskowych płaszczy guziki, podrzucały do kieszeni karteczki z imionami i adresem fabryki „na które później niejeden żołnierz odpowiedział”. Z kolei – jak czytamy w tekście dotyczącym zakładu – w latach 70 jednym z kluczowych osiągnięć bardzo cenionej wówczas za jakość Intermody było „opanowanie techniki trwałego zaprasowywania kantów w spodniach w taki sposób, żeby były nie do ruszenia”.
- Metalowe wozy strażackie, pojazdy kosmiczne, grające bączki i inne zabawki w zakładzie produkcyjnym Palartu wytwarzano tuż po wojnie z puszek po konserwach, bo innego tworzywa brakowało.
- Zanim Polar zaczął wytwarzać lodówki, w latach 50. produkował nieoficjalnie amunicję, a oficjalnie części do maszyn rolniczych, wózki pocztowe, łańcuchy rowerowe, a nawet… kołdry. Schemat pierwszej chłodziarki absorpcyjnej Mewa powstał w 1957 roku. Do 1963 roku wyprodukowano tam także 90 tys. egzemplarzy motoroweru Ryś, Żak (uboższa wersja Rysia) i Ryś Lux. „Charakterystyką tego okresu było to, że przykładano większą wagę do realizacji planu ilościowego, który był ważniejszy niż efekt jakościowy” – czytamy w Kalendarzu. Skutek: lawina reklamacji. Z czasem sytuacja się poprawiła.
- W połowie lat 50 w spółdzielni Radiotechnika powstał prototyp… gitary elektrycznej, prawdopodobnie pierwszej w Polsce. Niestety nie wdrożono produkcji ze względu na zbyt małą liczbę zamówień.
- Przełomowym momentem w historii wrocławskiej fabryki Pollena było uruchomienie w 1969 roku produkcji proszku E, pierwszego w Polsce enzymatycznego proszku do prania.
- Pierwszy model maszyny cyfrowej Odra powstał w zakładach Elwro w grudniu 1960 roku. Nie nadawała się jeszcze do seryjnej produkcji, jednak dzięki prototypowi można było w naszym mieście kontynuować pracę nad takimi maszynami. W czasach Gierka produkowano tu już 100 komputerów rocznie.
- Plotkowano, że słynna Jagusia, stojąca przed Hutmenem od lat 70. trzyczęściowa rzeźba Tadeusza Tellera, zawdzięczała swoje imię żonie jednego ze spawaczy, sekretarce dyrektora lub projektantce instalacji wodnej zasilającej fontannę. A może było jeszcze inaczej – wersji nie brakowało.
- W Hutmenie mieszkały dwa kucyki. Swoje imiona – Szklarka i Dąbek – zawdzięczały nazwom miejscowości, w których wypoczywali na wczasach pracownicy zakładu. Więcej o zakładzie Hutmen (m.in. o „Niedzieli w Hutmenie”, kredytach na zakup dzieł sztuki i Alei Śmiałych Inicjatyw) przeczytacie tu:
W Kalendarzu Wrocławskim 2026, wydanym przez Towarzystwo Miłośników Wrocławia i Ośrodek "Pamięć i Przyszłość" znajdziecie także artykuły na inne tematy, m.in. o włoskich śladach nad Odrą, wybitnych postaciach, ważnych wystawach. Jest tam także kronikarskie podsumowanie kluczowych wydarzeń kulturalnych, sportowych i społecznych minionego roku. Więcej informacji na ten temat znajdziecie w tekście zapowiadającą premierę publikacji: