Zakończyły się mistrzostwa świata w podnoszerniu ciężarów

 - Nie ma drugiego takiego kraju, takiego związku i takiego miasta, które by tak przygotowało zawody – komplementował szef Światowej Federacji Podnoszenia Ciężarów (IWF) Tamas Ajan. Mimo, że Polacy nie zdobyli w trwających przez osiem dni w hali Orbita zawodach, żadnego medalu, organizatorzy imprezy zasłużyli na złoto.

  • fot. http://www.pzpc.pl/


- Pan Ajan jeszcze na otwarciu imprezy powiedział, że Polska już dziesiąty raz organizuje mistrzostwa świata. Jesteśmy pod tym względem unikatem w Światowej Federacji, dlatego wiemy jak to robić. Dyrektorka tych zawodów, była rodaczka Ajana, która występowała w tej roli pierwszy raz. Wszyscy oficjele uspokajali ją mówiąc, że jest to idealne miejsce do nauki, bo Polacy wiedzą jak organizować takie imprezy – cieszył się prezes Polskiego Związku Podnoszenia Ciężarów Szymon Kołecki.

Dzieci wpatrzone w Bonka

Organizatorzy pomyśleli dosłownie o wszystkim: scenografii, oprawie muzycznej, spotkaniach z gwiazdami sportu. Jedną z nich był brązowy medalista igrzysk olimpijskich w Londynie i aktualny mistrz Europy w kategorii do 105 kg Bartłomiej Bonk. W środę urządził sobie w salce treningowej w hali Orbita trening dla uczniów z Oławy. Młodzież (około 60 dzieciaków) z podziwem w oczach patrzyła jak Bonk założył na sztangę 220 kg i przysiadł z nią trzykrotnie. Trzech najodważniejszych podeszło nieco później do sztangi i wspólnymi siłami uniosło ją kilkanaście centymetrów ponad ziemię. – W dzisiejszych czasach przyciągnięcie młodzieży do jakiegokolwiek sportu jest bardzo trudne. Kiedy ja byłem mały, to od rana do nocy z kolegami siedzieliśmy na dworze, do tego stopnia, że mama często wieczorami mnie szukała. Teraz spędzanie czasu na świeżym powietrzu jest dla dzieciaków karą, bo przecież jest komputer, internet, telewizor. Staramy się to zmienić – przekonuje znakomity sztangista.

Zachwyceni Wrocławiem

Inna znakomitość, mistrz olimpijski z Monachium 1972, w wadze do 52 kg – Zygmunt Smalcerz, który od kilku lat jest trenerem reprezentacji USA, akurat w trakcie mistrzostw obchodził swoje 74 urodziny. Z tej okazji bezpośrednio w hali mistrz otrzymał okazały i smaczny tort.

Dbano także, o tych, którzy we Wrocławiu byli pierwszy raz. – Przyjechało ponad 300 zawodników z całego świata plus oficjele. Staraliśmy się, aby nie skupiali się na samych zawodach. Byłem ze znajomymi ze świata ciężarów parę razy na Ostrowie Tumskim czy w Rynku. Tam byliśmy o północy, a po Rynku kręciło się jeszcze mnóstwo ludzi. Nasi goście byli zachwyceni wrocławską Starówką, byli pod wielkim wrażeniem urody Wrocławia – uśmiecha się szef komitetu organizacyjnego mistrzostw, a zarazem wiceprezes PZPC, rodowity wrocławianin Mariusz Jędra.

Wszystko pod kontrolą

Były także jak zawsze drobne niedociągnięcia, ale były likwidowane na bieżąco. – Po pierwszej kategorii wagowej okazało się, że podest pod mostem nie do końca jest dobrze zbudowany. Ale po zakończeniu imprezy w tym dniu wszystko poprawiliśmy. Była także ekipa, która zalała pokoje w hotelu, ale ogólnie sytuacja była opanowana – śmieje się prezes Kołecki.

Troszeczkę szkoda tylko, ze tym razem Polacy nie zdobyli w tej imprezie żadnego medalu. – Reprezentację mieliśmy słabszą niż w poprzednim roku i pewnie słabszą, od tej która będzie za rok. Dobrze, że ci zawodnicy w ogóle kwalifikowali się do grupy A, walczyli, bili swoje rekordy życiowe. Nie oczekiwaliśmy od nich więcej. Kilku z nich jeszcze nie kończy wieku juniora i mogą się poprawić. No i mamy fajną młodzież 17-letnia, choćby Piotrka Kudłaczyka, który jest medalistą mistrzostw świata w tej kategorii wiekowej – ocenia Kołecki.

Ostatniego dnia mistrzostw można było oklaskiwać występ najmłodszej w polskiej ekipie 16-letniej Magdy Karolak. Zajęła 9 miejsce, ale pobiła swoje rekordy życiowe w obu bojach i oczywiście także w dwuboju. – To bardzo perspektywiczna zawodniczka, z potencjałem na miarę Agaty Wróbel – przekonuje Kołecki. Dodajmy, że Magda podobnie jak była medalistka olimpijska występuje w najcięższej kategorii wagowej powyżej 75 kg. A najlepiej z naszej ekipy tak jak oczekiwano spisała się Jolanta Wiór, szósta w kategorii do 75 kg.

Chińskie żniwa

Największy dorobek medalowy zanotowali żywiołowo dopingowani przez członków swojej ekipy Chińczycy, którzy zdobyli aż 10 złotych i osiem srebrnych medali. Świetnie zaprezentowali się także zawodnicy z Tajlandii zdobywcy 8 krążków, w tym trzech złotych, no i jak zazwyczaj Rosjanie (3 złote, 2 brązowe medale).

Było też troszeczkę dramatów i sportowej złości. Jeden z Kanadyjczyków, po spaleniu dwóch ostatnich prób w podrzucie
wybiegł z pomostu ze łzami w oczach, których długo nie mógł powstrzymać. Wreszcie mu się to udało, ale nie do końca, bowiem pobiegł do salki treningowej i poprosił o założenie na sztangę ciężaru, którego nie podrzucił w rywalizacji. Niestety, także się nie udało.

W trakcie całych mistrzostw zbierano cegiełki na wspomożenie fundacji profesor Alicji Chybickiej. – Myślę, że uzbiera się kwota, której nie będziemy się wstydzić. Jeden z członków ekipy z Armenii wrzucił do urny 500 złotych – przekonuje Jędra.

Zgłoś uwagę