WKS wygrywa z Gaziantep

Koszykarski Śląsk Wrocław pokonał u siebie Royal Hali Gaziantep 73-68 w ostatniej kolejce fazy grupowej Pucharu FIBA. Tym samym zakończył rywalizację w grupie M z bilansem 4-2.
  • Zespół Emila Rajkovica zapewnił sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek

  • Zespół Emila Rajkovica zapewnił sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek

  • Zespół Emila Rajkovica zapewnił sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep

  • Po zaciętym pojedynku Śląsk wygrał z Gaziantep


Obie drużyny przystępowały do meczu bez większej presji, ponieważ miały już zapewniony awans do kolejnej fazy Pucharu FIBA. Koszykarze Śląska mogli przeskoczyć w tabeli zespół Gaziantepu tylko w przypadku wygranej większej niż 29 punktami, co wydawało się misją trudną do zrealizowania, jako że Turcy mogli się pochwalić najlepszą obroną w całych rozgrywkach. Tym, na czym najbardziej zależało wrocławianom, było zatarcie złego wrażenia z pierwszego meczu, przegranego wysoko i prawdopodobnie najgorszego w całym sezonie. W europejskich rozgrywkach w tym sezonie nikt jeszcze nie wygrał w Hali Orbita i zarówno kibice jak i zawodnicy chcieli ten stan rzeczy utrzymać. 
 
Pierwszą kwartę znakomicie rozpoczęli wrocławianie bardzo szybko wychodząc na prowadzenie 10-0. Pierwsze punkty dla gości wpadły do kosza dopiero po 5 minutach gry. Duży udział w grze miał Brandon Heath, który dobrze dzielił się piłką z kolegami i sam wykazywał się wysoką skutecznością pod koszem przeciwników. Śląsk celnie trafiał za trzy punkty, zamieniając trzy takie próby na zdobycze punktowe. W końcówce tej części gry zawodnicy z Turcji poprawili celność swoich rzutów, ale to Śląsk po pierwszych 10 minutach wygrywał 19-11. Bliźniaczo podobny początek do pierwszej kwarty miała ta druga. WKS ponownie zanotował wysoki serial punktowy bez odpowiedzi ze strony Gaziantepu. To właśnie w tym fragmencie gry Śląsk uzyskał najwyższe w meczu prowadzenie 12-oma punktami. Przyjezdni grali coraz bardziej nerwowo próbując niwelować stratę poprzez szybkie rzuty z nie do końca przygotowanych pozycji. Świetne zawody nadal rozgrywał najlepiej punktujący Madden. Do przerwy wynik brzmiał 36-28 dla gospodarzy.
 
To co najgorsze w całym meczu przytrafiło się zawodnikom Śląska w trzeciej odsłonie gry. Goście zaczęli punktować, zaczęły im wchodzić rzuty za trzy punkty, zaś wrocławianie zaczęli seryjnie marnować okazje. Dobrze prezentował się Jure Balazic po stronie gości zdobywając w tej części gry najwięcej trafień. Na 3 minuty przed końcem kwarty Gaziantep po raz pierwszy w meczu wyszedł na prowadzenie. Śląsk przegrał tę część gry aż 13-28, a w całym meczu było 49-56. Ostatnie dziesięć minut miało tylko jednego króla i na szczęście nosił on koszulkę w barwach WKS-u. Mający do tej pory różne momenty w grze Jarvis Williams w końcówce poprowadził zespół do zwycięstwa. Wykorzystywał wszystkie rzuty z gry i nie mylił się przy osobistych (9 na 9) Na 5 minut przed końcem Śląsk prowadził jednym punktem po trójce Jankowskiego i akcji dwa plus jeden Williamsa, co wróżyło ciekawą końcówkę. 60 sekund do ostatniej syreny na tablicy świetlnej widniał wynik 68-65. Gracze Gaziantepu zaczęli mocno faulować gospodarzy, którzy nie oddali prowadzenia wygrywając ostatecznie 73-68. Oby to zwycięstwo podziałało pozytywnie na morale koszykarzy Śląska przed powrotem do ligowej rzeczywistości, w której już w poniedziałek prestiżowy jak zawsze mecz o dominację na Dolnym Śląsku z Turowem Zgorzelec.
Zgłoś uwagę