W drewnie mieszka wszechświat

Rozmowa z Józefem Wilkoniem, rzeźbiarzem i ilustratorem 

  • Przestrzenne rzeźby Józefa Wilkonia we Wrocławskim Teatrze Lalek / fot. Tomasz Walków

  • Józef Wilkoń, ilustrator i rzeźbiarz jest autorem scenografii do spektaklu "Co krokodyl jada na obiad?" we Wrocławskim Teatrze Lalek/ fot. Tomasz Walków

  • Słoniątko i kot to zwierzęta stworzone przez Józefa Wilkonia. /fot. Tomasz Walków


Józef Wilkoń jest autorem drewnianych rzeźb zwierząt, które zagrają w „Co krokodyl jada na obiad?” - najnowszym spektaklu Wrocławskiego Teatru Lalek na podstawie „Takich sobie bajeczek” Rudyarda Kiplinga. Premiera w niedzielę 20 października.

Agnieszka Kołodyńska: Spektakl „Co krokodyl jada na obiad?” to Pana kolejne już spotkanie z Kiplingiem. Wcześniej ilustrował Pan jego utwory dla dzieci. Co takiego jest w jego opowiadaniach, że mimo upływu czasu nie starzeją?

Józef Wilkoń*: - „Księga dżungli” daje niesamowite możliwości ilustratorowi. Mnie, podczas lektury,  poszczególne sceny autentycznie wzruszały. Choć wszystko rozgrywa się w świecie fikcji, to emocje są tam prawdziwe. Miłość wilczycy do malucha, przyjaźń czarnej pantery i niedźwiedzia są tak intensywne, że niemal do wiary, niemal prawdziwe. I to jest ponadczasowe, wciąż można te emocje rysować i pokazywać w teatrze. Kipling poza tym był jednym z pierwszych przyjaciół zwierząt. Człowiek zawsze w jakiś sposób przyjaźnił się ze zwierzętami, ale nie miał świadomości, że musi zadbać o nie, jako o część przyrody, której elementem także i on jest. Wcześniej nie mówiono o tej jedności. Nie mamy w przyrodzie żadnej pozycji bez zwierząt, bez nich stracilibyśmy nasza biologiczną osobowość. Kipling był jednym z pierwszych, który wiedział, że człowiek ze swoim rozumem jest jednocześnie jednym z największych zagrożeń dla przyrody i dla zwierząt.

W przedstawieniu spotykamy ciekawskie słoniątko i kota chadzającego własnymi drogami. Która z postaci jest Panu bliższa?

- Bohaterów wybrał reżyser. Są to dwie bardzo różne postacie, a ja postawiłem sobie za cel je połączyć. Trudno więc mi powiedzieć, czy któraś jest mi jest bliższa.

W przedstawieniu grają drewniane rzeźby-zwierzęta Pana autorstwa. Reżyser Jarosław Kilian napisał w zapowiedzi spektaklu, że podziwia Pana umiejętność dostrzeżenia zwierząt zaklętych w konar lub pień drzewa. Drzewo jest materiałem, który daje olbrzymie pole wyobraźni?

- Coś w tym jest. W drewnie mieszka wszechświat. Drewno jako materia jest najwdzięczniejsze, najbardziej uległe i pomocne w projektowaniu i wydobywaniu z niego nowych bytów. Sama natura dając drewnu bogatą strukturę, jak gdyby daje pierwszy impuls. Niekoniecznie w pniaku widzę słonia (śmiech), to byłoby bardzo trudne, nawet dla mnie, bo słoń waży przecież parę ton. Rzeczywiście widzę formy, rodzi mi się już w kształcie kawałka drewna zwierzę. Kawałek drewna może wyrażać sprężystość grzbietu kota, ruch korpusu, dobieram nogi gotowe niemal. Lubię w drewnie szukać pomocy.

Ma Pan wyobraźnię dziecka?

- Mówią, że zostało mi coś z dziecka, bo tak to właśnie widzę.

Swoje rzeźby nazywa Pan ilustracjami przestrzennymi. Co to znaczy?

- Tu zagrają w teatrze. Moje pierwsze formy przestrzenne miały służyć jako ilustracje do książki - sfotografowane odpowiednio i „ugraficznione”. Trochę trwało zanim urodziła się książka, w której udowodniłem, że moje rzeźby to w istocie te ilustracje przestrzenne. Powstało „Psie życie” ilustrowane rzeźbą.

Czy zwierzęta stworzone do spektaklu nawiązują do zwierząt znajdujących się na karuzeli Wilkonia, na warszawskich Bielanach?

- Łączy je drewno, materiał do którego najchętniej wracam. Na karuzeli dla dzieci znajdują się rzeźby, do których włączyłem metal i blachę. Ruch jest moją obsesją w ilustracji, ale w rzeźbie też go szukam.

Czy rzeźbiąc do spektaklu zwierzęta zastanawiał się Pan jak zagrają w spektaklu, jak sobie z nimi poradzą aktorzy? Niektóre z rzeźb ważą po kilkadziesiąt kilogramów.

- Jest to bardzo trudne i dopiero jak to się mówi „w praniu” wszystko wychodzi. Dostarczyłem rzeźby, a teraz reżyser i aktorzy muszą z nimi znaleźć związek.

Współautorką koncepcji scenograficznej spektaklu jest pani Inez Krupińska. W jaki sposób podzieliliście się pracą?

- Pani Krupińska jest świetną malarką i scenografką. Znamy się, mamy do siebie zaufanie, współpracowaliśmy już ze sobą. Chodziło mi o to, by zrobiła scenografię, która będzie kontrastować z moją rzeźbą, bo gdyby Wilkoń zrobił jeszcze tło zoomorficzne, czysto biologiczne, takie jak moja rzeźba, to wszystko byłoby jednakowe. A tak mamy dżunglę przedstawioną w kontraście, ale też w harmonii do tego, co dzieje się na scenie.

Rozmawiała Agnieszka Kołodyńska

„Co krokodyl jada na obiad” reż. Jarosław Kilian, scenografia Józef Wilkoń, Inez Krupińska, muzyka Joszko Broda. Występują Jolanta Góralczyk, Marta Kwiek, Aleksandra Mazoń, Krzysztof Grębski, Marek Koziarczyk, Jacek Radomski, Marek Tatko.

 

Józef Wilkoń - (ur. 1930 w Bogucicach k. Wieliczki) – ilustrator, malarz, historyk sztuki.

Absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie (Wydział Malarstwa, dyplom 1955) i Historii Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim (dyplom 1954). Ilustrował ponad setkę książek dla dzieci i dorosłych wydanych w Polsce i kilkadziesiąt wydanych za granicą. Zajmuje się również scenografią (Teatr im. Wilama Horzycy w Toruniu, 1978) i projektuje gobeliny (Spółdzielnia im. St. Wyspiańskiego w Krakowie). Miał kilkadziesiąt wystaw na całym świecie. Powstały o nim filmy dokumentalne “Józef Wilkoń” (2000), “Arka Józefa Wilkonia” (2007). Inspiracją dla jego prac jest przyroda, a przede wszystkim zwierzęta, które od lat 80. uczynił głównymi bohaterami swoich opowieści. Ostatnio najchętniej oddaje się tworzeniu „przestrzennych ilustracji", czyli zwierzyńca z drewnianych bali i blachy. W grudniu 2009 roku powstała fundacja "Arka" im. Józefa Wilkonia

Zgłoś uwagę