WAŻNE Wielki Wrocławski Piknik w Pawłowicach

  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Zajrzyjcie z nami do wnętrza zegara na wieży ratusza
Kliknij, aby zobaczyć galerię
Kliknij, aby powiększyć
Kolaż 2 zdjęć. Z lewej Zbigniew Jakielaszek z Muzeum Miejskiego we Wrocławiu nakręca zegar na ratuszowej wieży, z prawej mechanizm zegara Bartosz Mokrzycki / Redakcja www.wroclaw.pl
Kolaż 2 zdjęć. Z lewej Zbigniew Jakielaszek z Muzeum Miejskiego we Wrocławiu nakręca zegar na ratuszowej wieży, z prawej mechanizm zegara

Wiecie, że zegar na wieży wrocławskiego ratusza ma wahadło, tak samo jak zegary, które wciąż jeszcze są w wielu naszych domach, nawet te z kukułką? Jest o wiele, wiele większy, ale działa na tej samej zasadzie i też trzeba go nakręcać. Zajrzyjcie z nami do jego wnętrza. Warto, bo tego miejsca nie da się odwiedzić ot tak – nie jest udostępnione zwiedzającym.

Reklama

Na wrocławskim ratuszu są tak naprawdę dwa zegary, które kiedyś tworzyły jeden organizm: każdy z nich ma teraz własny mechanizm, choć nie zawsze tak było (ale o tym piszemy niżej). Oba działają tak samo, jak nasze domowe zegary wahadłowe: ścienne, kominkowe, podłogowe. 

Zacznijmy od starszego z nich.

Zegar na ratuszowej wieży

Zegar na 66-metrowej ratuszowej wieży ma cztery okrągłe tarcze, skierowane w cztery strony świata, z pojedynczymi wskazówkami pokazującymi godziny.

Zegary z wrocławskiego ratusza fot. Bartosz Mokrzycki
Zegary z wrocławskiego ratusza

Nad tarczami, tuż pod hełmem wieży jest połączony linami z zegarem nieruchomy dzwon z 1368 roku (!), który wybija godziny. Do niego także jeszcze wrócimy. 

Wybijający godziny dzwon na ratuszowej wieży fot. Jarosław Krauze
Wybijający godziny dzwon na ratuszowej wieży

Na piętrze pod tarczami ukryty jest potężny mechanizm, składający się z około 250 wykutych przez kowali części, m.in. mnóstwa przekładni zębatych, bębnów, lin, bloczków, obciążników.

Zegary z wrocławskiego ratusza fot. Bartosz Mokrzycki
Zegary z wrocławskiego ratusza

Największą częścią zegara jest najdłuższe historyczne wahadło w Polsce: ma prawie 8 m i przechodzi przez dwa piętra. W Gdańsku jest co prawda potężniejsze, mierzące aż 34 m (to rekord świata), ale tamten zegar powstał dopiero w 2017 roku.

Zegary z wrocławskiego ratusza fot. Bartosz Mokrzycki
Zegary z wrocławskiego ratusza

– W chwili, gdy słyszymy uderzenia dzwonów, wewnątrz wieży, tam, gdzie jest mechanizm zegara, odbywa się całe teatrum: pracują przekładnie zębate, poruszają się dźwignie, słychać terkot, stuknięcia, uderzenia. To cała feeria dźwięków – mówi Krzysztof Kurek, zegarmistrz z 35-letnim stażem, zajmujący się remontami i konserwacją zegarów wieżowych, w tym „Poznańskimi Koziołkami”.

Niesamowity jest także dźwięk towarzyszący ruchom wahadła, a właściwie momentowi, gdy w tzw. kotwicę uderzają zęby przekładni. Brzmi jak uderzenia serca.

Zegar od strony pręgierza

Drugi zegar – z powszechnie znaną, wyjątkowo efektowną kwadratową tarczą ze słońcem i obracającą się kulą księżyca, pokazującą, czy jest pełnia, czy nów, oraz z zakończoną dłonią pojedynczą wskazówką – można podziwiać na fasadzie wschodniej, czyli od strony pręgierza.

Zegar na wschodniej ścianie wrocławskiego ratusza fot. Bartosz Mokrzycki
Zegar na wschodniej ścianie wrocławskiego ratusza

On też ma wahadło, ale znacznie mniejsze, niespełna 1-metrowe. Mniejszy (i nowszy) jest również cały mechanizm.

Zegary z wrocławskiego ratusza fot. Bartosz Mokrzycki
Zegary z wrocławskiego ratusza

Po co ratuszowym zegarom wahadła?

Już Galileusz zauważył, że wahadło zawsze kołysze się w tym samym rytmie, a zegary, także te ratuszowe, to po prosu liczniki tych wahnięć: wiedząc, ile ich było, wiemy, ile upłynęło czasu.
Krzysztof Kurek, zegarmistrz, specjalista od zegarów wieżowych

– Napędem wahadła w ratuszowej wieży jest zawieszony na linie obciążnik, pełniący taką samą rolę co szyszki w zegarach z kukułką. Lina jest nawinięta na bęben, który wykonuje jeden obrót na godzinę i za pomocą różnych części mechanizmu, m.in. przekładni i tzw. wychwytu, popycha do przodu wskazówkę – tłumaczy Krzysztof Kurek.

Z godziny na godzinę obciążnik zjeżdża coraz niżej i żeby zegar nie przestał chodzić trzeba go – podobnie jak zegary domowe – regularnie nakręcać.

Ratuszowy zegar też trzeba nakręcać

We Wrocławiu nakręcaniem zegara w wieży zajmuje się Zbigniew Jakielaszek, który codziennie, w świątek, piątek i niedzielę wchodzi na ratuszową wieżę po krętych schodach (74 stopnie w wieży a wcześniej drugie tyle do wejścia na nią), a potem kręci wielką korbą tak długo, aż wciągnie obciążnik z powrotem na górę, niemal pod sam strop. A właściwie trzema korbami, bo trzeba podnieść także pozostałe obciążniki, odpowiadające za mechanizmami bicia kwadransów oraz godzin.

Zbigniew Jakielaszek fot. Bartosz Mokrzycki
Zbigniew Jakielaszek

Nakręcam zegar na ratuszowej wieży codziennie od 27 lat. Czasem, zwłaszcza wiosną i jesienią, muszę go regulować, bo zrobione z różnych stopów części mechanizmu reagują na różnicę temperatur między nocą a dniem, a wtedy zegar zaczyna się spóźniać albo śpieszyć. Ten zegar od stuleci wyznaczał rytm życia mieszkańców, mówił im, kiedy mają pracować, kiedy odpoczywać. Dziś wszyscy mają zegarki, ale i tak, gdy czasem zegar się zatrzyma, zaraz dyrekcja Muzeum odbiera w tej sprawie telefony.
Zbigniew Jakielaszek z Muzeum Miejskiego we Wrocławiu

Pan Jakielaszek robi też inne związane z zegarem rzeczy, m.in. konserwuje poszczególne elementy mechanizmu, dogląda go, robi drobne naprawy.

Zbigniew Jakielaszek fot. Bartosz Mokrzycki
Zbigniew Jakielaszek

Zbigniew Jakielaszek fot. Bartosz Mokrzycki
Zbigniew Jakielaszek

Dba także o zegar na wschodniej ścianie ratusza, do którego przechodzi przez pełen zakamarków strych, ale tam zagląda nieco rzadziej.

– Jak go nakręcę w piątek, to do poniedziałku chodzi jak należy – mówi.

Dzwon starszy od Dzwonu Zygmunta

Najstarszy dokument potwierdzający istnienie zegara na wieży wrocławskiego ratusza pochodzi z XIV wieku. Niestety nie wiemy, jak ten zegar wyglądał.

Z tamtych czasów został nam natomiast ważący 1,5 tony dzwon z inskrypcją „Roku Pańskiego 1368 Ja, dzwon, rzadko ogłaszam rzeczy błahe”.

– Jest starszy od Dzwonu Zygmunta w Krakowie o 152 lata! – podkreśla Jarosław Krauze, radny miejski i pasjonat zegarów. – Tamten bije tylko od wielkiego dzwonu, a nasz codziennie. Dzień w dzień przez stulecia wyznaczał rytm życia mieszkańców. Jest nieruchomy, nie ma serca, jak najczęściej spotykane dzwony, a dźwięk wybijają „młotki” uderzające w jego zewnętrzna część. Przez stulecia zrobiły w niej wyraźne wgłębienia. 

Dzwony na wrocławskim ratuszy fot. Jarosław Krauze
Dzwony na wrocławskim ratuszy

Jarosław Krauze i Zbigniew Jakielaszek z mechanizmem zegara z wrocławskiego ratusza fot. Bartosz Mokrzycki
Jarosław Krauze i Zbigniew Jakielaszek z mechanizmem zegara z wrocławskiego ratusza

Na wieży są także mniejsze dzwony wybijające kwadranse. Jeden z nich widać na drugim planie:

Dzwony na wrocławskim ratuszy fot. Jarosław Krauze
Dzwony na wrocławskim ratuszy

Zmiany, zmiany, zmiany

Co jeszcze warto wiedzieć o obu ratuszowych zegarach, a także ich poprzednikach?

Z czasem zegary na ratuszu się zmieniały: modyfikowano istniejące albo wymieniano je na nowe. Np. w 1580 roku z powodu zmiany rachuby czasu zegar 24-godzinny z arabskimi cyframi, wymieniono na 12-godzinny z cyframi rzymskimi.

To właśnie przy okazji tej zmiany dobudowano piątą tarczę na ścianie od strony pręgierza – z jedną wskazówką, promieniami słońca oraz obracającą się kulą księżyca, która pokazuje nam, czy jest pełnia, czy nów.

Lata płynęły i zegar w końcu zaczął się psuć. Zachowały się dokumenty dotyczące jego kosztownych napraw, jednak wciąż spieszył się o pół godziny, co, jak czytamy na stronie Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków „spowodowało dezorganizację życia publicznego”.

Budową nowego zegara zajął się Johann Gottlieb Klose. Zbudował go w 1801 roku. Zegar wybijał kwadranse i godziny, ale choć był nowoczesny, sprawiał kłopoty.

Kolejni miejscy zegarmistrzowie modyfikowali go na różne sposoby, np. w 1815 roku dzięki Josefowi Chęcińskiemu zegar dorobił się tak imponującego wahadła (wcześniej było mniejsze). Ale był do rozwiązania jeszcze inny problem.

Świetny pomysł ze słabym punktem

– Johann Gottlieb Klose zaprojektował swoje dzieło tak, że za ruch wskazówek na wszystkich pięciu ratuszowych tarczach odpowiadał jeden mechanizm – mówi Krzysztof Kurek. – To była pięta achillesowa tego pomysłu: pędnia, czyli liczący prawie 70 metrów (!) i biegnący przez cały strych system połączonych przegubami i przekładniami zębatymi kątowymi prętów, obsługujący wskazówki na ścianie wschodniej, skręcał się jak kabel od suszarki, przez co zegar od strony pręgierza źle chodził.

Problem rozwiązał pod koniec XIX wieku August Winkler, który dla zegara od strony pręgierza stworzył odrębny mechanizm, a blisko 70-metrową pędnię można było zlikwidować.

Bezcenny element dźwiękowego krajobrazu miasta

Oba zegary przetrwały dziesięciolecia, a nawet wojnę, mimo że na ratusz, podczas oblężenia Festung Wrocław, spadła bomba lotnicza (na szczęście nie eksplodowała). Wciąż chodzą, choć wymagają konserwacji.

O wymianie zabytkowych mechanizmów na współczesną elektronikę nie może być nawet mowy.

Jak powiedziała nam Ewa Pluta z Muzeum Miejskiego we Wrocławiu, sekwencje bicia zegara na wrocławskim ratuszu są bezcennym elementem krajobrazu dźwiękowego miasta, tak samo wartościowym jak zabytki materialne.

Źródło: Klub Miłośników Zegarów i Zegarków

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama