Będzie nam Jej bardzo brakowało. Smutną wiadomość o śmierci Pani Marii, która w październiku 2026 skończyłaby 99 lat, przekazał prezydent Wrocławia Jacek Sutryk.
Przez lata miałem zaszczyt spotykać się z Panią Marią przy okazji kolejnych rocznic Powstania Warszawskiego. Każde z tych spotkań było czymś więcej niż rozmową o historii - było spotkaniem z niezwykłą siłą, odwagą i życzliwością. W czasie Powstania była zaledwie 16-letnią dziewczyną. Jako łączniczka Batalionu „Zośka” niosła meldunki, pomagała rannym, była tam, gdzie najbardziej potrzebowano wsparcia. Sama została ciężko ranna, ale nie przestała walczyć.Jacek Sutryk, prezydent Wrocławia
Po wojnie związała swoje życie z Wrocławiem. - Tu stworzyła dom, rodzinę i przez lata była częścią naszej wspólnoty - dodał prezydent. - Zapamiętam Ją jako osobę niezwykle pogodną, ciepłą i pełną życia. Taką, która mimo doświadczeń wojny potrafiła dzielić się dobrem i nadzieją. Dziękuję za każde spotkanie, za rozmowy i za pamięć, którą Pani Maria nam przekazywała.
„Myszka”, łączniczka Batalionu „Zośka”
W ubiegłym roku miałam zaszczyt spotkać się z Panią Marią przy okazji 81. rocznicy Powstania Warszawskiego. Wspominała ze śmiechem, że jako 16-latka zgłosiła się na łączniczkę do słynnego Batalionu „Zośka”. Była za młoda, bo przyjmowali od 17. roku życia. Maria związała włosy w warkocze, żeby wyglądać poważniej i tak została „Myszką”, ze względu na te mysie ogonki.
Największa trauma podczas Powstania? – To, że musiałam mówić matkom, że ich dzieci zginęły. Trudno zapomnieć tę rozpacz – opowiadała.
Podczas ataku na Pawiak omal sama nie zginęła. W czasie jatki przy Dworcu Gdańskim została ranna. - Pamiętam, jak szliśmy kanałami ze Śródmieścia na Stare Miasto. Było mi ciężko, bo miałam jeszcze sztywną nogę po postrzale, kuśtykałam. Musieliśmy się mocno schylać, a tam były długie przestoje. I wtedy jeden kolega bardzo mi pomógł, klękał w tym błocie na jednym kolanie, a drugie podstawiał mi, żebym mogła usiąść, wyprostować nogę. Nie wiem, co się z nim później stało. Nie zdążyłam mu podziękować – przyznała.
Po wojnie zamieszkała we Wrocławiu
Po wojnie ciężko zachorowała na zapalenie stawów, potem przeszła poważną operację serca. - Bałam się, że nigdy nie będę mogła mieć dzieci, ale na szczęście urodził się mój syn. Marzyłam o dużej rodzinie i dziś mam trójkę wnucząt i trójkę prawnucząt. Jestem szczęśliwa – mówiła z uśmiechem podczas naszego spotkania w podwrocławskim domu jej syna.
Mieliśmy to szczęście i przywilej odwiedzać „Myszkę” regularnie. Te chwile na zawsze pozostaną w naszej pamięci. Jej codzienna radość życia i serdeczność wobec innych będą dla nas nieustannym wzorem i inspiracją.twórcy projektu BohaterON, pielęgnującego pamięć o powstańcach
Rodzinie i bliskim Pani Marii składamy wyrazy głębokiego współczucia. Cześć Jej pamięci.