Spis treści (kliknij, aby przejść)
Dawno temu wyszła taka książeczka, „Wrocław, pamiętam, że…”, zbierająca wspomnienia o naszym mieście. Setki krótkich wpisów otwiera zdanie anonima: „Pamiętam, że Wrocław był kiedyś stolicą polskiego jazzu”. Całość zamyka natomiast Kama Dolata, pamiętająca sklep na Trzebnickiej, w którym usłyszała: „A pani myśli, że do twarzy pani w tym kolorze?”.
Pomiędzy tymi dwoma z początku i końca są również wzmianki o pewnej potrawie z rodzaju szybkiego jedzenia, podawanego z reguły z budek stojących na ulicach.
Pamiętam, że za studenckich czwartków nie było takiego powrotu z centrum do akademików Akademii Ekonomicznej, żeby nie wstąpić na Dworzec Główny i nie zjeść knyszy. Knyszy - nie pity lub kebaba - knysza jest nasza.wpis Roberta Gacka w książce-pamiętniku pt. Wrocław, pamiętam że..., wydanej w 2015 roku dla Księgarni Tajne Komplety przez Fundację na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Kasprowicza
Specjał godny pozazdroszczenia
Knysza jest nasza. Niech tak zostanie, mimo że de facto może pochodzić z Ukrainy, Litwy bądź Białorusi, gdzie zajadają się pierogiem knyszem. Ciekawe, ile ich rocznie pochłaniają mieszkańcy Knyszyna na Podlasiu… Tenże knysz jest także częścią kuchni bieszczadzkiej, gdzie nadziewają go kiszponą kapustą, ziemniakami i cebulą. Nazwa tej potrawy pochodzi prawdopodobnie od niemieckiego słowa „knist”, określającego bułeczkę królewską, i od „knischen” – gnieść.
Knysza znają nawet w Nowym Jorku, a to za sprawą Żydów, którzy przywieźli za ocean swoją wersję pieroga – okrągłego, na słodko lub na słono, spożywanego podczas upamiętniania zmarłych.
– Niezależnie od pochodzenia knysza wrocławska pisała w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku tożsamość kulinarną naszego miasta – stwierdza historyk Grzegorz Sobel, autor książki „Przy wrocławskim stole”.
Była swego rodzaju dzieckiem transformacji, symbolem nowych czasów. Dla wielu z nas, sam do nich należę, pierwszym kontaktem z gastronomią. W tym przypadku street foodem, który dzięki niej wkroczył na Dworzec Główny dużymi krokami. W znaczeniu kulturowym ubogacała tworzącą się markę miasta jako miejscowy specjał, którego zazdrościła nam cała Polska.dr Grzegorz Sobel
„Legendarna z dworca” wciąż żyje
Ja także do „Wrocław pamiętam, że…” napisałem o knyszy z dworca, mimo że w okresie świetności serwowali ją także w innych miejscach. Jaka była? Po cóż opisywać. Lepiej odesłać do pomarańczowej przyczepy, stojącej na skrzyżowaniu Ślężnej i Weigla, w której kucharką jest pani Krystyna.
Zaczynała w 1995 roku właśnie na dworcu, w barze koło zegara. Po kilkunastu latach musiała się stamtąd wynieść z powodu remontu przez Euro 2012. Jak mówią… knyszę z dworca wypędzisz, ale knyszy z kucharki już nie. Na budce nakleiła więc napis: „Legendarna knysza z Dworca Głównego” i tak serwuje uliczny delikates do dziś. Jadłem nie raz i nie dwa – mniam, mniam.
Jeżeli kogoś podgrzewają połączenia klasyczne, może wybrać się do Hali Stulecia. W Re:bistro podają nasz specjał w wersji z kotletem, serem, kurczakiem. Obowiązkowo: dużo warzyw chrupiących, sosów cieknących i garstka cebuli prażonej. Oprócz tego do rozkrojonego pieczywa niektórzy wkładają tuńczyka, parówkę lub gyros.
Knysza wyróżnia się drożdżową bułką z wydrążonym środkiem o charakterystycznym, półokrągłym kształcie. Najczęściej grillowana, chociaż podgrzewana w mikrofali również ma swoich zwolenników. Miłośnicy klasyki przekonują, że to właśnie mokra, miękka bułka najlepiej oddaje smaki ubiegłych lat.z opisu Re:bistro
Gdzie na knyszę po wrocławsku
Cena w Hali Stulecia przekracza 30 złotych i jest wyższa niż w budce u pani Krystyny. Kto by pomyślał, że kiedyś, w czasach, gdy była gwiazdą, kosztowała 4,5 zł (wegetariańska) albo 5 zł z serem lub kotletem.
Internauci zachwalają knyszę ze Zbyszko Baru (ul. Bałtycka 21) – za oryginalny smak z dawnych lat. Polecają również Bistro Nadodrze w budynku Dworca Nadodrze, barobus Ale Knysza na Księżu (ul. Opolska 136), Fabrykę Smaków i Bar Mist na Dworcu Głównym, jak również Knysz na Kołach w podwrocławskich Siechnicach. Przykładowe ceny w Barze Mist to 20 zł za wersję z warzywami i 23 zł z serem żółtym. Sprawdziłem pod koniec sierpnia.
Któregoś dnia zjadłbym inne uliczne przysmaki dawnego Wrocławia. Choćby pochodzące ze stulecia, w którym Hali Stulecia, a nawet Ludowej, jeszcze nie było.
Pamiętajmy, że pojęcie gastronomii ulicznej istniało we Wrocławiu już w dziewiętnastym wieku, gdy na rynku w budach można było kupić kiełbasy gotowane lub z rusztu, serwowane tradycyjnie z chrzanem w papierowej chusteczce. Do tego bułka. Z kolei pierwszym wrocławskim fast foodem możemy nazwać trio Piwnicy Świdnickiej, a więc precla z kminkiem, Knackwursta, czyli kiełbasę czosnkowo-kminkową, i piwo, które prawie dwieście lat temu oferował pod ratuszem Karl August Friebe.dr Grzegorz Sobel
Kufle w dłoń i zdrowie knyszy!