Teatr Muzyczny Capitol wystawi musical Davida Bowie'ego „Lazarus”

W Capitolu szykuje się gorące lato, bo we wrześniu premiera musicalu „Lazarus” Davida Bowie'ego i irlandzkiego dramaturga Edny Walsha w reżyserii Jana Klaty, który po ośmiu latach wraca na tę wrocławską scenę. Odbyły się już pierwsze próby, ale najważniejsze startują 4 sierpnia. Premiera  26 września, a Konrad Imiela, dyrektor Capirolu zapewnia, że będzie to uczta nie tylko fanów Bowie'ego, ale dobrego teatru muzycznego.    

  • Próba „Lazarusa” na scenie Capitolu/fot. mat. pras.


Ostatnie dzieło Davida Bowie'ego

„Lazarus” miał swoją premierę, jeszcze z udziałem samego Bowie'ego (który przed śmiercią doglądał produkcji) w Nowym Jorku pod koniec 2015 roku w reżyserii znakomitego Ivo van Hove'a. Dokładnie ten spektakl, ale przeniesiony do Amsterdamu widział Konrad Imiela.

Tytuł zaintrygował go, bo dopowiada dalszą część historii, jaka została opowiedziana w jednym z ulubionych filmów dyrektora Capitolu – „Człowieku, który spadł na ziemię” Nicolasa Roega z Davidem Bowie'em w roli tytułowej. Ale nie tylko dlatego.

– Staram się mieć radar wyczulony na to, co dzieje się w świecie musicalu i szczególnie interesują mnie propozycje repertuarowe, które nie wynikają li tylko z potrzeby zapełnienia kasy producentom, ale są musicalami artystycznymi, rodziły się z buntu, potrzeby poszukiwania nowych form, przełamania konwencji – podkreśla Imiela.

Musical „Lazarus” wydaje się stworzony dla Capitolu. – Jest napisany bardzo specyficznie, jeśli chodzi o fabułę, sceny dialogowe, które są pretekstem do tego, aby nastąpiła kolejna piosenka. I to faktycznie piosenki są nośnikiem dramaturgii przedstawienia – wyjaśnia dyrektor Capitolu, zwracając uwagę, że formuła spektaklu jest otwarta, nie wyjaśniono, kim są bohaterowie i ile mają lat.

Jan Klata wraca do Wrocławia

Wolność interpretacyjna może oznaczać kłopoty dla realizatorów. Dlatego Konradowi Imieli zależało na tym, aby do „Lazarusa” pozyskać artystę, który buduje konkretne, odważne światy teatralne. – Nie musiałem długo namawiać Jana Klaty, bo jest ultrafanem Davida Bowie'ego, więc dosyć szybko przyjął propozycję – mówi z satysfakcją Imiela. 

Konrad Imiela, Jan Klata i Marcin Czarnik przed próbą do „Lazarusa”/fot. mat. pras.

Na razie zespół realizatorów spotkał się z reżyserem, odbyło się pierwsze czytanie, omawianie inspiracji. Do prób wszyscy wracają 4 sierpnia, jest zatem jeszcze czas na konkretne pomysły. Wiadomo, że dla Jana Klaty ciekawe są nie tylko piosenki, ale sam David Bowie jako postać, ikona popkultury, który chciał być trochę kosmitą w życiu.

– Jan prędzej przewróci spektakl do góry nogami i będziemy się mocować z licencjodawcą o zmiany niż zrobi coś, co nie będzie miało przejrzystej myśli interpretacyjnej. O konsekwencję dramaturgiczną jestem spokojny – przyznaje Konrad Imiela. 

Aktor charyzmatyczny 

W roli głównej w spektaklu Jana Klaty wystąpi jego etatowy aktor – Marcin Czarnik, którego wrocławianie pamiętają zwłaszcza jako genialnego Robespierre'a w „Sprawie Dantona” na scenie Teatru Polskiego. W przypadku Lazarusa wybór głównej postaci jest kluczowy, zwłaszcza że, jak podkreśla Konrad Imiela, przy niezwykłej dopracowanej wizualnie oprawie spektaklu w Amsterdamie role aktorskie nie były jego najmocniejszą stroną.

W przypadku Wrocławia nie powinno być problemów. W roli głównej Marcin Czarnik, ale stoi za nim cały zespół Capitolu, a na scenie zobaczymy m.in. Justynę Antoniak, Klaudię Waszak, Agnieszkę Oryńska-Lesicka, Artura Caturiana, Cezarego Studniaka.

Łazarz, który utknął na ziemi

Historia, którą zobaczymy na scenie, to losy Thomasa Newtona, człowieka, który przybył z innej planety, aby znaleźć wodę, której w jego rodzinnych stronach zabrakło. Okazało się jednak, że na ziemi został usidlony. Stał się narkomanem, alkoholikiem, uzależnił się od toksycznych związków z kobietami i nie jest w stanie wrócić na planetę. Jednocześnie magnetyzuje otoczenie, a ludzie z jego kręgu nie potrafią uwolnić się od jego zgubnego wpływu.

Światełkiem w tunelu jest pojawienie się dziewczynki z granicy światów, która namawia go, aby się dźwignął i powrócił na swoją planetę. – Ostatnie sekwencje spektaklu są bardzo wieloznaczne, jak cała opowieść zatytułowana imieniem człowieka wskrzeszonego po śmierci przez Chrystusa – dopowiada Konrad Imiela. 

I zapraszając na spektakle tłumaczy, że olbrzymią siłą przedstawienia są fenomenalne piosenki Davida Bowie'ego w znakomitych aranżacjach. 

Premiera „Lazarusa” w reżyserii Jana Klaty na scenie Teatru Muzycznego Capitol 26 września. 



Zgłoś uwagę