Ennio Morricone w Hali Stulecia

Legendarne tematy muzyczne z „Misji” czy spaghetti westernów Sergia Leone oraz suita złożona z motywów skomponowanych do oscarowych filmów. Tym programem Ennio Morricone dyrygując świetną Chech National Symphony Orchestra i dwoma chórami z Węgier zachwycił wielotysięczną publiczność w Hali Stulecia. Dla wielu wrocławian posłuchanie dobrze znanych motywów, ale pod batutą samego kompozytora było spełnieniem marzeń. Wizytę Maestro zaplanowano w ramach ESK 2016.

  • ennio morricone hala stulecia

    Ennio Morricone w Hali Stulecia/fot. Tomasz Walków

  • ennio morricone hala stulecia

    Ennio Morricone w Hali Stulecia/fot. Tomasz Walków

  • ennio morricone hala stulecia

    Ennio Morricone w Hali Stulecia/fot. Tomasz Walków

  • ennio morricone hala stulecia

    Ennio Morricone w Hali Stulecia/fot. Tomasz Walków

  • ennio morricone hala stulecia

    Ennio Morricone w Hali Stulecia/fot. Tomasz Walków


Morricone witany owacjami

Owacje na stojąco na każde wejście i wyjście Ennio Morricone, aż trzy bisy i wypełniona niemal do ostatniego miejsca Hala Stulecia. Włoskiego kompozytora darzy się we Wrocławiu miłością absolutną i są ku temu dobre powody. Jednym z nich jest muzyka do „Misji” Rolanda Joffe, innym genialny wprost temat Debory z „Dawno temu w Ameryce” Sergio Leone, a jeszcze dodajmy do tego zawadiacki główny temat z westernu „Dobrego, złego i brzydkiego” tegoż samego Leone, by lista była pełna.

No, może nie do końca, bo nie wszyscy siedzący na sali byli świadomi, że fantastyczna muzyka i fragment „Chi Mai” powstały do filmu…Jerzego Kawalerowicza „Maddalena”, jaki polski reżyser nakręcił we Włoszech. Właśnie z udziałem Ennio Morricone. Historii ponętnej kobiety, która rozpala żądzę w przystojnym księdzu niewielu dziś pamięta, ale muzyka pozostała.

Muzyka cenniejsza od filmu

Bywały filmy, do których Ennio Morricone komponował zdumiewającą bogactwem instrumentacji oprawę, a dziś wszyscy pamiętamy właściwie nie sam obraz, ale przede wszystkim dźwięk. Tylko nieliczni reżyserzy tworzyli dzieła, które przetrwały próbę czasu i są cenione na równi z muzyką włoskiego mistrza. To niewątpliwie Sergio Leone, Roland Joffe, a ostatnio także Quentin Tarantino. Ennio Morricone zaproponował do jego „Nienawistnej ósemki” partyturę pełną ciemnego i mrocznego klimatu, wyjątkowo awangardowego, jak na 87-letniego dziś twórcę. Fantastycznie słuchało się w Hali Stulecia „Bestiario” z filmu Tarantino, a w niedzielę w nocy warto śledzić oscarową galę, bo to właśnie partytura stworzona przez Ennio Morricone ma niemal stuprocentową szansę wygrać statuetkę. Byłaby to już druga dla tego wybitnego muzyka.

W Hali Stulecia zabrzmiał program, jaki Maestro przygotował na świętowanie 60-lecia pracy artystycznej. A skomponowane przez niego utwory to kamienie milowe w historii światowego kina. Były zatem fragmenty z „1900: Człowieka legendy” i „Konesera” Giuseppe Tornatore, spaghetti westernów Sergia Leone („Dobry, zły i brzydki”, „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, czy „Garść dynamitu”), ale też mniej znanych, jak piękny temat z urokliwego filmu „Vatel” Rolanda Joffé, czy z „Metti, una sera e cena” Giuseppe Griffiego.

Magia muzyki Morricone

Muzyki Morricone można słuchać płynnie przez więcej niż dwie godziny koncertu. Magia przepięknych, melodyjnych tematów to tak naprawdę ogromna warsztatowa swoboda, z jaką włoski kompozytor pisze i orkiestruje swoje dzieła. Ale to swoboda będąca wynikiem wytężonej i drobiazgowej pracy, pokory wobec materii i umiejętności współpracy z często ch8imerycznymi reżyserami.

Kiedy patrzy się na drobnego, niewysokiego Morricone, obserwując jak spokojnie dyryguje, jak szanuje muzyków w orkiestrze Czech National Symphony Orchestra, jak z myślą o nich pisze swoje solo i jak komponuje na ludzki głos (sopranistka Susanna Rigacci zabłysnęła w Hali Stulecia m.in. wokalizą z „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, a dwa chóry Kodály Choir i Csokonai National Theatre Choir  – w legendarnej partii napisanej na potrzeby „Misji”) można domyślić się, skąd wielki sukces przedsięwzięć sygnowanych nazwiskiem Ennio Morricone.    

Nazwiskiem, które wrocławianom pozostanie w pamięci nie tylko w roku ESK 2016. Znacznie dłużej.

Morricone, czyli piękno

Ennio Morricone to już nie tylko artysta, to firma. Solidna i oferująca odbiorcom nie tylko produkt doskonały pod względem formalnym. Przede wszystkim piękny i wpadający błyskawicznie w ucho. Trudno znaleźć widza, który nie pamięta zjawiskowych utworów z „Misji” Rolanda Joffe czy któremu nie zakręci się łza przy motywie Debory z „Dawno temu w Ameryce” Sergia Leone. Nie wspominając o sentymentalnej muzyce do „Maleny” Giuseppe Tornatore. Klasyka Ennio Morricone pokochał nawet niepokorny Quentin Tarantino, który zaangażował go do kilku swoich produkcji, w tym do „Bękartów wojny” i najnowszej produkcji „Nienawistna ósemka”.

Kompozytor wielu talentów

Choć otrzymał tylko jednego Oscara (honorowego w 2007 roku), fani wiedzą, że należy mu się przynajmniej tyle statuetek, co Johnowi Williamsowi (ma cztery). W Polsce Ennio Morricone bywał, ale nie z nowym programem, jaki przygotował specjalnie na 60-lecie swojej działalności artystycznej. Aby wszystko było jasne – włoski Maestro jest nie tylko kompozytorem muzyki do filmów, ale także komponował utwory symfoniczne (m.in. „Tra Cielo e Terra” dedykowany Janowi Pawłowi II), wokalno-instrumentalne, organowe, a nawet klawesynowe i stał się uznanym aranżerem piosenek dla znakomitych artystów – Paula Anki, Stinga czy zespołu Pet Shop Boys.

Zgłoś uwagę