Wrocławski Teatr Pantomimy: Po premierze „Królowej. Baśni podwórkowej”

Plenerowy spektakl Wrocławskiego Teatru Pantomimy to pełna ciepła, zrealizowana z polotem opowieść o zbawczej sile przyjaźni i wsparcia, bez których na wielu z nas mogą w życiu czyhać pułapki. Wyreżyserowana przez Artura Borkowskiego (na co dzień członka zespołu artystycznego WTP) „Królowa. Baśń podwórkowa” skrzy się feerią barw, a najmłodszym spodobają bohaterowie, piękne kostiumy, światła i cudowna muzyka.  

  • wrocławski teatr pantomimy krlowa baśń podwórkowa premiera

    Bohaterowie spektaklu „Królowa. Baśń podwórkowa” Wrocławskiego Teatru Pantomimy/fot. Natalia Kabanow

  • wrocławski teatr pantomimy krlowa baśń podwórkowa premiera

    Bohaterowie spektaklu „Królowa. Baśń podwórkowa” Wrocławskiego Teatru Pantomimy/fot. Natalia Kabanow

  • wrocławski teatr pantomimy krlowa baśń podwórkowa premiera

    Bohaterowie spektaklu „Królowa. Baśń podwórkowa” Wrocławskiego Teatru Pantomimy/fot. Natalia Kabanow


Weekend pierwszej prezentacji nowego spektaklu przed publicznością miał być mroźny, dlatego dla aktorów przewidziano ciepłe, warstwowe kostiumy, na podwórku siedziby Wrocławskiego Teatru Pantomimy zapłonął też ogień, przy którym na końcu ogrzewali się bohaterowie przedstawienia. Tymczasem jednak nadeszła niespodziewanie wiosna i jedynym śniegiem pozostał ten specjalnie imitowany przez realizatorów, zaś mróz można było sobie, szczęśliwie, tylko wyobrazić. 

Nie ujęło to spektaklowi uroku, zwłaszcza że światła i wizualizacje przygotowane przez Bogumiła Palewicza (którego od lat znają i kochają też fani Opery Wrocławskiej za piękna oprawę spektakli) tworzą iluzję doskonałą. 

Historię przedstawioną przez zespół aktorski znamy doskonale, bo to wersja „Królowej Śniegu” Hansa Christiana Andersena, choć znacznie bardziej familiarna, pozbawiona nuty pewnego okrucieństwa i lęku, jaka zawsze wybrzmiewa w baśniach Duńczyka z Odense. W podwórkowej baśni jest momentami groźnie, ale dzieci nie mają się czego obawiać. Dobro, jak zwykle, zatriumfuje, zło zostanie, nawet jeśli nie wyeliminowane, to przynajmniej oswojone. 

Gerda (Agnieszka Charkot), która wyrusza w pełną niebezpieczeństw wyprawę, aby uratować swojego przyjaciela Kaja (Agnieszka Dziewa) z rąk zaborczej i okrutnej Królowej Śniegu (Izabela Cześniewicz), spotyka na swojej drodze wielu bohaterów (nie zdradzę, jakich, bo warto dać się zaskoczyć). Niektórym pomaga, inni pomagają jej, są i tacy, których jej los nie obchodzi, zabiegają tylko o własne korzyści, jak to w życiu. A „Królowa. Baśń podwórkowa” to skrojona na potrzeby najmłodszych baśń właśnie o życiu, w którym spotykamy się i z dobrem i złem, ale ważne, aby od złego odwracali nas Ci, którym na nas zależy. Posiadanie takich osób już jest darem samym w sobie.

Przesłanie jest dla dzieci czytelne, bohaterowie barwni – zabawni, ale i zbójeccy, nie wspominając o do końca nierozpoznanym charakterologicznie Bałwanku (Mariusz Sikorski zainstalowany w wyjątkowo pracochłonnym kostiumie projektu Artura Mazura). Świetne są kostiumy wszystkich postaci autorstwa Adama Królikowskiego, a serce widzów skradnie, z pewnością, „dziki” pojazd (warto poczekać na jego pojawienie się). Publiczność pamiętająca czasy butów zimowych „Relaks” z rozrzewnieniem odkryje je (w różnych kolorach) na nogach aktorów. 

Na końcu rzecz szalenie dla tego przedstawienia istotna – muzyka Szymona Tomczyka, świetnie kreująca nastrój poszczególnych scen, często będąca motorem napędowym akcji. A kończącą „Królową” piosenkę z przepięknym tekstem (także autorstwa Tomczyka) można nucić pod nosem wracając późnym wieczorem do domu. Zapada w pamięć!  



Zgłoś uwagę