Od lat w tym dniu zapalone zostaną znicze przy tablicy pamiątkowej na ścianie Wytwórni Filmów Fabularnych, czy na peronie 3. dworca Wrocław Główny.
We wroclaw.pl przypominamy, jak o Zbyszku Cybulskim mówił nieżyjący już znany wrocławski fotosista Stefan Kurzyp.
Kanapki dla Zbyszka Cybulskiego
Po raz pierwszy Stefan Kurzyp zobaczył Zbyszka Cybulskiego w 1963 roku, podczas zdjęć do „Rękopisu znalezionego w Saragossie” Wojciecha Jerzego Hasa.
Już od czterech lat fotosista pracował we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych, ale wybitnego aktora obserwował w akcji dopiero w kostiumowej roli kapitana gwardii walońskiej Alfonsa van Wordena.
– Zagadnął mnie: „Skocz do bufetu, przynieś mi dwie kanapki”, a ja na to: „Tak, Panie Zbyszku” i od razu pobiegłem – wspominał Stefan Kurzyp.
– Kiedy wróciłem Cybulski uśmiechnął się i powiedział: „No, to masz u mnie plus, możesz mnie fotografować. A wieczorem wpadnij do Dziennikarzy” – czyli do znanego klubu, dodaje fotosista. Tak zaczęła się nie tylko znajomość z aktorem, ale i pasja uwieczniania go na zdjęciach.
300 fotografii z planu filmowego
Nie wolno było Cybulskiego fotografować znienacka. – Jak usiłowałem mu robić zdjęcie „w cywilu” to mówił: „Starenia, ty nie rób mi teraz, zrób na planie, jak jestem przygotowany, w kostiumie, wtedy się czuję tak, jak należy” – wspominał Stefan Kurzyp dodając, że umowy z aktorem dotrzymał.
Więcej, aktorskie kreacje Zbyszka tak zafascynowały wrocławianina, że, gdy pozwalały mu na to obowiązki, starał się być obecny na kolejnych planach filmowych Zbyszka Cybulskiego. – Starenia, uważaj, jakie mi fotografie robisz, chciałbym od czasu do czasu którąś zobaczyć – żartował aktor.
Pan Stefan miał w kolekcji nie tylko własnoręcznie zrobione zdjęcia, ale i negatywy odkupione od kolegów po fachu pracujących przy innych filmach z udziałem gwiazdy kina. – Czasami dość tanio, bo za przysłowiowe pół litra, dostawałem odrzuty z filmu nieprzyjęte przez produkcję – opowiadał Pan Stefan.
Umowa dla fotosistów była prosta – mieli dostarczyć 30 fotografii czarno-białych, tyle samo kolorowych, 30 slajdów.
– Aby specjalna komisja miała potem z czego wybierać robiłem jakieś 300 fotografii na planie, z kolei po selekcji cały niewykorzystany materiał był już mój – wyjaśniał po latach Stefan Kurzyp.
Gwiazda nie daje autografów
Wzbogacana przez lata kolekcja Stefana Kurzypa liczyła kilka tysięcy fotografii i stała się, z pewnością, jedną z najcenniejszych w Polsce.
Warto dodać, że na internetowych aukcjach można kupić jedynie fotosy (licytacja najdroższych zaczyna się nawet od 180 zł), a negatywy są jeszcze cenniejsze, bo niepowtarzalne, najczęściej nigdy nie publikowane. Nigdzie nie można nabyć zdjęć z autografem aktora.
– Rzadko się podpisywał – potwierdza Stefan Kurzyp. – Bywało, że ktoś do niego podchodził ze zdjęciem i długopisem, a on niezmiennie mówił: „Bardzo mi przykro, ale z zasady nie podpisuję” – wspominał fotosista, który zmarł w 2021 roku.
Spotkania ze Zbyszkiem
Zbyszka Cybulskiego Pan Stefan zapamiętał nie tylko z planu filmowego, także ze znanych wrocławskich miejsc spotkań artystów – Klubu Związków Twórczych, czy Klubu Dziennikarza.
– Czasem powtarzał taki gest z „Popiołu i diamentu” – przesuwał po blacie kieliszek i mówił: „No, nasze kawalerskie” – opowiada Pan Stefan.
– Rozmawiało się wtedy o wszystkim, jak najmniej o polityce, może czasem obgadywało się jakichś idiotów z komitetu, ale bezosobowo, bo otoczenie bywało różne, mógł się znaleźć ktoś „życzliwy” inaczej – opowiadał Stefan Kurzyp.
– Cybulski miał nieszczęście, że był impulsywny. Gdyby zaczekał, nie jechał tym pociągiem. Ale nie, musiał wskakiwać, ryzykować, poczuć, że żyje – mówił Stefan Kurzyp.