Claudia Rowan odwiedziła nasze miasto w lutym. Przyleciała z londyńskiego Stansted liniami Rynaiar w sobotę. Spędziła w mieście dwa dni, a w niedzielę wróciła do domu. Wyprawa kosztowała ją mniej niż 150 funtów, wliczając w to transport, nocleg w dobrym hotelu, zwiedzanie i jedzenie.
Zwiedziła Rynek, Halę Targową, Ostrów Tumski. Zajrzała na kawę z lokalnej palarni, spróbowała pierogów. Wspięła się na wieżę kościoła garnizonowego. Przespacerowała się Bulwarem Dunikowskiego, o którym mówi, że jest w paryskim stylu.
Duże wrażenie zrobił na niej Ostrów Tumski. Wrocław – jak pisze – jest miastem ze sporą populacją studentów, co przyczynia się do dość młodzieżowej atmosfery. Ale Ostrów Tumski sprawia wrażenie, jak gdyby czas się tutaj zatrzymał. Ze swoimi brukowanymi uliczkami, z ponad setką gazowych lamp, codziennie wieczorem zapalanych przez latarnika w cylindrze i pelerynie…
Zapamięta pastelowe kamieniczki w Rynku, synagogę Pod Białym Bocianem czy smaczne pierogi. A także wykonane z brązu gnomy, jak nazywa wrocławskie krasnale.
“Vrot swaaf” (transkrypcję podpowiedział jej znajomy), jak zauważa, ma także restauracje, polecane w Przewodniku Michelin. W jednej z nich zatrzymała się na kolację z lampką wina.
Jakie jeszcze miasta poleca na łamach Timesa? Trzy inne miasta równie dobre na city break, które również nie obciążą zanadto portfela, to zdaniem Rowan: Wilno, Piza i Valetta.
(Relację Claudii Rowan z Wrocławia przeczytacie w oryginale na tej stronie.)
Takie artykuły są tym cenniejsze, że stanowią osobistą relację z odwiedzin we Wrocławiu popartą własnym dobrym doświadczeniem. Rosnącą popularność Wrocławia wśród turystów potwierdzają rok roczne badania analizujące ilość odwiedzin i noclegów w naszym mieściemówi Radosław Michalski, dyrektor Departamentu Marki Miasta Urzędu Miejskiego we Wrocławiu
– Ma to istotne znaczenie dla wzrostu zamożności miasta, 8% wszystkich zatrudnionych lub prowadzących działalność gospodarczą profituje bezpośrednio lub pośrednio na ruchu turystycznym, a także na rozpoznawalności Wrocławia w świecie. Ta z kolei ułatwia staranie się o nowe inwestycje i miejsca pracy. Wzrost zainteresowania stolicą Dolnego Śląska, także w wymiarze tzw. city breaków, pokazuje także ruch na wrocławskim lotnisku, jego niedawna rozbudowa wynikała właśnie z wzrostu liczby pasażerów, które obsługuje. Poza ruchem tzw. biznesowym dominuje tu ruch turystyczny – dodaje Michalski.