Oto 11 ciekawych przedmiotów z przedwojennego Wrocławia, a wśród nich: (kliknij, aby przejść)
- Ozdobny "kapselek"
- 130-letnia szczotka
- Mlecznik z Gajowic
- Talerzyk od Carla Tielscha
- Skoro to nie otwieracz, to co?
- Tą walutą płaciło się tylko w dzisiejszym MPWiK
- Szpitalna sosjerka
- Elegancka, dla dwóch osób i prosto z... Capitolu
- Kartka urodzinowa z rozmachem
- Puszka, a jak wiadro
- Słoik po kawiorze
Mariusz Kotkowski, przez Wrocławian kojarzony z Wydawnictwem Wrocławski Neptun, autor m.in. albumu "Ulice i place Wrocławia", jest historykiem, kolekcjonerem, antykwariuszem i prowadzi Wrocławski Dom Aukcyjny. W swojej kolekcji ma przeszło 1000 przedmiotów, które przedwojennym mieszkańcom naszego miasta służyły przede wszystkim w życiu codziennym.
– Dla mnie te rzeczy są cenne z punktu widzenia historycznego, bo to pamiątki z naszego miasta - często niepowtarzalne albo istniejące w niewielu egzemplarzach. To nie są dzieła sztuki, raczej... sztuki użytkowej. Obcowali z nimi na co dzień przedwojenni mieszkańcy naszego miasta. To dla mnie największa wartość - sentymentalna — opowiada Mariusz Kotkowski.
Ozdobny "kapselek"
Choć podobne "korki" kojarzą nam się głównie z piwem, ta ozdobna zatyczka pochodzi z butelki po zupełnie innym specyfiku.
Świat wrocławskich korków porcelanowych jest niesamowicie bogaty. Mam znajomych, których kolekcje są potężne. Najwięcej było oczywiście "piwnych", bo Wrocław był miastem tego trunku.Mariusz Kotkowski - historyk, kolekcjoner, antykwariusz
Korek, który zaprezentował nam kolekcjoner, ma jednak logo... szpitala. – Najprawdopodobniej jest to zatyczka butelki na wodę, serwowaną w tym szpitalu. Wówczas etykietowano wszystko. Miało to zastosowanie praktyczne – mówi. Chodziło najpewniej o to, by pacjenci nie wynosili oznaczonych logo szpitala rzeczy poza placówkę, bo były to przedmioty wielokrotnego użytku.
Zobacz więcej zdjęć w galerii:
Korek z końca XIX wieku, pochodzi ze szpitala Wszystkich Świętych przy pl. Jana Pawła II. Obecnie są tu mieszkania.
130-letnia szczotka
Ale nie zwykła szczotka, a taka, którą prawdopodobnie czyściło się ubrania - z paprochów czy sierści. Na drewnianej części widać logo zakładu, w którym została wyprodukowana. Firma Tuch-Korte, własność Karla Korte, mieściła się pierwotnie przy Herrenstrasse 7, czyli dzisiejszej Kiełbaśniczej. Zajmowała się handlem tekstyliami.
To coś co ma, na moje oko ok. 130 lat i dalej można by było tej szczotki używać. Oczywiście ja już tego nie robię - z szacunku i chęci zachowania jej dla kolejnych pokoleń. Tym bardziej, że jest ona z jednej strony może niespecjalnie efektowna, ale z drugiej pokazuje przykład efektownej reklamy.Mariusz Kotkowski - historyk, kolekcjoner, antykwariusz
Szczotka przedstawia także pewną tendencję w ówczesnym Wrocławiu. – Przedsiębiorcy, producenci, handlarze ogromną wagę przywiązywali do reklamy. Chcieli być jak najbardziej rozpoznawalni, dlatego eksponowali logotypy swoich firm na takich gadżetach — tłumaczy historyk.
Mlecznik z Gajowic
Malutki dzbanuszek na mleczko lub śmietankę kojarzy się z elegancką restauracją. Nie inaczej jest w przypadku mlecznika z lokalu Restaurant und Festsäle Bräuer na Gajowicach.
Karl Bräuer był browarnikiem. – Tam była droga, która biegła przez jego posesję - Bräuer Gasse, a po wojnie przez moment uliczka Piwna. Ten Etablissement, browar i cała zabudowa, w większości zostały zniszczone w czasie II Wojny Światowej. To też jest jedna z nielicznych pamiątek z tego browaru, które dziś należą do rzadkości – opisuje Mariusz Kotkowski.
Zobacz więcej zdjęć w galerii:
Talerzyk od Carla Tielscha
Wyprodukowany w Wałbrzychu przez firmę Carla Tielscha talerzyk, według Mariusza Kotkowskiego musiał mieć do pary filiżankę. Kolekcjoner długo nie mógł dociec, co oznacza print na jego powierzchni.
Nie mogłem rozszyfrować skrótu. Wrzucałem nawet zdjęcia - całego talerza, zbliżeń liter, na fora internetowe. Dowiedziałem się tylko, że kilka osób bardzo chce kupić ten talerz, ponieważ zbierało przedmioty wytworzone przez Tilschawspomina Mariusz Kotkowski.
Kolekcjoner nabył w końcu kubek, który z całą pewnością pochodził ze szpitala Wszystkich Świętych. – Dotarło do mnie, że to była taka sama czcionka i podobny skrót. Z tą różnicą, że na kubku były litery AH, czyli Allerheilige Hospital, a tu skrót (WHKr), oznaczał Wenzel - Hancke Krankenhaus. Dzisiaj w budynkach tego dawnego szpitala częściowo funkcjonuje Uniwersytet Ekonomiczny (przy ul. Komandorskiej).
Skoro to nie otwieracz, to co?
Nie otwieracz, nie tłuczek, nie ciężarek (choć może trochę tak). Ta ozdobna, ciężka porcelanowa "klamka" jest częścią spłuczki, tzw. górnopłuku. Wielu Wrocławian pamięta zapewne takie w swoich ubikacjach, choć większość pewnie dawno zastapiły nowoczesne systemy.
– U mnie w domu, w latach 80. ta część była już z plastiku, tu zaś mamy elegancką porcelanę — mówi kolekcjoner. – I co charakterystyczne znowu: gdyby nie podpisał się na niej wytwórca tego przedmiotu, byłaby zupełnie anonimowa. A tak, wiemy że została wykonana w fabryce Hermana Schmidta przy dzisiejszej ul. Prostej.
Zobacz więcej zdjęć w galerii:
Tą walutą płaciło się tylko w dzisiejszym MPWiK
Bo to nie moneta, a żeton, za który pracownik dzisiejszych "wodociągów", oddanych do użytku w 1871 roku, mógł kupić dokładnie pół litra kawy - tak napisane jest na "kawowej Marce" (Kaffee Marke).
Na "kawowej monecie" wyraźnie widać herb Wrocławia. Została ona także opatrzona nazwą zakładu: Wasserwerk (zakład wodociągowy na dzisiejszej ul. Na Grobli).
Szpitalna sosjerka
Elegancko podany obiad, z słuszną porcją sosu w stosownym naczyniu - to nie obraz, który kojarzy się nam dziś ze szpitalem. A jednak, tak właśnie, do 1939 roku serwowano posiłki w Israel Krankenhaus, czyli w powojennym szpitalu "Kolejowym", a ówczesnym szpitalu żydowskim.
– Ze względów religijnych Żydzi potrzebowali swojej placówki medycznej gdzie mogliby się leczyć. Można zgadywać, że sosy podawane pacjentom w tej sosjerce były koszerne — zaznacza Mariusz Kotkowski. – Czy zaś jedzenie szpitalne było dobre, to już można dyskutować... Natomiast sosjerka jest bardzo elegancka i naprawdę, jak na wyposażenie szpitala, robiła wrażenie.
Kultura gastronomiczna była na początku XX wieku trochę inna. Sam fakt, że te szpitale kupowały elementy zastawy u Tilscha, że w bardzo dobrej wytwórni porcelany było to wszystko zamawiane pokazuje, jak dużą wagę do tych rzeczy przywiązywano. Zresztą, wystarczy spojrzeć - ponad 100 lat od produkcji, a sosjerka jest dalej w świetnym stanie. Swoje na pewno przeżyła, ale dalej można by było jej używać.Mariusz Kotkowski - historyk, kolekcjoner, antykwariusz
Elegancka, dla dwóch osób i prosto z... Capitolu
Idealnie wyważona, z dwiema podpórkami i w eleganckim kolorze. Ta popielniczka stała niegdyś we foyer teatru Capitol, gdzie w przerwie w spektaklu, można było zapalić. – Palenie było przecież do niedawna możliwe w różnych miejscach. W tamtych czasach natomiast było bardzo powszechne — wyjaśnia Mariusz Kotkowski.
Historyk zwraca uwagę na kulturę palenia w dawnych Niemczech. – Jeszcze nikt nie mówił wtedy o skutkach medycznych palenia tytoniu. Zresztą nawet jak przegląda się wrocławskie pocztówki przedwojenne - wystarczy zajrzeć do albumu , można zobaczyć wiele szyldów sklepów tytoniowych.
Kolekcjoner podkreśla również, że pamiątki z przedwojennego Capitolu to rzadkość. Porcelanową popielniczkę w miętowym kolorze zdobi logo, w którym wyraźnie widać kształt dawnego frontonu teatru, zniszczony podczas wojny.
Zobacz więcej zdjęć w galerii:
Kartka urodzinowa z rozmachem
"Z najlepszymi życzeniami szczęścia na 50. urodziny, śle Twój wdzięczny syn Georg" - czytamy na "kartce". Nie jest to jednak zwykła kartka urodzinowa, a cieniutka, metalowa, platerowana srebrem sztabka z eleganckim grawerem.
Tego srebra jest tu niewiele i nie stanowi ono wielkiej wartości, poza tą historyczną - ta jest ogromna. Osoba ojca pozostaje anonimowa, nazwiska syna też nie mamy. Ale został ten sentymentalny przedmiotzauważa Mariusz Kotkowski.
– Grawer został zlecony zapewne jednemu z działających we Wrocławiu mistrzów grawerstwa. Chociaż muszę przyznać, że trochę widziałem grawerowanych rzeczy i tak piękna, majestatyczna wręcz sztuka, nieczęsto się zdarza — ocenia historyk.
Na "kartce" zachwycają secesyjny motyw roślinny i piękna czcionka. Jest też data - 1902 rok.
Puszka, a jak wiadro
W tym przedmiocie nie ma żadnej zagadki. Napis na puszce: "świeże ogórki", zachował się jakby wyprodukowano ją wczoraj. A sprzedaż wówczas, wyglądała zupełnie jak dziś. – Ta puszka była najpewniej na użytek sklepowy. Przychodził klient, mówił ile chce ogóreczków, czy wagowo, czy ilościowo, ekspedient wyciągał je z tej puszki, warzył i sprzedawał.
Od XIX wieku Europa wiedziała, że reklama jest dźwignią handlu. Wykształcająca się klasa średnia miała coraz więcej pracy i coraz mniej czasu na prowadzenie domu w tradycyjnym modelu. – Już wtedy gospodynie domowe nie miały czasu, żeby kisić własne ogórki. Można je zatem było kupić. Ta firma natomiast reklamowała, że są one stworzone zgodnie ze sztuką gospodyń domowych, co miało zachęcić panie do zakupu ich produktów — tłumaczy Mariusz Kotkowski.
Fabryka konserw przy dzisiejszej Traugutta 43 była prężna, duża. Powstała pod koniec XIX wieku, a jej właścicielem był Reichhold Mann, wykształcony w kierunku produkcji spożywczej. Dzisiejszy Dolny Śląsk, a szczególnie okolice Legnicy, uważane były za ogórkowe zagłębie.Mariusz Kotkowski - historyk, kolekcjoner, antykwariusz
Słoik po kawiorze
Słusznej wielkości słoiczek z wyraźną informacją o zawartości: importowanym kawiorze, choć nie ma pokrywki, zdaje się być w idealnym (kolekcjonerskim) stanie. W takiej postaci ikra docierała do Breslau, gdzie rozdzielana była zapewne na mniejsze opakowania.
Porcelanowe pudełko mogłoby równie dobrze służyć sprzedawcy drogeryjnego kremu. Jego perłowy kolor i elegancka czcionka świadczą o kunszcie jego twórców.