Najważniejsze informacje: (kliknij, aby przejść)
Ile lat pracuje pan jako świecki mistrz ceremonii pogrzebowej? Co pan robił wcześniej?
Piotr Lach: Od dziecka grałem na pianinie, uczyłem się. Muzyka była zawsze nieodłączną częścią mojego życia, więc zacząłem później grać w kościele. Oprócz tego, że jestem mistrzem ceremonii, jestem również organistą. Gram w Międzynarodowym Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, tam też prowadzę chór. Pracowałem wcześniej jako organista, a przy tej posłudze pojawiały się też pogrzeby. Grałem, śpiewałem podczas tych uroczystości, aż w końcu przyjąłem pracę na cmentarzu. Od 2012 r. pracowałem na Cmentarzu Osobowickim. To tam pojawiła się opcja prowadzenia pogrzebów.
Początki były trudne, a zlecenia znikome – zaledwie kilka w miesiącu. Teraz z roku na rok, przybywa tych ceremonii i odprawiam ich nawet 20 w ciągu miesiąca. Kiedyś to było dla ludzi wstydliwe. Bo my jesteśmy przyzwyczajeni do takiego schematu, że na pogrzebie musi być ksiądz, bo inaczej co sąsiedzi powiedzą, co rodzina na to. Z czasem zacząłem inspirować się dawnymi mistrzami ceremonii. Postanowiłem rozwijać się w tym temacie, by towarzyszyć ludziom nie tylko jako organista.
Kim jest świecki mistrz ceremonii pogrzebowej? Jak długo trzeba się przygotowywać, żeby nim zostać?
Nie mamy specjalnych uczelni ani studiów. Ceremonię może prowadzić osoba z zewnątrz, czasami zdarza się, że robi to ktoś z rodziny. Natomiast pierwsze, co przychodzi mi do głowy, to oswojenie się z tematem śmierci. To jest nieodłączna rzecz, nie tylko w tej pracy, ale też dlatego, że każdego z nas to czeka i może spotkać w każdej chwili.
Bycie mistrzem ceremonii to w pewnym sensie gra aktorska, ale konieczna jest też komunikatywność. Mamy kontakt z ludźmi, którzy muszą pożegnać kogoś bliskiego. Każdy w zupełnie inny sposób do tego podchodzi – niektórzy potrzebują wsparcia, rozmowy i trzeba być czasami psychologiem. Trzeba przeprowadzić wywiad, by dowiedzieć się czegoś na temat zmarłej osoby i tego, jakie oczekiwania ma rodzina. Myślę, że lata pracy z ludźmi w kościele i w zespołach wokalnych, w pewnym sensie przygotowały mnie do tej pracy.
Czego potrzebuje mistrz ceremonii pogrzebowej? Odwagi i nie tylko
Mistrz ceremonii z Warszawy, Jacek Borowik, powiedział, że każdy może być mistrzem ceremonii, ale nie każdy powinien. Czy jest w tym prawda?
Pan Jacek wraz z żoną prowadzą od lat świeckie ceremonie pogrzebowe i są w tym takim trochę wzorem. Myślę, że bardzo dobrze to podsumował. Każdy mógłby być mistrzem ceremonii, ale nie każdemu jest to dane, bo można chcieć, a niekoniecznie móc. W tym zawodzie koniecznie trzeba być odważnym i otwartym na współpracę z ludźmi, na ich pomysły, bo przecież podczas ceremonii trzeba sprostać oczekiwaniom najbliższych. Nie każdy posiada taką umiejętność, nie każdy by się w niej odnalazł.
Jakbym miała wybrać cechę, która, wydaje mi się, jest konieczna w tej pracy, to na pewno empatia. Nie każdy ją ma.
Empatia i odwaga, bo trzeba stanąć naprzeciwko tematu śmierci i jednocześnie naprzeciwko tej rodziny, która przeżyła wielką tragedię.
Czy dodałby pan coś jeszcze?
Szacunek, bo to też jest w tym zawodzie bardzo ważne. My nie opowiadamy bajek, ale pokazujemy człowieka, musimy godnie i z szacunkiem zamknąć historię jego życia. To niezwykle poważna sprawa, ale też zaszczyt. Osoby, które zwracają się do mistrzów ceremonii, powierzają nam swoje zaufanie, a tego nie wolno nadużyć.Piotr Lach, mistrz ceremonii pogrzebowej
Świeckie pogrzeby nie tylko dla ateistów
Wspomniał pan wcześniej, że na początku odprawiał tylko kilka ceremonii w miesiącu. Jak to wygląda obecnie?
Powiem szczerze, że na pewno mam więcej pracy, bo z roku na rok tych ceremonii przybywa. Media mówią, że wiara wśród ludzi upada. Ale to nie do końca jest upadek. To, że ktoś nie chodzi do kościoła albo nie chce, by na jego pogrzebie był ksiądz, nie oznacza, że jest niewierzący.
Czyli odprawia pan ceremonie nie tylko dla ateistów?
Świeckie ceremonie pogrzebowe są nie tylko dla ludzi niewierzących, ateistów. Dzisiaj wiele z nich ma elementy modlitwy, krzyż z tabliczką, nieraz ludzie proszą mnie o odczytanie jakiegoś fragmentu Pisma Świętego. To nie zawsze są ludzie, którzy od Boga odeszli. Często zdarza się, że oni wierzyli w Boga, mieli swoje wartości, natomiast niekoniecznie chcieli mieć kontakt z instytucją Kościoła.
Jak wygląda taka ceremonia świecka? Czym różni się od liturgii?
Na początku mistrz ceremonii wita zgromadzonych, przedstawia sylwetkę zmarłego, jego osiągnięcia i wartości. Potem zmarłego wspominają rodzina i bliscy. Wtedy czyta się poezję, puszcza muzykę lub przywołuje anegdoty. Potem następuje chwila ciszy i symboliczne pożegnanie przed uroczystym konduktem pogrzebowym. Po wszystkim mistrz dziękuje obecnym.
Świecka ceremonia pozwala na dopasowanie tych wszystkich elementów do życzeń zmarłego lub rodziny. Zdarzają się ceremonie łączone, na której jest mistrz i ksiądz, żegnamy też ludzi, którzy wyznawali inną wiarę i wtedy częścią ceremonii są elementy tamtych obrządków. Każda ceremonia jest inna, bo każdy z nas jest inny. Nie da rady powtórzyć jednej ceremonii dwa razy. Wszystko zależy od tego, co ustali się z rodziną i czego zmarła osoba oczekiwała.
Czasami mistrz ceremonii nie tylko bierze udział w pogrzebie, ale też w pożegnaniu przed kremacją. Jakby to żartobliwie powiedzieć, jest wodzirejem, ale też i organizatorem, który musi zadbać, by wszystkie szczegóły były dopracowane. Wtedy rodzina jest spokojna, bo wie, że powierzyła to zadanie osobie z doświadczeniem.
Ceremonia może odbyć się w kaplicy, ale nie musi. Może odbyć się przy grobie na cmentarzu albo w domu pogrzebowym. Nie ma w niej liturgicznych obrzędów, chyba że – jak wspomniałem – jest takie życzenie, ale one są tylko dodatkami. Głównym bohaterem jest tutaj zmarły. To jego historię opowiadamy, a czasami dzięki takiej uroczystości część z nas poznaje ją z zupełnie innej strony.
Ludzie przychodzą zaplanować własny pogrzeb
Pan, szykując się do każdej ceremonii, poznaje bardzo wiele historii.
Tak, nie ukrywam, że to jest bardzo inspirujące. Niektórych z tych żywotów nie jesteśmy w stanie wyczytać w internecie czy zobaczyć w telewizji. Tu człowiek spotyka się z prawdą, której ktoś doświadczył na własnej skórze. Weźmy wojennych przesiedleńców z terenów dzisiejszej Ukrainy. Ile ci ludzie musieli znieść trudów, by ułożyć tu sobie życie... To jest niesamowite! To jest dla człowieka życiowa lekcja, której nie zdobędzie się w szkole.
Każda ceremonia jest inna i bardzo osobista. Mam w pamięci pożegnanie pewnego pana, który zawsze wszystkich częstował słodyczami. Miał zawsze szafkę pełną słodyczy, jak przychodzili goście. Kiedy odszedł, córka powiedziała, że życzeniem taty było, żebyśmy wszystkich poczęstowali słodyczami. Na zakończenie ceremonii wszyscy dostali cukierki. To są drobne rzeczy, ale pamięta się je bardzo długo.
A czy zgłaszają się do Pana osoby, które chcą zaplanować swój własny pogrzeb?
Nieraz zdarzyło się, że po ceremonii podeszła jakaś osoba z pytaniem, czy mógłbym ją pochować. Bo akurat spodobało jej się to, co zobaczyła w czasie ceremonii i usłyszała ode mnie. Taką możliwość oferują też firmy pogrzebowe. Pogrzeb świecki to zresztą nie tylko słowo, ale również dźwięk. Podczas takiego pogrzebu często możemy usłyszeć jakąś ulubioną muzykę zmarłego, jako organista też często spotykałem się z takimi życzeniami.Piotr Lach, mistrz ceremonii pogrzebowej
Takie planowanie pogrzebu może osobom starszym czy samotnym dać poczucie spokoju, że zaplanowali swoją ostatnią drogę.
Czasami bycie mistrzem ceremonii nie jest tylko spełnieniem usługi, ale też wsparciem dla tych ludzi, okazją do porozmawiania. Jeśli chcą się spotkać, ale w podeszłym wieku mają problemy z mobilnością, to zdarza się, że dostaję zaproszenie do domu. Wtedy jadę i tam wszystko ustalamy. To jest też sposób na poznanie tej osoby i nadanie przyszłej ceremonii pięknego wydźwięku, bo przygotowujemy ją razem.
Motocykle, psy i "Zegarmistrz światła"
Czy zdarzają się jakieś naprawdę niezwykłe muzyczne życzenia co do ceremonii?
Oczywiście, że tak. Każdy czegoś słucha, każdy ma swoje ulubione kawałki. Czasami, chowając bardzo młodych ludzi, słuchamy sobie ostrego, czasem wulgarnego rapu. Czasami wracamy do starych piosenek, czasami jest to muzyka klasyczna, bo ktoś lubił operę.
Czy ta jedna piosenka Monty Pythona się pojawia na playliście? ("Always Look on the Bright Side of Life" z filmu "Żywot Briana" - przyp. red.)
Zdarzają się różne. Jakbym miał pokazać playlisty, to myślę, że za każdym razem jest na nich coś innego. Od „Zegarmistrza światła” po Bułata Okudżawę i wiele innych, współczesnych i dawnych. Zdarzyło się nieraz, że rozbrzmiewały piosenki stworzone przez sztuczną inteligencję, bo ktoś napisał tekst o zmarłym i zrobiono z tego utwór.
A inne specjalnie życzenia, np. udział ukochanego pupila w ceremonii?
Zdarza się, chociaż nie na każdym cmentarzu jest dozwolone wprowadzanie zwierząt. I wtedy ktoś przemycał kotka albo pieska.
Pomyślałam sobie teraz o pożegnaniu, na które przyjeżdżają koledzy zmarłego na motorach.
Tak! To się zdarza bardzo często. Miałem też pogrzeby, kiedy koledzy chowali kierowcę TIR-a. Przyjechały wielkie ciężarówki, w momencie złożenia do grobu dały sygnał klaksonem. Było też wielu motocyklistów, którzy żegnali przyjaciół. Gdy umiera ktoś z chóru, to ten chór występuje. Muzyk z zespołu jazzowego? Koledzy występują podczas ceremonii. To są takie chwile, które zapadają w pamięć i dają też najbliższym pocieszenie i poczucie wspólnoty.
Chciałabym wrócić do odporności, o której mówiliśmy na początku. Nie tylko na śmierć jako proces sam w sobie, ale też na tragedie, z którymi pan się na co dzień spotyka.
Oczywiście, każda śmierć jest tragedią. Sam miałem dwa wypadki, w których mogłem stracić życie i pogodziłem się z tym, że to się zdarzy pewnego dnia. Ale kontakt ze śmiercią - choćby w przypadku ludzi młodych, których zdarza mi się żegnać - daje doping, by jeszcze coś w życiu zrobić, doświadczyć nowych rzeczy, zrealizować marzenia i wyciągać z życia jak najwięcej dobra. To nie jest tylko praca, ale też wielka nauka.Piotr Lach, mistrz ceremonii pogrzebowej
Czy wie pan, jaki jest odsetek kobiet w tym zawodzie?
Odsetek jest duży, jest coraz więcej mistrzyń ceremonii. To nie jest praca tylko dla mężczyzn i kobiety dobrze się w niej odnajdują, dobrze im ona wychodzi. Wkładają w nią wiele serca i subtelności, która jest potrzebna w takich ceremoniach. Tu nie ma żadnej rywalizacji, tylko każdy się sobą inspiruje, wspomaga i współpracuje.
Myślę, że tak powinno być, żeby nie robić sobie konkurencji, tylko się sobą inspirować.
Tak. W firmach pogrzebowych często różnie bywa. One będą ze sobą rywalizować, żeby mieć jak najwięcej klientów. W naszym przypadku jest to nierealne, żeby być jednym na cały rejon. Nasza praca jest trochę jak praca podróżnika, bo mogę np. dzisiaj prowadzić pogrzeb we Wrocławiu, a jutro jechać do Karpacza czy Łodzi. Anna i Jacek Borowikowie odprawiają ceremonie w całej Polsce.
Niekiedy zdarza się, że pogrzeby się nakładają, to mamy kontakt i się wspomagamy. My musimy ze sobą współpracować, bo jesteśmy od siebie w jakiś sposób zależni. A żeby to też nie spowszedniało – tak jak niektórzy mówią, że nie chcą księdza, bo im to spowszedniało – żeby nasza praca taka się nie stała, musimy się szanować i współpracować.
Rozmawiała: Karolina Małas
Piotr Lach - świecki mistrz ceremonii pogrzebowej, organista, dyrygent, śpiewak i kompozytor. Pracuje we Wrocławiu, na cmentarzu przy ul. Kiełczowskiej.