Sensacyjny dyrygent w NFM. Recenzja

Niewysoki, ubrany w przedziwnego kroju frak, ponadnaturalnie ekspresyjny. Takie wrażenie Eiji Oue mógł zrobić na słuchaczach w NFM zanim podniósł do góry batutę. Potem pokazał prawdziwe czary. Koncert skrzypcowy Sibeliusa był tylko rozgrzewką, prawdziwą kulminacją okazało się wprost fenomenalne wykonanie II Symfonii Sergieja Rachmaninowa.

  • eiji oue nfm

    Japoński dyrygent Eiji Oue/fot. Bogusław Beszłej/Archiwum NFM

  • eiji oue nfm

    Japoński dyrygent Eiji Oue/fot. Bogusław Beszłej/Archiwum NFM

  • eiji oue nfm

    Japoński dyrygent Eiji Oue/fot. Bogusław Beszłej/Archiwum NFM

  • eiji oue nfm

    Eiji Oue dyrygował Orkiestrą NFM/fot. Bogusław Beszłej/Archiwum NFM


Dyrygent na gościnnym występie

Gościnni dyrygenci dzielą się na tych, którzy przygotowują się pieczołowicie do koncertu i pragną zabłysnąć przed nieznaną publicznością (jak niegdyś Benjamin Shwartz, obecny szef Orkiestry NFM), albo traktują gościnny występ bez zbędnych sentymentów, jak zleconą pracę.

Japończyk Eiji Oue nie należy do żadnej z powyższych kategorii. Pod jego kierunkiem orkiestra zagrała tak, jakby przygotowywał ją i pracował z zespołem od dobrych kilku miesięcy, a nie dni. To, co zobaczyli melomani w piątek 6 listopada przerosło najśmielsze oczekiwania. Od błyskotliwej, skrzącej się kolorami i dynamicznej uwertury „Korsarz” Hectora Berlioza poprzez wyjątkowo subtelnie prowadzony Koncert skrzypcowy d-moll Jeana Sibeliusa po zdumiewającą II Symfonię Rachmaninowa, w której orkiestra osiągnęła taką biegłość, że przestała grać. Muzykowała, płynęła, zachwycała z każdą kolejną częścią. Muzycy jakby przebudzili się z letargu, a to, z całą pewnością, zasługa Oue.

Karierę rozpoczął od najlepszej postaci, jaką można sobie wyobrazić – od Leonarda Bernsteina, który był jego mentorem, zarazem podglądając ekspresyjnego Amerykanina Japończyk przyswoił więcej wskazówek o muzyce symfonicznej niż latami studiując partytury. Nawiasem mówiąc, we Wrocławiu zapis nie był mu potrzebny. Eiji Oue był tak perfekcyjnie przygotowany, że wszystkie trzy utwory dyrygował z pamięci. I to jak!

Przebudzenie orkiestry

Z czasem może nam zamazać się w pamięci skrzypaczka – Finka Elina Vähälä, grająca zresztą Sibeliusa z rzadko spotykaną delikatnością i bez niepotrzebnej niejednokrotnie emfazy, jaką fundują słuchaczom bardziej znani wioliniści. Pozostanie natomiast niezatarte wrażenie małego wielkiego dyrygenta Oue, tak jak przed laty na wyżyny swojej profesji wzniósł się Jerzy Maksymiuk prowadząc w starym jeszcze gmachu Filharmonii Wrocławskiej V Symfonię Dymitra Szostakowicz z orkiestrą, której poziom pozostawiał wówczas sporo do życzenia. Dziś to nie tylko nowa sala, nowa orkiestra także, ale w odpowiednich rękach. Gdyby Oue mógł z nią częściej popracować efekty byłyby porażające.

Mały wielki Oue

I niech nikogo nie zwiedzie jego szczególny styl, tzw. szerokim gestem. Zna każdy fragment utworu, jest niezwykle wprost muzykalny i muzykę przedkłada ponad wszystko, zwłaszcza sceniczną elegancję ruchów batutą. Dowodem niech pozostanie wstrząsająca, pełna życia, ale i szczególnej rosyjskiej melancholii II Symfonia Rachmaninowa. Będziemy to wykonanie wspominali jeszcze długo. Miejmy nadzieję, do następnego koncertu Eiji Oue w NFM.    

Zgłoś uwagę