Najważniejsze informacje (kliknij, aby przejść)
Slash z Rabki, który pokochał Gitarowy Rekord Świata
Pan Henryk z Rabki jest jedną z charakterystycznych postaci wśród gitarzystów. Przebrany za Slasha, gitarzystę Guns N' Roses rekord będzie bił po raz drugi (był też na wrocławskim rynku w ubiegłym roku) i już zapowiada, że będzie tu na pewno w 2027 roku podczas jubileuszowej, 25. edycji.
Przyjeżdża zawsze z tą samą gitarą akustyczną. – Od ponad 50 lat towarzyszy mi na wszelkich imprezach typu turystycznego, szantowego, na krainie łagodności i innych "terenach" muzyki, które nadają się do śpiewania. Może oprócz disco polo – uśmiecha się pan Henryk.
Przyjechał sam, choć na FB zamieścił pytanie, czy znajdą się chętni na wyprawę do Wrocławia. – Ale górale grają raczej w swoich kapelach i na góralskich imprezach. A ja jednak lubię łączyć kulturę rockową z góralską – zapewnia.
Dla Pana Henryka piosenka „Hey Joe”, którą we Wrocławiu uczestnicy biją Gitarowy Rekord Świata, jest bardzo ważna. – Ale kocham też wiele piosenek Guns N' Roses, zespół The Eagles i ich „Hotel California”, czy Erika Claptona – wylicza.
I dodaje, że do Wrocławia wraca i będzie wracał, bo Gitarowy Rekord Świata to emocje na bardzo wysokim poziomie.
– Poza tym, przyjeżdża wielu gitarzystów, którzy wcale nie muszą dobrze grać, ale czują się włączeni w ten niespotykany koncert. Jedyną chyba imprezę na świecie, która zbiera tylu gitarzystów w jednym miejscu – podkreśla pan Henryk.
Gitarowa rodzina z Lubelszczyzny
Pan Radosław z żoną Justyną i synem Hubertem przyjechał z Hrubieszowa na Lubelszczyźnie. Obaj panowie przygotowali gitary, a muzykują rodzinnie.
– Zaczęło się od mojego taty, który grał na gitarze przez prawie czterdzieści lat. Potem grałem ja, teraz syn. Czasem zdarzy nam się zagrać we trzech, stąd nasza obecność we Wrocławiu. Nie moglibyśmy sobie odpuścić takiej okazji – przyznaje Pan Radosław.
W minionych latach śledził Gitarowy Rekord Świata w mediach społecznościowych, w tym roku żona Justyna została pomysłodawczynią rodzinnego wyjazdu. To pierwszy raz, kiedy zagrają wspólnie „Hey Joe”.
Nie szukali ulubionego miejsca do grania. – Nieważne miejsce, ważne, żeby zagrać, a najważniejsza jest muzyka – przyznał Pan Radosław.
Biało-czerwoni gitarzyści, którzy zaskoczą na scenie
Przy pomniku Fredry z gitarą pozuje 19-osobowa grupa w biało-czerwonych barwach, aby uczcić ich święto. Są z całej Polski.
– Od morza do Tatr, z różnych miejscowości, a zrzeszyła nas grupa „Naucz się grać” Adriana Miniarskiego, muzyka, kompozytora i nauczyciela gry na gitarze – tłumaczy pani Beata.
We Wrocławiu są po raz trzeci, ale chyba pierwszy raz w tak licznym składzie.
– Jedni są dopiero początkującymi gitarzystami, inni zaawansowanymi graczami, ale z riffami „Hey Joe” nie będzie najmniejszego problemu. U nas odnajdą się wszyscy i wszyscy mają tutaj swoje miejsce – nie ma wątpliwości pani Beata.
Grupa jest pewna, że w tym roku rekord zostanie również pobity. – Zamierzamy także potem być na scenie, tak jak w ubiegłym roku. I zagramy utwór-niespodziankę – zapowiada pani Beata.
Gitarzystka z mocnym wsparciem znajomych
Pani Aneta i jej znajomi przyjechali z Zabrza i z Tarnowskich Gór, gdzie prowadzą winnicę. Ubrali się w stylu irlandzkim, ale pani Aneta wskazuje też na swój kowbojski kapelusz i przypinkę ważnego dla niej zespołu Dżem.
Na Gitarowym Rekordzie Świata są po raz pierwszy. – Miałam ochotę przyjechać już w ubiegłym roku, ale dopiero zaczęłam się uczyć gry na gitarze, więc w tym roku to jest pierwsza próba, taki wypad ze znajomymi, a już poczułam ten klimat, vibe i czujemy, że w tym roku zdobędziemy znowu rekord – przyznaje.
W gronie znajomych zagra, teraz na akustycznej gitarze, tylko pani Aneta. – Moi przyjaciele trzymają za mnie kciuki, wspierają, jesteśmy teamem – podkreśla uczestniczka bicia rekordu.
Muzykujący rodzice z synami
Pan Sebastian z Łowicza żałuje, że w jego rodzinnych stronach nie ma takiej imprezy, bo do Wrocławia zabrał całą rodzinę – swoją żonę Paulę oraz synów – Filipa i Olka.
Na gitarach gra cała familia (pan Sebastian jest perkusistą, więc będzie wspierał rytmicznie), a obaj synowie chodzą do szkoły muzycznej, więc z zagraniem „Hey Joe” nie powinno być większego problemu.
Przyjechali sami, ale liczą, że spotkają we Wrocławiu znajomych i kolegów, bo wielu z nich wcześniej pomagało bić Gitarowy Rekord Świata.
Ponieważ pracują w muzycznej branży często 1 maja akurat pracują. – W tym roku udało nam się wyrwać i wykorzystaliśmy wolny dzień – tłumaczy pan Sebastian.
Rodzina jest pod wrażeniem, że tak dużą imprezę udało się tak sprawnie zrealizować. Chcieliby zostać długo, ale jeszcze dziś muszą wrócić do domu, więc postarają się skorzystać jak najwięcej.
Hipisi z Warszawy, którzy wracają już pod raz dziewiąty!
Panią Joannę i Pana Roberta z Warszawy trudno przegapić w tłumie, bo są ucieleśnieniem czasów Jimmiego Hendrixa i szalonych hipisowskich lat 60. Starają się co roku zawsze delikatnie zmieniać stylizację.
Gitarowy Rekord Świata znają doskonale, bo przyjechali w tym roku po raz dziewiąty! Tym razem nie ma z nimi syna, który także się przebiera.
Na gitarach grają amatorsko, lubią mocnego rocka. Pan Robert ostatnio docenił Püdelsów, bo to fantastyczna, różnorodna, przekrojowa muzyka. Pani Joanna kocha Metallikę i Gary'ego Moore'a. – Mistrz gitary, szkoda, że już go nie ma wśród nas – mówi.
Pan Robert zachwyca się atmosferą na wrocławskim Rynku. – To jest coś niepowtarzalnego, czego nie da się opisać, a po prostu trzeba tutaj być – przyznaje.
I oboje deklarują, że będę, rzecz jasna, za rok. Już zarezerwowali hotel na majówkę 2027.