400-700 obejrzanych filmów rocznie
Magdalena Talik: Jako współtwórczyni i wieloletnia dyrektorka artystyczna Tauron American Film Festival wybierasz filmy, które znajdą się później w programie imprezy. Wiem, że w ciągu roku filmów oglądasz naprawdę sporo. A ile trzeba obejrzeć, aby mniej więcej wiedzieć, co dzieje się w amerykańskim kinie.
Ula Śniegowska: Rocznie oglądam, myślę, że minimum 400 filmów, może nawet trochę więcej. A sumując jeszcze pulę oglądaną przez naszych festiwalowych prescreenerów, czyli osoby, które zajmują się przeglądem tego, co jest do nas zgłaszane, to mamy naprawdę bardzo szeroki przekrój amerykańskiego kina, czyli co najmniej 600 czy 700 filmów łącznie.
Oglądam więc naprawdę dużo, ale i tak ja mam poczucie, że wciąż za mało. Nie daję już rady śledzić nawet dobrych seriali, których jest w ostatnich czasach sporo.
A przecież z nich czerpią potem film fabularny oraz filmy dokumentalne, które są podczas 17. Tauron American Film Festival także bardzo ważne.
Jeździsz też na festiwale. Które są obowiązkowe?
Wspólnie z moją koleżanką Anią Winkler, z którą zajmujemy się programowaniem, liczymy przede wszystkim na Sundance Film Festival, bo to jest zdecydowanie najważniejszy festiwal, na którym pokazywana jest największa liczba najnowszych amerykańskich filmów.
Natomiast Sundance odbywa się w styczniu i od tego czasu do września, kiedy zamykamy pierwszą wersję repertuaru Tauron American Film Festival, ma premierę bardzo wiele nowych filmów z USA.
Dlatego można zauważyć, że zwłaszcza w tym roku wiele filmów jest wspólnych dla American Film Festival i Festiwalu Nowe Horyzonty.
Wiemy, że niektóre filmy z Sundance powinny być na Horyzontach, bo nie dotrwają z europejskimi, z polskimi premierami kinowymi do jesieni i lepiej, żeby się pojawiły już na wakacje podczas festiwalu.
Jeżdżę również na Toronto International Film Festival (TIFF), który kończy się w połowie września i jest dla nas ostatnim źródłem połowów filmowych. Poza tym zdarza nam się zajrzeć w sierpniu do Locarno, gdzie pokazywanych jest sporo filmów kina niezależnego.
Dodam jeszcze może South by Southwest (SXSW) w Austin w Teksasie, podczas którego prezentuje się też wiele mniejszych, pod względem budżetu czy skali zasięgu, filmów amerykańskich.
No i nie można zapomnieć o Tribeca Film Festival w Nowym Jorku, który się odbywa w czerwcu. Bardzo ważny jest również Festiwal w Cannes i dorzuciłabym do niego jeszcze Festiwal w Wenecji, który z roku na rok próbuje chyba odebrać Francuzom prymat, jeśli chodzi o nowe kino amerykańskie.
Reżyserzy raczej unikają tematów politycznych
Pomieszkujesz w Stanach od lat, masz inną perspektywę, która wpływa na Twoje wybory filmów do programu Tauron American Film Festival. W Stanach dokonuje się właśnie sporo przemiana społeczna i zaufania do władzy. Chyba nieprzypadkowo w sekcji „Polityka na ekranie” obejrzymy kilka klasycznych tytułów, jak „Trzy dni Kondora”, „Wybuch”, czy też „Gubernatora”, w których pokazana jest i atmosfera inwigilacji i rządza władzy.
Zarówno „Trzy dni Kondora” Sidneya Pollacka, jak i „Wybuch” Briana de Palmy są najbardziej artystycznie udanymi filmami, które przeszły do historii, choć ich twórcy nie mówią o jakichś politycznych konkretach.
Bardziej o powstawaniu paranoicznej atmosfery i relacji człowieka wobec instytucji, a także o tym, czy można wierzyć władzy.
Galeria zdjęć
Myślę, że, podobnie jak filmy „Gubernator” Roberta Rossena czy „Ukryta strategia” Roberta Redforda świetnie wprowadzają nas też w stan przyglądania się amerykańskiemu społeczeństwu i w jakimś sensie zdejmują z moich barków konieczność mówienia o współczesnej sytuacji, którą i tak wyczuwa się w tegorocznych dokumentach, choć nie wprost.
Poza tym staramy się unikać najbardziej kontrowersyjnych tematów, żeby pozostać bezstronnymi i dać pole do dyskusji i obecności na festiwalu osobom z różnych, bardzo teraz spolaryzowanych politycznie stron.
Wydaje mi się też, że wielka sztuka posługuje się metaforą i można chyba powiedzieć, że dyskutowana „Odyseja” Christophera Nolana, posługująca się antycznym sztafażem, jest obecnie najbardziej politycznym filmem o podchodach różnych frakcji.
Reżyserzy filmów ekranowych raczej unikają tematów politycznych. Za to kino dokumentalne poczyna sobie śmiało.
Z kamerą w domu oszustki
Furorę za oceanem i jednym z najgłośniejszych dokumentów, także i u nas, zapowiada się „Zobaczysz wszystko” o sprawie Elizabeth Holmes, założycielki firmy Theranos, zrealizowany przez Nathana Fieldera i Lance'a Oppenheima, z których jeden z reżyserów jest obecny z kamerą w domu naukowej hochsztaplerki tuż przed jej odsiadką i czeka na prawdę. Czy ten film nie zaspokaja naszych instynktów, by podglądać obrzydliwych ludzi?
Twoje pytanie i niepokój są uzasadnione, ale trochę z innego powodu. Wydaje mi się, że Elizabeth Holmes nie jest, jak może oczekiwała, oczyszczana z zarzutów w tym filmie i twórcy nie mieli zdecydowanie takiego celu, a bardziej partner głównej bohaterki.
Wydaje mi się, że problem etyczny leży gdzie indziej, ale dla mnie to siła tego dokumentu, a nie jego słabość. To, mianowicie, pytanie, czy dokument w ogóle może mówić prawdę i czy jesteśmy w stanie, za pomocą choćby najbardziej intymnego zbliżenia twarzy bohatera, domyślić się, czy jest prawdomówny, czy coś przed nami odgrywa.
Właśnie dlatego „Zobaczysz wszystko” jest dla mnie może najważniejszym filmem festiwalu i tego sezonu. Bo mówi o bohaterce, ale też o słabości (bądź potencjalnej sile) filmu jako medium.
Kobiety szukające osobistego szczęścia
Ale podczas Tauron American Film Festival nie można pominąć też wielu innych tytułów. Zainteresował mnie film otwarcia – „Misty Green” Chrisa Rocka, historia o nagradzanej aktorce, której kariera się załamała, ale kobieta pragnie wrócić do biznesu, co okazuje się bardzo trudne.
Ten film dotyczy aktorek i środowiska filmowego. Tytułową bohaterkę w „Misty Green” gra Rosalind Eleazar znana z serialu „Kulawe konie”.
To historia życia niejednej aktorki serialowej, która, jak nasza bohaterka, zdobyła, prestiżowe nagrody za rolę, a teraz przeżywa kryzys – i życiowy, i zawodowy. Zaglądamy za kulisy, które, moim zdaniem, zostały przedstawione bardzo prawdziwie. Zwłaszcza o ludziach, którzy próbują szczęścia w Hollywood.
Szczęścia próbuje też bohaterka „Debiutu”, innego z festiwalowych hitów w reżyserii Jesse’ego Eisenberga, gospodyni domowa, która rozwija skrzydła dostając rolę w amatorskim teatrze.
Julianne Moore jest w tej roli niesamowita i chciałabym, żeby zdobyła Oscara. „Debiut” to pierwszy naprawdę dojrzały reżysersko film, w którym dostrzegamy też kunszt Eisenberga.
Filmów o sztuce jest więcej, np. o malarstwie, jak w przypadku obrazu „Fałszerka” Stevena Soderbergha, o zatrudnionej przez znanego malarza fałszerce, która ma odnaleźć jego dawne dzieło, mówi nam sporo o życiu i prawdzie.
Nie mówiąc już o obrazie „Jestem Rocky” Petera Farrelly'ego, biografii Sylvestra Stallone’a, granego przez niesamowitego debiutanta Anthony’ego Ippolito, w trakcie jego starań o zostanie aktorem, czy autorem scenariusza filmu „Rocky”. Bardzo polecam ten obraz.
Ula Śniegowska poleca filmy American Film Festival
A których filmów nie można jeszcze, Twoim zdaniem, przegapić, na Americanie?
„Tangles” Leah Nelson, animacja pełnometrażowa dla dorosłych o dziewczynie, która jest też artystką i autorką mrocznych komiksów. To zresztą także autobiograficzna historia autorki komiksów Sary Leavitt, która dowiaduje się o chorobie matki i musi podejmować trudne decyzje, które zaważą na jej dalszej karierze i życiu prywatnym. Głosów postaciom użyczyli świetni aktorzy – Seth Rogen, czy Julia Louis-Dreyfus.
Na pewno jednym z najważniejszych filmów sezonu jest „Josephine” Beth de Araújo o dziecku, które było świadkiem zbrodni, pokazywany na Nowych Horyzontach, ale wspomnę o nim, bo to jest bardzo przełomowy film, wielokrotnie nagrodzony na Festiwalu w Sundance.
Warto obejrzeć film „Bob i David zdobywają Machu Picchu” Michaela La Haie, bo to jest z kolei świeży oddech, inne spojrzenie na aktorów. Grający tu Bob Odenkirk i David Cross wybierają się na wycieczkę, żeby zobaczyć, czy przyjaźń zawiązana już dawno w pracy, sprawdza się też w zupełnie innej atmosferze, w sytuacji wycieczki. Bardzo fajny film o przyjaźni i o życiu aktorskim.
Może jeszcze wspomnę o bardzo skromnym, ale amerykańskim, też ze względu na temat, filmie „Motel Lorraine” Sama Pollarda, dokumentem, który mówi o historii Martina Luthera Kinga, również o motelu Lorraine, na którego balkonie został zamordowany.
Ale to opowieść z punktu widzenia właścicieli motelu, w którym mieszkał nie tylko King, ale również wielu innych znaczących, czarnoskórych Amerykanów oraz z perspektywy całej społeczności gromadzącej się wokół tego budynku, wydawałoby się nieznaczącego, który w tej chwili jest amerykańskim zabytkiem.
Tauron American Film Festival – bilety od 5 listopada
Pojedyncze bilety na festiwalowe seanse kupimy od czwartku 5 listopada od godz. 12.00 przez stronę internetową oraz w kasie.
Pełny program festiwalu na stronie Tauron American Film Festival.