Straż Miejska Wrocławia przypomina: sygnalizacja naprzemienna to bezwzględny zakaz wjazdu na tory, czy też czerwone pole na przejeździe kolejowym. Ale nie wtaczajmy się na przejazd również, gdy nie mamy jak z niego zjechać. To może mieć poważne konsekwencje, co udowodnił w niedzielne popołudnie jeden z kierowców. Teraz będzie musiał za ten błąd zapłacić.
Awaria na rogatkach - Zwycięska zablokowana
Niedziela w okolicach Toru Wyścigów Konnych Partynice stała pod znakiem dużego ruchu - właśnie rozpoczął się tam sezon. Natężenie spowodowało również, że niektórzy nieostrożni kierowcy, wjeżdżali na przejazd kolejowy, choć nie mieli możliwości zjazdu - do tyłu czy do przodu. A światło może zacząć sygnalizować zamknięcie rogatek w każdej chwili.
Kierowca, który sparaliżował ruch na osiedlu, popełnił jeszcze większy błąd. Przed godziną 14:00 zignorował mrugające światło i wjechał na tzw. czerwone pole - namalowane na jezdni, które jasno pokazuje, gdzie możemy się znajdować, na wypadek zamknięcia rogatek.
Szlabany zostały opuszczone, w trakcie opadania, uderzyły w maskę samochodu, co spowodowało nadanie sygnału do służb, informującego o przeszkodzie na torach. Pociąg zatrzymał się w bezpiecznej odległości, a załoga przewoźnika przyjechała na miejsce ustalić, co się stało. Niestety, usprawnienie na powrót rogatek trwa zazwyczaj - i trwało wczoraj - kilka godzin.
Galeria zdjęć
W tym czasie utworzył się potężny zator, przez który mieszkańcy np. ul Zwycięskiej mieli problem z dotarciem do domów.
Straż miejska apeluje: nie ignorujmy świateł i znaków!
– Jeżeli widzimy, ze na sygnalizatorze włącza się światło naprzemienne, mimo że zapora nie została jeszcze opuszczona, to sygnał, że w żadnym wypadku nie możemy wtoczyć się na przejazd — przypomina Piotr Szereda ze Straży Miejskiej Wrocławia. — Nawet jeśli sygnalizacja jest wyłączona, a my nie mamy możliwości zjazdu z czerwonego pola, nie wjeżdżamy na nie i na przejazd — dodaje. Światło może się przecież włączyć nad naszymi głowami.
Strażnicy miejscy byli wczoraj w miejscu awarii. Ponieważ karanie mandatami za wykroczenia drogowe leży w gestii policji, sporządzili dokumentację i przekazali ją wrocławskim funkcjonariuszom.
Kierowcy łamiący przepisy na torach słono płacą
Po podniesieniu rogatek kierowca odjechał. Ale to nie oznacza, że nie otrzyma mandatu. Dokumentację strażników miejskich przejęła policja, która odezwie się do sprawcy zamieszania.
Mandaty z a podobne przewinienia są naprawdę wysokie. — Jeśli to stało się po raz pierwszy, możemy mowić o kwocie rzędu 2 tysiące złotych. Jeśli to kolejna taka sytuacja - mandat może wynieść nawet 4 tysiące — wylicza Piotr Szereda.