Rozmowa z Nadią Szagdaj

Wyprodukowałam coś zupełnie innego

Niedawno wróciła z Targów Książki w Warszawie, gdzie w kolejce po jej autograf ustawiały się tłumy jej czytelników. Podpisywała swoje powieści w tym samym czasie, co Zygmunt Miłoszewski i Remigiusz Mróz, a jej nowy tom przygód Klary Schulz jest już jednym z bestsellerów sieci księgarskich. Laureatka plebiscytu 30 Kreatywnych Wrocławia opowiada o swoich dwóch nowych powieściach.

Magdalena Talik | 12 grudnia 2019

Magdalena Talik: Masz pracowity sezon. W lutym ukazała się Twoja powieść „To nie jest amerykański film”, której tytuł zainspirował obraz braci Coen, a treść jest równie poruszająca. Na okładce przeczytamy, że w tej powieści będzie „ostro, brutalnie, przewidywalnie”…

Nadia Szagdaj:…bo to brutalny thriller psychologiczny ukazujący rzeczywistość z perspektywy osób bogatych, w których życiu nagle wydarza się tragedia i wtedy upada cała fasada. Okazuje się, że pod gładką powierzchnią wszystko się gotuje, bohaterowie nie mają ze sobą takich relacji, jakie powinni mieć, na co wpływ miała ich przeszłość, a światem rządzi przemoc. Wszystkiego dowiadujemy się przy okazji porwania głównej bohaterki Oliwii, która wcześniej próbowała rozwikłać sprawę porwania własnej matki. Teraz przekonuje się, że całe jej życie było jedną wielką fikcją.

W książce jest brutalnie m.in. ze względu na bardzo realistycznie opisaną scenę gwałtu, którą bardzo długo pisałam. Było mi wyjątkowo ciężko przez nią przejść, nawet wydawca rozważał jej usunięcie, bo obawiał się, że dla czytelnika to może być zbyt dużo wrażeń. Chodziło jednak o to, by ci, którzy czytają powieść po raz pierwszy, bo podobno trzeba to zrobić dwa razy, wiedzą co dzieje się z kobietą podczas tak brutalnego ataku. Co wtedy czuje, jak reaguje jej ciało, jej umysł.

Inspirowałaś się podobnymi scenami w innych książkach, rozmawiałaś z psychologiem, czytałaś relacje?

Sięgałam do relacji z pierwszej ręki, bo pewnych zagranicznych specjalistów nie obowiązuje tajemnica lekarska. Rozmawiałam z psycholożką, która konsultowała książkę, pytałam o to, co mówiły ofiary, starałam się zwrócić uwagę czytelnika na to, że problem gwałtu nie jest czymś odległym, wielu z nas może znaleźć się w sytuacji zagrożenia. Ważne, aby czytelnika uczulić na ważne kwestie.

A jak, umieszczając taką scenę w książce, uniknąć oskarżeń o przekraczanie granicy dobrego smaku i uszanowanie godności ofiar?

Bardzo długą scenę gwałtu w niedługim opowiadaniu „Wielki kierowca” zawarł Stephen King i w jego opisie starałam się szukać tej granicy, ale on opisuje wszystko nie tylko brutalnie, także bardzo dosłownie, jak tylko King potrafi. Na mnie tamta scena zrobiła jednak ogromne wrażenie dlatego, że łatwiej było mi zrozumieć motywy działania bohaterki. Tak starałam się też pisać we własnej książce.

Lubisz pisać o Breslau, sporo podróżujesz. Akcja powieści „To nie jest amerykański film” rozgrywa się w jednym z takich obejrzanych przez Ciebie miejsc?

W jakimś europejskim mieście, choć większość krajobrazów kojarzyło mi się z Warszawą, ale niektórzy odkryją i wrocławskie plenery. Dodałam trochę szczegółów charakterystycznych dla Londynu, Belgradu, który też mi się bardzo podobał. Na pewno książka zebrała recenzje, w których powtarza się wielokrotnie jedno zdanie: „Tak mnie dawno nic nie zaskoczyło”. Wygląda na to, że udało mi się naprawdę wyprodukować coś zupełnie innego niż te powieści, które napisałam do tej pory.

Wszyscy najlepiej kojarzą Cię z serii kryminałów, których bohaterką jest Klara Schulz. Przed kilkoma dniami premierę miał kolejny tom przygód dociekliwej detektyw z Breslau „Bella Donna”. Klara powraca jako wdowa rozwiązująca sprawę śmierci znanego malarza.

Akcja książki najpierw rozgrywa się w Breslau, podczas wernisażu wystawy, na który dociera nowa praca pewnego znanego artysty pochodzącego z Łeby. Zamiast klasycznego jelenia na rykowisku, oczom przybyłych ukazują fragmenty ciała malarza umieszczone na obrazie. Potem przenosimy się do Łeby i wyjaśnia się cel podróży Klary, która w uzdrowisku leczy wyrzuty sumienia i poznaje młodego policjanta.

A że od męskiego towarzystwa detektyw nie stroni, można się pewnie spodziewać czegoś ciekawego.

Dzieje się między nimi, choć kłócą się i kompletnie do siebie nie pasują, co nie przeszkadza im romansować oraz razem prowadzić śledztwo.

Tym razem najważniejszym miastem w książce jest nie Breslau, a Łeba.

Zimowa Łeba, w której byłam i bardzo mi się tam spodobało. Umieściłam w książce mnóstwo miejsc z odpowiednio długą historią, którą można było opowiedzieć. Tekst jest również ilustrowany starymi pocztówkami, jak ta z ruinami. Pozostały po mieście zwanym Alt Leba albo Leba Munde, które było  położone z innej strony niż dzisiejsza Łeba.

Przez wieki ludzie mieszkali po drugiej stronie rzeki, ale ciągle nawiedzały ich burze piaskowe i wreszcie zdecydowano o budowie nowej Łeby. Po dawnej zostały ruiny, a wokół nich las, który zaplanowano już po I wojnie światowej. To miejsce ma ogromne znaczenie dla książki.

Czytelnicy znajdą także słynny deptak, na którym leżał czerwony granit, po wojnie go przykryto asfaltem, a teraz przywrócono. Będzie wreszcie willa Neptun, niesłusznie nazywana willą Göringa, bo spędził tam tylko kilka godzin jedząc obiad z oficerami. A sama willa ma znacznie ciekawszą historię, bo właściciel kupił ją za bezcen od znajomego i chciał rozebrać. Potem jednak zmienił zdanie i zrobił z willi najlepiej funkcjonujący z hoteli, o co się potem z owym przyjacielem sądził. W dodatku sztorm podmywał budynek dwukrotnie i na tyle poważnie, że groziło mu zawalenie, ale właściciel znalazł sposób, by fale nie docierały do Neptuna.

Kiedyś Łeba konkurowała z Ustką o miano letniej stolicy Polski, a dzięki Twojej powieści może już konkurować o miano letniej stolicy zbrodni.

Zdecydowanie, choć sama określiłam powieść raczej jako zimne piwo na gorące dni w Łebie. Aby napisać powieść przez bite trzy miesiące musiałam zgłębiać historię miasta, o którym myślałam, że wiem wszystko, bo spędzam tam wakacje od siódmego roku życia. A okazało się, że o wielu rzeczach nie miałam pojęcia.

Choćby o tej, że dzisiejszy ratusz był kiedyś plebanią, a w mieszczącym się naprzeciw niej dawnym ratuszu tylko dwa pokoje zajmowały biura policjantów, resztę zaanektował burmistrz. Dwóch policjantów zajmowało się głównie łapaniem żmij w sezonie letnim, zdarzały się też czasem ciała wyławiane z wody.

W „Belli Donnie” z kolei są fragmenty ciała malarza, a władze się takich „ohydnych zwłok” obawiają, nie chcą, by zbrodnia odstraszyła turystów. 

Konkurs: Wygrajcie powieści Nadii Szagdaj

Czy Klara wróci z Łeby do Breslau w kolejnej części twojej serii?

Za chwilę będę chronologicznie w czasie wojennym, a „Bella Donna” kończy się w bardzo jednoznaczny sposób. Czyli kolejną wielką zmianą w życiu Klary, która ją przywiedzie do Breslau, więc nie będzie miała wyboru. Ale zobaczymy, co szykuje dla niej los, bo Klara jest dość niepokorna. Sama jestem ciekawa, czy wytrzyma.

zdjęcia Nadii Szagdaj: Juliusz Gutowski 

Nadia Szagdaj – pisarka, reżyserka, autorka scenariuszy programów telewizyjnych, śpiewaczka operowa, wiolonczelistka, fotografka, laureatka plebiscytu 30 Kreatywnych Wrocławia