15-miesięczny Sebastian na co dzień mieszka z rodzicami w Holandii, gdzie - jak relacjonują rodzice - pierwsze niepokojące objawy zostały zignorowane przez lekarzy. Chłopiec rozwijał się normalnie, ale często łapał różnego rodzaju infekcje, a z jego tchawicy czasami dobiegało też dziwne charczenie oraz świsty.
Mamy starszą córkę, która przynosiła wirusy i bakterie ze żłobka i przedszkola, dlatego na początku to, że Sebastian chorował, wydawało nam się normalne. Kiedy jednak świszczenie przy oddychaniu trwało tygodniami, Sebastian nie reagował na żadne leki, a w Holandii nikt nie chciał zrobić żadnych badań, zaczęliśmy szukać pomocy gdzie indziej.Beata Palomares, mama Sebastiana
Rodzice Sebastiana wstępną diagnozę usłyszeli podczas wakacji w Tajlandii, gdzie chłopiec trafił do szpitala z niewydolnością oddechową. Doświadczoną lekarkę ze szpitala w Bangkoku zaniepokoiło zdjęcie rentgenowskie tchawicy chłopca. Późniejsze badanie tomograficzne potwierdziło, że tchawica Sebastiana jest znacznie węższa niż powinna być.
Poszukiwanie ośrodka, który zajmie się leczeniem, trwało jakiś czas. – Szczerze mówiąc, nie spodziewaliśmy się, że uzyskamy pomoc w Polsce, raczej liczyliśmy na ośrodki zagraniczne. O prof. Patkowskim powiedziała mi moja przyjaciółka, która namówiła mnie, żebym zadzwoniła do USK we Wrocławiu. Pierwszym szokiem było to, że dzwoniąc pod numer znaleziony na stronie, telefon odebrał sam profesor, który zaprosił nas do Wrocławia i wszystko poszło bardzo sprawnie – opowiada pani Beata.
Podczas wizyty w USK przy ul. Borowskiej lekarze wykonali niezbędne badania i opracowali program leczenia. - Sebastian miał bardzo złożoną wadę tchawicy polegającą na jej zwężeniu. To tak, jakbyśmy oddychali przez rurkę, której średnica na odcinku 3 cm została zwężona do 2 mm. – wyjaśnia prof. Dariusz Patkowski, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, tegoroczny laureat plebiscytu 30 Kreatywnych Wrocławia.
Dwa miesiące po postawieniu diagnozy zespół lekarzy z Wrocławia podjął się podjęcia niezwykle wymagającej operacji, która trwała blisko osiem godzin. Z uwagi na to, że nie ma jeszcze dostępnego materiału, z którego można by wykonać sztuczną tchawicę, lekarze przecięli tchawicę pacjenta, następnie rozcięli ją podłużnie i nałożyli powstałe elementy na siebie, co pozwoliło na jej poszerzenie.
Problem techniczny tego zabiegu polega na tym, że to jest operacja nieodwracalna. Podjęcie decyzji oraz rozpoczęcie rekonstrukcji tchawicy musi zakończyć się pozytywnie, bo nie ma drogi powrotu.prof. Dariusz Patkowski, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
Lekarze bardzo starannie przygotowywali się do tego zabiegu, konsultowali też przypadek z doświadczonymi specjalistami z Chile, którzy już w zeszłym roku wspierali wrocławski ośrodek w podobnej operacji. - Dzięki obecnym metodom obrazowania bardzo dokładnie zidentyfikowaliśmy tę wadę, a wykonanie samego nacięcia ćwiczyliśmy na specjalnych modelach – opowiada prof. Dariusz Patkowski.
Swoją rolę w trakcie samej operacji odegrali nie tylko chirurdzy, ale też specjaliści z innych dziedzin. Kluczowa była praca kardiologów, którzy odpowiadali za zapewnienie natlenienia krwi małego pacjenta, który w trakcie zabiegu nie mógł oddychać samodzielnie.
To była operacja, w którą musieli być zaangażowani specjaliści z wielu dyscyplin: chirurg dziecięcy, kardiochirurg, anestezjolog, pielęgniarki anestezjologiczne, perfuzjoniści, instrumentariuszki oraz cała grupa ludzi, która czuwała nad powodzeniem zabiegu.dr Marek Kopala, lekarz z Kliniki Kardiologii i Kardiochirurgii Dziecięcej
Sebastian spędził na oddziale intensywnej terapii ponad 3 tygodnie, w tym czasie zdarzały się dramatyczne momenty, jak np. przedostanie się flory bakteryjnej do śródpiersia. Naszym zadaniem było czuwanie i leczenie możliwych powikłań. Ten wysiłek opłacał się i Sebastian wreszcie mógł trafić na normalny oddział dziecięcy.prof. Marzena Zielińska, kierowniczka Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii dla Dzieci
Obecnie Sebastian dochodzi do siebie po operacji. Z dnia na dzień ma coraz mniej objawów, zaczyna też samodzielnie jeść i pić, a nawet chodzić. W piątek Sebastian wraz z rodzicami i siostrą wrócił do Holandii, gdzie rodzina mieszka na co dzień.