Nie liczył się kaliber, ale efekt. Z drugiej strony, nikomu nie chciało się biegać po zapasy do domu, bo mogliśmy w nim już zostać, uziemieni przez rodziców, którzy w obawie o przeziębienie nie pozwalali nam się bawić. A sposobów oblewania było po prostu mnóstwo. Wszystko zależało od finezji.
Przypominamy jednak, że dziś formy zabawy wymienione poniżej kończą się postępowaniem mandatowym (co najmniej), a kara jaką zapłacimy - także za nasze pociechy - wyniesie do 500 złotych. Dlatego, choć z nutą nostalgii wspominamy Śmigus-Dyngus z lat 90., dziś obchodzimy go zachowując godność, przede wszystkim, oblewanej osoby. Wszystko powinno dziać się za zgodą.
Wiadra pełne wody
Na początku, gdy liczył się efekt, wiadra wody lały się nawet z balkonów. Przypomnijmy, że taka zabawa może być niebezpieczna - szok temperaturowy, czy po prostu ciężar wody (w zależności, które to było piętro), mógł być zagrożeniem dla zdrowia. Dlatego właśnie takie zabawy są już zakazane i można za nie dostać nawet 500-złotowy mandat.
Liczyły się dwie rzeczy: efekt i możliwość ucieczki. Często "sprawcy" wylewali wodę i od razu chowali się do mieszkania, podczas gdy na dole słychać było krzyk. Do wiadra pakowało się też bomby wodne i, żeby lepiej rozdysponować wodę i wychodziło się na dwór.
Bomby wodne
Robiło się je naturalnie z balonów lub woreczków wypełnionych wodą. Co bardziej kreatywni wrzucali je do... tramwajów, gdy drzwi właśnie się zamykały. Za to także grozi dziś mandat w wysokości 500 złotych.
Bomby wodne robiło się nie tylko z balonów, ale dekadę wcześniej, ze smoczków do butelek dla dzieci. Bomby starczały na długo, a rozbryzg dawał pożądany efekt. Niemniej dziś ten rodzaj zabawy, także w lany poniedziałek, jest po prostu zakazany.
Butelki i butle
Żeby zaoszczędzić sobie drogi do domu co kwadrans, używało się dużych butelek. W czasach, gdy woda mineralna wciąż sprzedawana była w szkle, używało się butelek po płynach do płukania tkanin.
W "zbrodni" uczestniczyły nierzadko nasze mamy, które czasem przelewały płyn do miski, by odpowiednio zabezpieczyć nas na bitwę. Dziś oblewanie przypadkowych osób, także z butelek może zostać podciągnięte pod zakłócanie porządku publicznego. Zdecydowanie odradzamy.
Spryskiwacze do kwiatów
Ten subtelny sposób idealnie pasował do poranka, kiedy "ofiary" budziło się dwiema pompkami wody ze spryskiwacza. Zazwyczaj, prosto w twarz.
W ten sposób także hartowało się maluchy, które uwielbiały lany poniedziałek. Chyba, że to one uprzedziły rodziców... Dlatego, gdy tylko się pojawiły, pociechom zaczęto kupować wodne pisanki.
Pisanki i pistolety
Wraz z napływem wodnych pisanek, pistolecików, kurczaków i innych wymyślnych sprzętów, używanie ciężkiej artylerii powoli przechodziło do historii. Choć wielu z nas pamięta bitwy wodne na Rynku we Wrocławiu, które ostatecznie przyczyniły się do położenia kresu dzikim zabawom w lany poniedziałek.
Pogoda sama załatwiała sprawę
Często jednak, lany poniedziałek w Polsce stał pod znakiem deszczu. Wystarczyło wyjść na dwór by być mokrym, ba, nawet na balkon!
Najlepiej zatem by lany poniedziałek był już tylko niewinną tradycją, podczas której chlapniemy się raz, symbolicznie i nie zapomnimy o tym, że nie każdy lubi ekstremalne "lanie". Te należą już, jak widać, do przeszłości.