wroclaw.pl strona główna
  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Lany poniedziałek w latach 90. Pamiętacie, co wyprawialiście?

Lany poniedziałek w latach 90. miał zupełni inny wymiar. Wielu z nas wspomina go z rozrzewnieniem, choć inni cieszą się, że ta jego forma należy już do przeszłości. No i za oblewanie przypadkowych osób grożą poważne kary. Jak obchodziliśmy ten dzień przeszło 30 lat temu?Pamiętacie?

Reklama

Nie liczył się kaliber, ale efekt. Z drugiej strony, nikomu nie chciało się biegać po zapasy do domu, bo mogliśmy w nim już zostać, uziemieni przez rodziców, którzy w obawie o przeziębienie nie pozwalali nam się bawić. A sposobów oblewania było po prostu mnóstwo. Wszystko zależało od finezji.

<p>Choć pogoda zdecydowanie nie pasowała do wodnych bitew, sine usta czy przemoczone do bielizny ubrania nikomu w&oacute;wczas nie przeszkadzały. No, może poza rodzicami...</p> pexels/kampus
Choć pogoda zdecydowanie nie pasowała do wodnych bitew, sine usta czy przemoczone do bielizny ubrania nikomu wówczas nie przeszkadzały. No, może poza rodzicami...

Przypominamy jednak, że dziś formy zabawy wymienione poniżej kończą się postępowaniem mandatowym (co najmniej), a kara jaką zapłacimy - także za nasze pociechy - wyniesie do 500 złotych. Dlatego, choć z nutą nostalgii wspominamy Śmigus-Dyngus z lat 90., dziś obchodzimy go zachowując godność, przede wszystkim, oblewanej osoby. Wszystko powinno dziać się za zgodą.

Wiadra pełne wody

Na początku, gdy liczył się efekt, wiadra wody lały się nawet z balkonów. Przypomnijmy, że taka zabawa może być niebezpieczna - szok temperaturowy, czy po prostu ciężar wody (w zależności, które to było piętro), mógł być zagrożeniem dla zdrowia. Dlatego właśnie takie zabawy są już zakazane i można za nie dostać nawet 500-złotowy mandat.

<p>Woda z wiadra lała się często w czasie, gdy "sprawcy" już chowali się w mieszkaniu</p> pexels/cottonbro
Woda z wiadra lała się często w czasie, gdy "sprawcy" już chowali się w mieszkaniu

Liczyły się dwie rzeczy: efekt i możliwość ucieczki. Często "sprawcy" wylewali wodę i od razu chowali się do mieszkania, podczas gdy na dole słychać było krzyk. Do wiadra pakowało się też bomby wodne i, żeby lepiej rozdysponować wodę i wychodziło się na dwór.

Bomby wodne

Robiło się je naturalnie z balonów lub woreczków wypełnionych wodą. Co bardziej kreatywni wrzucali je do... tramwajów, gdy drzwi właśnie się zamykały. Za to także grozi dziś mandat w wysokości 500 złotych.

<p>Bomby wodne robiło się z balonika lub smoczka do butelki</p> pexels/matthias zomer
Bomby wodne robiło się z balonika lub smoczka do butelki

Bomby wodne robiło się nie tylko z balonów, ale dekadę wcześniej, ze smoczków do butelek dla dzieci. Bomby starczały na długo, a rozbryzg dawał pożądany efekt. Niemniej dziś ten rodzaj zabawy, także w lany poniedziałek, jest po prostu zakazany.

Butelki i butle

Żeby zaoszczędzić sobie drogi do domu co kwadrans, używało się dużych butelek. W czasach, gdy woda mineralna wciąż sprzedawana była w szkle, używało się butelek po płynach do płukania tkanin.

<p>Żeby zaoszczędzić czas, szukało się dużych butelek po detergentach</p> pexels/shvetsa
Żeby zaoszczędzić czas, szukało się dużych butelek po detergentach

W "zbrodni" uczestniczyły nierzadko nasze mamy, które czasem przelewały płyn do miski, by odpowiednio zabezpieczyć nas na bitwę. Dziś oblewanie przypadkowych osób, także z butelek może zostać podciągnięte pod zakłócanie porządku publicznego. Zdecydowanie odradzamy.

Spryskiwacze do kwiatów

Ten subtelny sposób idealnie pasował do poranka, kiedy "ofiary" budziło się dwiema pompkami wody ze spryskiwacza. Zazwyczaj, prosto w twarz.

<p>Spryskiwacz do kwiat&oacute;w sprawdzał się o poranku, gdy niewinnych śpiących domownik&oacute;w budziło się wodą</p> pexels/towfiqu barbhuiya
Spryskiwacz do kwiatów sprawdzał się o poranku, gdy niewinnych śpiących domowników budziło się wodą

W ten sposób także hartowało się maluchy, które uwielbiały lany poniedziałek. Chyba, że to one uprzedziły rodziców... Dlatego, gdy tylko się pojawiły, pociechom zaczęto kupować wodne pisanki.

Pisanki i pistolety

Wraz z napływem wodnych pisanek, pistolecików, kurczaków i innych wymyślnych sprzętów, używanie ciężkiej artylerii powoli przechodziło do historii. Choć wielu z nas pamięta bitwy wodne na Rynku we Wrocławiu, które ostatecznie przyczyniły się do położenia kresu dzikim zabawom w lany poniedziałek.

<p>Sprzęty wodne wyparły brutalne zabawy na lany poniedziałek</p> pexels/javid hashimov
Sprzęty wodne wyparły brutalne zabawy na lany poniedziałek

Pogoda sama załatwiała sprawę

Często jednak, lany poniedziałek w Polsce stał pod znakiem deszczu. Wystarczyło wyjść na dwór by być mokrym, ba, nawet na balkon!

<p>Najczęściej lany poniedziałek należał do... matki natury, a pogoda gotowała nam największe lanie</p> pexels/vika glitter
Najczęściej lany poniedziałek należał do... matki natury, a pogoda gotowała nam największe lanie

Najlepiej zatem by lany poniedziałek był już tylko niewinną tradycją, podczas której chlapniemy się raz, symbolicznie i nie zapomnimy o tym, że nie każdy lubi ekstremalne "lanie". Te należą już, jak widać, do przeszłości.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama