Na strażników miejskich zawsze ktoś narzeka. Jeśli są na miejscu zdarzenia, gdy łamane jest prawo, to narzeka na nich sprawca: kierowca, który źle zaparkował, rowerzysta jadący chodnikiem, właściciel domu spalający w piecu śmieci czy imprezowicze pijący alkohol i hałasujący w nocy na podwórku między kamienicami.
Gdy jednak w takich sytuacjach strażników brakuje, to poszkodowani narzekają na to, że ich nie ma. Wtedy też łatwiej zrozumieć, jak bardzo są w mieście potrzebni. A jest ich coraz więcej i są w stanie szybciej reagować na zgłoszenia niż 35 lat temu.
Początki były... skromne
– Dwa pierwsze samochody, które mieliśmy do dyspozycji, to były Nysy. Później był duży Fiat, aż wreszcie weszliśmy w Polonezy – wspomina Piotr Kościelny, komendant Straży Miejskiej Wrocławia, który jest w służbie od początku, od 1991 roku.
Wtedy nie było jeszcze Straży Miejskiej, tylko Miejska Służba Interwencyjna.
Było nas wtedy trzydzieści parę osób. Pamiętam pierwsze wyjścia w rejon. Ubrani byliśmy w takie granatowe mundury i ludzie brali nas za kolejarzy. Wręcz pytali nas, o której pociąg odjeżdża do konkretnego miasta. Takie były sytuacje.Piotr Kościelny, komendant Straży Miejskiej Wrocławia
– Do 1997 roku straże gminne i miejskie umocowane były w ustawie o policji. Dopiero od 1997 mamy swoją ustawę o strażach gminnych, nam dedykowaną – wyjaśnia Piotr Szereda, naczelnik Oddziału Wykroczeń Straży Miejskiej Wrocławia.
Dają poczucie bezpieczeństwa
35 lat to coraz więcej obowiązków, ale też więcej ludzi i sprzętu. – Mamy nowoczesne radiowozy, samochody terenowe, quady, łodzie, drony. No i rozwijamy się. Było nas trzydziestu kilku, teraz jest 420 – wylicza Piotr Kościelny, komendant Straży Miejskiej Wrocławia.
– Teraz Straż Miejska, jej funkcjonariusze i funkcjonariuszki, wrośli w tkankę naszego miasta – podkreśla Ryszard Kessler, wiceprezydent Wrocławia. – Dzięki nim czujemy się na ulicy bezpieczniej, wiemy, że mamy kogoś, kto przypilnuje rzeczy ważnych i czasami trudnych. Bo zajmują się nie tylko złym parkowaniem, ale ratowaniem ludzkiego życia. Ja czuję się bezpiecznie w naszym mieście, wiedząc, że strażnicy są wyposażeni w nowoczesny sprzęt, mają kompetencje, współpracują z pozostałymi służbami.
Wiceprezydent, wspominając strażników miejskich, podkreśla rolę, jaką odegrali w czasie powodzi w 1997 roku, ale też w kolejnych latach, gdy występowało zagrożenie powodziowe.
35-lecie Straży Miejskiej w ratuszu
W czwartek 24 września w sali sesyjnej ratusza z okazji 35-lecia Straży Miejskiej Wrocławia miała miejsce konferencja poświęcona różnym aspektom służby. Brali w niej udział przedstawiciele straży miejskich i gminnych z różnych stron Polski, służb, z którymi strażnicy współpracują, a także przedstawiciele Wyższej Szkoły Prawa.
– Z okazji takiego wspaniałego jubileuszu to przede wszystkim życzę, żeby wszystkie działania strażniczek i strażników spotykały się z akceptacją Wrocławian. My jesteśmy dla mieszkańców miasta, dla społeczności lokalnej – życzy uczestnik konferencji Artur Hołubiczko, prefekt Krajowej Rady Komendantów Straży Miejskich i Gminnych RP, komendant Straży Miejskiej w Częstochowie.
Prefekt poruszył również to, co strażników – wszystkich, nie tylko wrocławskich – boli.
– Bardzo niewiele różnimy się w działaniach od policji, od działań dzielnicowych, natomiast nie jesteśmy objęci adekwatnym systemem emerytalnym. To jest najważniejsza rzecz, której od początku nam brakuje, ponieważ wymaga się od nas kompetencji i takich działań jak od policji, natomiast w zamian za to daje nam się warunki pracy na podstawie Kodeksu pracy – mówi Artur Hołubiczko. – Dlatego koleżankom i kolegom z Wrocławia i z całego kraju życzę, żeby ta sprawa została nareszcie uregulowana.