Świąteczna gorączka w PRL-u [ZDJĘCIA]

Nie pytano „za co kupić”, tylko „czy uda się coś kupić”. O świętach Bożego Narodzenia w PRL-u, czyli czasach, gdy strategicznym towarem był karp, a luksusem jugosłowiańskie winogrona – opowiada wrocławski historyk dr Piotr Sroka.

  • Sprzedaż choinek we Wrocławiu, lata 70.

    Sprzedaż choinek we Wrocławiu, lata 70. XX w. (fot. Stanisław Kokurewicz)


Okres świąt Bożego Narodzenia w latach 70. na zdjęciach Stanisława Kokurewicza i Zbigniewa Nowaka to część fotograficznej kolekcji Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”.

Dr Piotr Sroka, wrocławski historyk z Ośrodka „Pamięć i Przyszłość” podkreśla, że zakupy to nieodłączny element przygotowań do świąt Bożego Narodzenia. Chcąc dziś zaopatrzyć się we wszystko, co konieczne na wigilijnym stole, i nabyć prezenty dla rodziny, musimy, oprócz rzecz jasna odpowiedniego oszacowania naszych możliwości finansowych, co najwyżej uzbroić się w cierpliwość podczas parkowania samochodu przed centrum handlowym.

Czterdzieści lat temu przedświąteczny szał zakupowy też nie omijał wrocławian. Z tym że musieli się zmierzyć z nieco innymi problemami. Placówki handlowe skoncentrowane były w centrum miasta, a i samochodów było niewiele w porównaniu z naszymi czasami – co nie oznacza, że trudności z parkowaniem już wówczas nie występowały.

(kliknij aby zobaczyć galerię zdjęć)

– Natomiast kwestia, „za co kupić”, nie była tak istotna w porównaniu z pytaniem, „czy uda się coś kupić”. Socjalistyczna gospodarka niedoborów przeżywała szczególnie trudne chwile w okresach wzmożonych zakupów. Nic więc dziwnego, że kwestia zaopatrzenia sklepów była jednym z najważniejszych tematów na łamach grudniowej prasy – mówi historyk i dodaje, że aby ułatwić wrocławianom zrobienie przedświątecznych zakupów, około dwóch tygodni poprzedzających Boże Narodzenie wydłużano godziny otwarcia sklepów.

Rzecz jasna, niezbędna do tego była decyzja urzędowa – odpowiednie zarządzenie wydawał Wydział Handlu Prezydium Miejskiej Rady Narodowej. Dodatkowo placówki handlowe były otwarte w jedną bądź dwie grudniowe niedziele. Była to tak zwana niedziela handlowa – w pozostałe niedziele sklepy były wówczas zamknięte.

Przed Bożym Narodzeniem „strategicznym” towarem był karp

Piotr Sroka opowiada, że w 1970 r. przydział tej ryby dla Wrocławia wyniósł 266 ton wobec 175 ton, które sprzedano rok wcześniej. W związku z tym nie spodziewano się trudności w nabyciu karpia, niemniej jednak apelowano o niezwlekanie z zakupem, by uniknąć tuż przed świętami stania w długich kolejkach.

Jednak rok później karpi zabrakło. „Na trzy dni przed świętami w punktach sprzedaży karpi działy się dantejskie sceny – donosił „Wieczór Wrocławia”. – Klienci wystawali po kilka godzin w kolejce po żywe ryby”. Przedstawicielka Centrali Rybnej tłumaczyła się, że „nawalił transport”, w co jednak dziennikarz nie uwierzył, argumentując, że takich problemów nie zgłaszali przedstawiciele innych branż.

(kliknij, aby zobaczyć galerię zdjęć)

Winogrona z Jugosławii i kubańskie pomarańcze

– Przed Bożym Narodzeniem drastycznie wzrastało zapotrzebowanie na mięso i wędliny. W grudniu 1970 r. prasa donosiła, że Zakłady Mięsne dostarczają placówkom handlowym 50 ton wędlin dziennie. Świątecznym rarytasem były wówczas pomarańcze (sprowadzane najczęściej z „bratniej” Kuby). 20 grudnia 1970 r. wrocławskie sklepy otrzymały 4 tony tych owoców, dzień później 22 tony.

Niestety, dostawa do Wrocławia jeszcze 200 ton przysługujących miastu w IV kwartale 1970 r. pomarańczy opóźniała się i nie została zrealizowana przed świętami. Godne odnotowania w prasie poruszenie wywołało pojawienie się we wrocławskich delikatesach 19 grudnia 1973 r. winogron z Jugosławii. Niestety, było ich zaledwie 10 ton i „zostały w mig rozkupione przez klientów” – zaznacza Piotr Sroka.

(kliknij, aby zobaczyć galerię zdjęć)

Ciasta do wypieku za 1 zł

Historyk dodaje, że zapracowanym wrocławianom, którzy nie byli w stanie samodzielnie przygotować wigilijnych potraw, z pomocą przychodziła miejscowa gastronomia. W 1973 r. restauracja Rybna na Rynku oferowała m.in. karpia po żydowsku i faszerowanego w galarecie czy śledzie przyrządzone na różne sposoby. W innych lokalach gastronomicznych można było nabyć m.in. przyrządzonego tradycyjnie indyka, kurczaka, kaczkę, pasztety, sałatki oraz barszcz z uszkami, zupę grzybową, kutię i kluski z makiem.

W sklepie Ptyś na Rynku od połowy grudnia 1973 r. można było składać zamówienia na keksy, makowce, serniki, pierniki oraz torty. W tym roku Wojewódzkie Zjednoczenie Przemysłu Piekarniczego i Cukierniczego, Wojewódzka Spółdzielnia Spożywców „Społem” oraz prywatne zakłady wyprodukowały przed Bożym Narodzeniem 129 ton ciast. Najwięcej WZPPiC – 80 ton, w tym 23 t makowców i serników, 22 t babek, 8 t pierników i 5 t tortów.

– Na początku lat 70. XX w. jeszcze nie w każdym wrocławskim domu znajdowała się kuchenka gazowa. Dlatego małe piekarnie przyjmowały od gospodyń domowych ciasta do wypieku, pobierając za tę usługę opłatę 1 zł – tyle kosztował wówczas jeden numer „Wieczoru Wrocławia” – wylicza Piotr Sroka.

Zabawki znikały z półek

Za właściwe zaopatrzenie sklepów zabawkowych dbało Wojewódzkie Przedsiębiorstwo Handlu Artykułami Papierniczymi i Sportowymi. Jego przedstawiciel zapewniał w 1973 r., że na rynek w okresie świątecznym trafiły zabawki o łącznej wartości 39 milionów zł przeznaczone dla dzieci w różnym wieku. Wybór miał być spory, zarówno produktów krajowych, jak i zagranicznych. Wśród tej drugiej grupy pojawiły się nawet zaawansowane technicznie zabawki z dalekiej Japonii.

Niestety, było ich zaledwie kilkadziesiąt do rozdysponowania wśród wszystkich wrocławskich sklepów. Generalnie dominowały zabawki mechaniczne oraz edukacyjne, jak układanki czy gry. Ich jakość nie budziła zastrzeżeń. „W zasadzie z półek sklepowych zniknęły zabawki, które swoim wyglądem mogły wystraszyć dzieci” – pisał „Wieczór Wrocławia”. Zapakowane zabawki trafiały pod choinki, a te można było nabyć w kilkunastu punktach na terenie całego miasta. W 1970 r. dla wrocławian przygotowano 46 tys. żywych drzewek.

Na święta… telewizor

Mieszkańcy Wrocławia preferowali tradycyjny sposób spędzania świąt – z rodziną, w domowym zaciszu. Coraz popularniejszą rozrywką było oglądanie telewizji – zresztą sprzedaż telewizorów przed świętami była wyraźnie wyższa (w przypadku tego artykułu także doskwierały braki w zaopatrzeniu). Ciekawe, że np. w 1970 r. tuż przed Bożym Narodzeniem z Wrocławia wyjechało pociągami ok. 80 tys. osób, a do miasta przybyło zaledwie 20 tys.

Dwadzieścia pięć lat po wojnie wciąż była to młoda społeczność, mocno związana rodzinnie z innymi częściami Polski. Pięć lat później policzono już tylko 50 tys. wyjeżdżających z miasta koleją, ale część pasażerów przejmowało dynamicznie się rozwijające PKS, z roku na rok przybywało także w mieście posiadaczy samochodów.

Wieczorem 24 grudnia Wrocław zamierał, a święta przebiegały na ogół spokojnie. Więcej niż zwykle było w tych dniach interwencji pogotowia ratunkowego, spowodowanych nadmiernym spożyciem przez wrocławian świątecznych specjałów. Społeczną plagą PRL-u było pijaństwo, a wolne od pracy świąteczne dni i liczne spotkania towarzyskie sprzyjały nadmiernemu spożyciu alkoholu.

– Jak donosiła prasa, 27 grudnia 1975 r., „Izba Wytrzeźwień zanotowała 24 bm. 35 pensjonariuszy, 25 bm. 18, a wczoraj do godziny 20 tylko 4. Niestety, część pacjentów była w stanie ciężkiego upojenia alkoholowego, niektórzy poturbowani, a jeden 26-letni mężczyzna zmarł” – wylicza Piotr Sroka.

O Wrocławiu na starych zdjęciach czytaj więcej:

Godziny otwarcia sklepów w święta

Jak są otwarte sklepy w okresie świątecznym w 2017 r.? Gdzie możesz zrobić zakupy w Boże Narodzenie? Sprawdź tutaj.

Zgłoś uwagę