Literacka Nagroda Europy Środkowej

Nominacje 2014: „Ostatnie rozdanie”

Maciej Robert o powieści Wiesława Myśliwskiego „Ostatnie rozdanie”


Wydawać by się mogło, że „Ostatnie rozdanie” jest bliźniaczo podobne do „Traktatu o łuskaniu fasoli”, poprzedniej książki Wiesława Myśliwskiego, snutej przez bohatera opowieści o jego życiu, czy raczej spowiedzi, w której rolę spowiednika pełni czytelnik. Ale tak samo jak nie istnieją dwa podobne życiorysy, tak „Ostatnie rozdanie” różni się od „Traktatu”. Ze strony Myśliwskiego jest to zresztą gest nie lada odważny, by porywać się po raz drugi na temat tak obszerny i tak wymagający jak jednostkowe ludzkie życie (po raz drugi, czy po raz kolejny? – na dobrą sprawę wszystkie powieści autora „Kamienia na kamieniu” są przecież zapisem ludzkiego losu). Dlatego też w „Ostatnim rozdaniu” należy upatrywać konsekwentnego gestu pisarskiego, a może nawet podsumowania autorskich dokonań Myśliwskiego.

Bohaterem „Ostatniego rozdania” jest starszy mężczyzna, który dokonuje bilansu swojego życia. Myśliwski nieprzypadkowo skąpi czytelnikowi informacji o swoim bohaterze, czyniąc zeń w ten sposób everymana – człowieka zwyczajnego, ani mądrego, ani głupiego, ani dobrego, ani złego. Przerwał studia, wrócił ze stolicy do rodzinnej miejscowości, wreszcie rozkręcił tajemniczy interes. W młodości kochał z wzajemnością Marię, lecz szybko z nią zerwał. Od tamtej pory utrzymywał przelotne znajomości z wieloma kobietami, jednak żadnej nie traktował poważnie. Podobnie jak wielu swoich zatrudnień i znajomych. W ten niezobowiązujący sposób prześliznął się przez całe życie – uświadamia mu to notes, w którym przez wiele lat gromadził adresy i telefony ludzi, z którymi zetknął go los. Jest ich dużo, lecz w ostatecznym rozrachunku okaże się, że bliskiej więzi nie zadzierzgnął z nikim. Notes, który miał być dla niego świadectwem jego bogatego życia, okazał się świadkować jego samotności. „Mając to życie już za sobą, mógłbym z większą rozwagą, nie szczędząc czasu, pomyśleć o każdym z tych imion, nazwisk, adresów, telefonów” – to stała mantra bohatera, który porządkowanie notesu wciąż odkłada w czasie, wiedząc, że zbilansuje to ujemnie historię jego życia.

Zasiadając do porządkowania notesu, bohater łapie się na tym, że jego zamierzenia nie przemieniły się w sukcesy – ilość zanotowanych kontaktów nie przełożyła się na towarzyskie ani zawodowe bogactwo, zaś alfabetyczny porządek nie uczynił porządku w jego własnym życiorysie. Spoglądając wstecz, bohater Myśliwskiego nie poddaje się żadnemu rygorowi – ani chronologicznemu, ani przyczynowo-skutkowemu. Jego wspomnienia są kapryśne niczym ludzka pamięć. Jedno jest pewne i zgodne z (a)logiką pamięci – najbardziej wyraziście widzi się to, co najbardziej odległe w czasie. Stąd najwięcej miejsca we wspomnieniach bohatera zajmują czasy młodości – studiów, terminowania u krawca, karcianych rozgrywek z szewcem. Myśliwski zdaje się przy okazji wycieczek w przeszłość oddawać hołd dawnym czasom, gdy „fach w rękach” oznaczał życiową stabilność i szacunek wśród ludzi. Stąd krawieccy, szewscy, masarscy czy ślusarscy majstrowie urastają w „Ostatnim rozdaniu” do rangi niemalże wyroczni, mistrzów życia. I to właśnie oni, te wszystkie pozornie mało znaczące osoby, które przypomina sobie główny bohater, w ostatecznym rozrachunku grają w tej historii pierwsze skrzypce. Bohater-narrator jest w istocie jedynie elementem, który łączy ich opowieści, to oni objaśniają mu świat, to oni, w swoich epizodycznych rozbłyskach, zaświadczają o jego życiu. Życiu przegranym, bo choć odgórnie zaprogramowanym na sukces, skazanym na porażkę i pustkę. „Jedynie ten notes podtrzymywał jeszcze we mnie jakie takie poczucie stałości w świecie, którego rytm wyznaczają już tylko konwulsje, co objawia się choćby w naszych ciągłych niepewnościach, nerwicach, depresjach, w obumieraniu w nas instynktu przywiązania, że uwierają nas już wszelkie związki, a jednocześnie nie umiemy sobie poradzić z naszą samotnością” – mówi bohater, któremu grunt usuwa się spod nóg, a poczucie pewności, poświadczone litanią nazwisk w notesie, zamienia się w mrzonkę.

Zmuszająca do zadania sobie pytań najważniejszych powieść Myśliwskiego jest dziełem totalnym, które – bez zbędnego moralizatorstwa – przekazuje podstawowe prawdy o ludzkiej egzystencji. To powieść żywa, życiowa i ożywcza. Jest to również filozoficzna summa wiedzy o człowieku (niezwykle gorzka – trzeba dodać) oraz, jak już zauważyłem, summą literackich doświadczeń Myśliwskiego. Poza wszystkimi nawiązaniami do poprzednich powieści tego autora „Ostatnie rozdanie” zdaje się sugerować predylekcję do podsumowań już samym tytułem. Czyżby „Ostatnim rozdaniem” Myśliwski umyślnie podsumowywał swoją twórczość? Czyżby świadome urwanie narracji w ostatnim, „niedokończonym” rozdziale, było zaproszeniem czytelnika do snucia dalszego ciągu opowieści na własną rękę (nie tylko opowieści z tej książki, ale opowieści w sensie znacznie szerszym, ogólnym)? Czyżby „Ostatnie rozdanie” wreszcie – poświęcone przecież porządkowaniu pamięci przed śmiercią – było nieskończone, ponieważ nieskończona jest ludzka pamięć? Bohater „Ostatniego rozdania” mówi w pewnym momencie: „Nie rozumiałem wtedy, że są takie obrazy, książki, dzieła muzyczne, które nie pozwalają się dokończyć, którym jakby nie był pisany koniec. Także my, którzy na nie patrzymy, czytamy, słuchamy, nie oczekujemy od nich końca, jako że wszystko na tym świecie zamierzone jest na wieczność, również nasze oczekiwania. Może wszystkiemu, co istniało, istnieje, istnieć będzie, z natury przypisany jest stan niedokończenia, włącznie z wszechświatem. I gdyby nie śmierć, nie wiedzielibyśmy, że coś takiego jak koniec jest możliwe”.

Maciej Robert

Wiesław Myśliwski, „Ostatnie rozdanie” ,Społeczny Instytut Wydawniczy ZNAK, Kraków 2013

 

Zgłoś uwagę