Historia ze wzgórza Letna w Teatrze Lalek

Na początku lat 80. Milan Kundera w swoim słynnym eseju „Zachód porwany, czyli tragedia Europy Środkowej” pisał o tym jak podporządkowanie ZSRR zniszczyło kulturę Czechosłowacji i zachwiało tożsamością narodu. Ten proces oglądamy jak w soczewce na scenie Wrocławskiego Teatru Lalek w „Pomniku”. 

  • "Pomnik" fot. Tomasz Walków

    "Pomnik" fot. Tomasz Walków

  • "Pomnik" fot. Tomasz Walków

    "Pomnik" fot. Tomasz Walków

  • "Pomnik" fot. Tomasz Walków

    "Pomnik" fot. Tomasz Walków

  • "Pomnik" fot. Tomasz Walków

    "Pomnik" fot. Tomasz Walków

  • "Pomnik" fot. Tomasz Walków

    "Pomnik" fot. Tomasz Walków


Budowa największego w Europie pomnika Stalina właśnie w Pradze stała się symbolem zniewolenia tej części świata, zaprzeczeniem idei różnorodności Europy Środkowej. Żeby przypodobać się sowieckiemu dyktatorowi czechosłowaccy przywódcy, w tym komunistyczny prezydent Klement Gottwald, postanowili stworzyć dzieło bez precedensu – monumentalny, gigantyczny pomnik Stalina ofiarowany mu w prezencie na 75 urodziny. Ze wzgórza Letna, górującego nad Pragą, miało świecić „słoneczko ludzkości”. Pomnik powstał w 1955 roku, a zburzony został w 1962 roku.

Czeski reżyser Jiri Havelka z poczuciem humoru i olbrzymim dystansem opowiada tę historię, opartą na reportażu Mariusza Szczygła „Dowód miłości” z tomu „Gotland”. O ile reportażysta skupił się na tragicznej historii rzeźbiarza Otakara Sveca, to Havelkę interesuje miejsce. Zmieniają się polityczne porządki, ludzie u władzy, a wzgórze Letna trwa nad Pragą jak wyrzut sumienia i niemy świadek wydarzeń.

Na scenie oglądamy trójkę aktorów – Tomasza Maśląkowskiego (Gottwald, Stalin), Radosława Kasiukiewicza (Otokar Svec) i Annę Makowską-Kowalczyk. Siedzą za stołem prezydialnym, przed nimi stoi telefon – czarny, tarczowy. Gdy dzwoni zamierają, bo nawet czechosłowaccy komuniści obawiają się rozkazów z Moskwy. Dodatkowo aktorzy animują kartonowe makiety ludzików, samochodów, samolotów, zgrabnie poruszając się miedzy wieloma planami wypełniającymi scenę. Autorem scenografii jest Marek Zakostelecky.

Autorka adaptacji tekstu – Elżbieta Chowaniec wprowadza widzów w powojenną historię Czechosłowacji dość faktograficznie, ale daty i fakty nie obciążają odbioru spektaklu. Są kręgosłupem podtrzymującym historię. Od pierwszych powojennych wyborów w 1946 roku (białe, duże kartki wrzucane do urny zamieniają się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, w czerwone malutkie) każde kolejne wydarzenie zdaje się bardziej absurdalne - powołanie komisji ds. budowy pomnika, ogłoszenie konkursu na projekt pomnika (wszyscy architekci chcą być w jury, by nie wygrać), powołanie komisji ds. rozbiórki pomnika, po wysadzenie pomnika, tak, by nikt o tym się nie dowiedział z prasy.

Śmiejemy się oglądając projekty pomników, które wpłynęły na konkurs: Stalin niczym Jezus z Rio de Janeiro, Stalin jak Wenus z Milo, Stalin jako anonimowi przechodnie Jerzego Kaliny. Bawią nas przerysowane reakcje bohaterów na dzwoniący telefon, czy monumentalne braterskie pocałunki przywódców. Śmiejemy się, gdy słyszymy „Kalinkę”, czy popisy wokalne godne solistów Chóru Aleksandorwa. Brawo dla Patrycji Hefczyńskiej za muzykę.

W tej absurdalnej i groteskowej całości nie zabrakło tego, co urzeka nas u czeskich twórców – autentycznego współczucia i czułości dla bohaterów. Patrzymy na Otakara Sveca jak na ofiarę systemu przypadkowo zapętloną w historię. Jest po ludzku zagubiony, zdezorientowany, nie rozumie podejrzeń władzy, która wszędzie dopatruje się sabotażu, czy prób ośmieszenia przywódcy ZSRR. Krytykom pomnik przypomina kolejkę po mięso, w której Stalin jest pierwszy. Śmieją się z partyzantki łapiącej sowieckiego żołnierza za rozporek. Otakar Svec nie wytrzymuje napięcia i popełnia samobójstwo.

Pomnik zbiera krwawe żniwo. Przy jego budowie zginęło sześciu robotników, a odpowiedzialny za wysadzenie kolosa pirotechnik trafił do szpitala dla psychicznie chorych. Dziś na wzgórzu Letna pozostał cokół po pomniku, na którym zamontowany jest metronom Vratislava Novaka. Czerwona wskazówka odmierza czas wtedy, gdy znajdzie się sponsor, który zapłaci za prąd potrzebny do uruchomienia instalacji.

Rozliczenia z systemami totalitarnymi nie należą do łatwych. Ofiary, cierpienie, zniewolenie to nie są tematy, z których da się żartować tak, by nie zranić tych, którzy pamiętają. Jiri Havelka potrafi opowiadać o tych trudnych czasach z lekkością, bez patosu – żart, przerysowanie, groteskę łączy z faktami, archiwalnymi materiałami. Wychodzi mu to znakomicie. „Pomnik” to przede wszystkim ciągle aktualna przestroga przed absurdalnym kultem jednostki, który, jak pokazuje historia, sprowadza narody na manowce.

„Pomnik” – premiera 30 września we Wrocławskim Teatrze Lalek. Reżyseria Jiri Hawelka, kostiumy i scenografia Marek Zakostelecky, muzyka Patrycja Hefczyńska, scenariusz Elżbieta Chowaniec, występują Tomasz Maśląkowski, Radosław Kasiukiewicz, Anna Makowska-Kowalczyk.

Zgłoś uwagę