Zadłużenie czynszowe wrocławian wynosi 180 mln zł. Jak zmniejszyć dług?

We Wrocławiu jest 36 tys. lokali komunalnych.  Najemcy 11 tys. z nich mają mniejsze lub większe zadłużenie czynszowe. Rekordziści nawet po 200 tys. zł. Ponadto, 5 tys.  dłużników nie zajmuje już gminnych lokali, ale obowiązek spłaty długu wobec miasta nadal na nich ciąży. Gmina w różny sposób próbuje odzyskać należności. Na dziś to ok. 180 mln zł.  


Gmina w wyniku przetargu wybrała cztery kancelarie prawne, które mają się zająć odzyskiwaniem długów czynszowych od mieszkańców Wrocławia. Każda z nich w ramach dwuletnich umów z miastem „dostała” 2400 spraw do przeprowadzenia i każda współpracuje z komornikami, którzy mają zajmować się egzekwowaniem zasądzonych długów. Ponieważ są to tzw. umowy sukcesu, wygrane przez kancelarie sprawy w sądzie oraz skuteczne odzyskanie pieniędzy oznacza, że koszty zastępstwa procesowego trafią na konta prawników. Dlatego należy spodziewać się, że zrobią oni wiele, żeby wywiązać się z umowy zawartej z miastem.

Kto trafia do sądu za długi czynszowe

Każdego roku do gminnej kasy z tytułu opłaty czynszowej za zajmowane lokale komunalne (czynsz plus media) powinno wpływać ok. 140 mln zł, a wpływa de facto 125 mln zł. Kilka milionów udaje się także „zarobić” na egzekucjach komorniczych (w ub.r. ze skierowanych do komorników wyroków sądowych na kwotę 58 mln zł ci wyegzekwowali tylko ok. 8 mln zł). W tej chwili mieszkaniowy zasób komunalny gminy jest obciążony długiem czynszowym w wysokości ok. 180 mln zł. W odniesieniu do 80% tego zadłużenia zasądzone są wobec dłużników wyroki sądowe. 

Od 2009 r. do lutego 2017 r., w celu odzyskania należnych opłat za czynsz wraz z odsetkami, była prowadzona windykacja terenowa. Windykatorzy zwierali porozumienia z dłużnikami co do warunków i zasad spłaty długów, a także przygotowali bazę z nazwiskami najemców, których sprawy trzeba niezwłocznie skierować do sądu, ponieważ mimo że ich sytuacja materialna pozwala na spłatę zaległych zobowiązań, lokatorzy ci notorycznie tego unikali. W ub. roku do sądu trafiło 2300 takich spraw, a w pierwszych czterech miesiącach 2017 r.  – już 1532.

– Prawdą jest, że sporo majętnych osób zajmuje gminne lokale i gdyby prawo pozwalało nam na dokonywanie weryfikacji ich stanów majątkowych, to gros tych osób nie powinno mieszkać w lokalach komunalnych – mówi Piotr Paś, dyrektor Zarządu Zasobu Komunalnego. – Z drugiej strony, wiele osob żyje w niedostatku, z różnych przyczyn – związanych z nałogiem, niskimi dochodami czy w końcu niezaradnością życiową, która sprawia, że nie są w stanie załatwić pewnych rzeczy, nie wiedzą, gdzie szukać porady itp. Spotykam się często z takimi ludźmi  – dodaje dyrektor Paś. 

Można uniknąć wizyty komornika

Wobec 20% dłużników (z zaległościami nie większymi niż 6-miesięczne) miasto prowadzi najpierw czynności formalnoprawne, które mają nakłonić do uregulowania zaległości i dokonywania opłat na bieżąco. Są to np. wezwania do zapłaty (w ub. roku było ich ok. 29 tys.) albo nieco „twardsze” działanie – wpisy do Krajowego Rejestru Dłużników (w ub. roku było ich 695), co wywołuje pewien pozytywny skutek zwlaszcza w wśród prowadzących działalność gospodarczą. Do pewnego czasu też miasto „budziło” zapominalskich, wysyłając im ponaglające SMS-y, ale na razie zrezygnowano z tej formy na skutek problemów z bazą numerów, choć niewykluczone – jak mówi dyrektor ZZK – że esemesowe przypominajki powrócą.  

Powyższe działania, mające na celu nakłonienie dłużników do uregulowania zaległości czynszowych, przynoszą raczej skromne efekty.  Nie zawsze oczywiście na skutek lekceważenia sprawy przez najemców, ale z powodu realnych problemów, które ich dotykają. Zarówno jednak jedni, jak i drudzy mogą w inny sposób uporać się z długami, po prostu je odpracowując.  – 136 rodzin pozbyło się w ten sposób zadłużenia – mówi dyrektor Piotr Paś. –  W tej chwili jest zawartych kolejnych 300 takich umów. Każdy może się zgłosić się do pracy w  jednostkach gminy, które zgłosiły akces do tego programu. Kilka osób w ten sposób znalazło nawet stałą pracę – wyjaśnia dyrektor.

Czytaj więcej o programie pracy za długi.


Swoje zaległe zobowiązanie można również spłacić, zawierając z miastem porozumienie, co reguluje uchwała Rady Miejskiej. Dłużnik składa wniosek o rozłożenie długu na raty  (nawet na 60), a po przeanalizowaniu jego sytuacji materialnej, a także osobistego położenia może sie nawet okazać, ze zadłużenie zostanie umorzone w całości, tylko odsetki albo dojdzie do umorzenia warunkowego – przynajmniej dwuletniej spłaty bez opóźnień bieżących zobowiazań. Oczywiście komuś może zdarzyć się potknięcie w takiej, dodajmy jednorazowej, spłacie, ale nie musi to zniweczyć wysiłku dłużnika. – Kilka niezapłaconych przy takim zobowiązaniu rat nie zamyka również drogi do złożenia ponownego wniosku – podkreśla dyrektor Piotr Paś. – Jeśli ktoś jeszcze raz będzie chciał w taki sposób spłacić swój dług, zgodzimy się na to. 

Tych pieniędzy miasto raczej nie odzyska

5 tysięcy – to liczba osób, które są winne miastu pieniądze (na podstawie wyroków sądowych) za niepłacenie czynszu, mimo że już nie zajmują gminnych lokali – zostały wyeksmitowane lub porzuciły mieszkania.  – Wtedy  windykacja to przysłowiowa orka na ugorze – mówi dyrektor Paś. – Komornik musi zlokalizować takie osoby, a w przypadku zmarłych, trzeba ustalić ewentualnych spadkobierców. Gdy ich nie ma, trzeba by przeprowadzać postępowanie spadkowe, a to trwałoby latami i byłoby kosztowne dla gminy. Prawo daje więc możliwość umarzania długów z urzędu w stosunku do zmarłych, którzy nie pozostawili spadkobierców. Dlatego tak postępujemy – dodaje dyrektor ZZK.

Zgłoś uwagę