Tłusty czwartek we Wrocławiu. Smacznego!

Tłusty czwartek, czyli ostatni czwartek przed wielkim postem, który jednocześnie rozpoczyna ostatni tydzień karnawału. To wyjątkowy dzień, podczas którego kalorie nie mają znaczenia. Tego dnia nawet najtwardsi skuszą się na coś pysznego.


Data tłustego czwartku jest ruchoma i zależna od Wielkanocy. W tym roku wypada 11 lutego, rozpoczynając tym samym ostatni tydzień karnawału. Do najpopularniejszych potraw tego dnia należą oczywiście pączki i faworki, które w niektórych regionach Polski nazywane są także chrustami.

Cukiernia u Wolaka, fot. Tomasz Hołod

Według ludowych mądrości nieuzasadniona odmowa zjedzenia pączka w tłusty czwartek może sprawić, że w dalszym życiu nie będzie nam się wiodło. Wiedzą o tym także piekarze i cukiernicy, którzy już w zasadzie od kilku dni dwoją się i troją, żeby pączków w miejskich sklepach i cukierniach nie zabrakło.

Jak powstają pączki? 

Najpierw nastawia się rozczyn, czyli drożdże i wodę, który rośnie w dzierży – wielkiej maszynie mieszającej. Następnie składniki łączy się w jedną, jednolitą i zbitą masę, którą odstawia się w ciepłe, wilgotne miejsce. Dalej dzieli się ciasto na tzw. presy, czyli odważone kawałki.

Presa ląduje w garowniku – szafie z zamontowaną u dołu grzałką i pojemnikiem z wodą, dzięki czemu przyszłe pączki dojrzewają w ciepłym i wilgotnym powietrzu.

Takie warunki to jeden z sekretów udanych pączków. W zimniejszej atmosferze ciasto po prostu by nie wyrosło. Tak potraktowana przez kilkadziesiąt minut presa trafia do werkownicy, czyli maszyny, która dzieli ciasto na kęsy i wstępnie formuje pączki. Wstępnie, ponieważ każdy szanujący się cukiernik nie zda się wyłącznie na efekty maszyny – przyszłe pączki werkuje się (formuje) jeszcze ręcznie.

Cukiernia u Wolaka, fot. Tomasz Hołod

Pączki ponownie trafiają do garownika na około pół godziny. Tu nabierają objętości gotowej już do smażenia. Następnie lądują w rozgrzanym do temperatury 180 stopni C oleju. Smażą się około 3-4 minut z jednej strony. Spodnia część pączka winna być usmażona w mniejszym stopniu (jest jaśniejsza), inaczej pączek może się brzydko zmarszczyć.

Po usmażeniu pączki trafiają na nabijarkę, tam nadziewa się je marmoladą. Na końcu pączek ląduje w pomadzie (lukrze), a następnie na ociekarce, gdzie spływa jej nadmiar. Tu jego produkcja się kończy, pączek trafia do sprzedaży, a potem na stoły.

Cukiernia u Wolaka, fot. Tomasz Hołod

Tłusty czwartek we Wrocławiu

Przygotowania do tłustego czwartku zaczynają się co najmniej tydzień wcześniej. Wiele kawiarni, które dotychczas zapraszały klientów do siebie na słodkości tego dnia, musiały nieco zmienić tradycję i stworzyły specjalne menu na ten dzień, z którego klienci mogli zamówić specjały na tłusty czwartek. 

– Przygotowania do tłustego czwartku rozpoczęliśmy już dwa tygodnie temu – uruchomiliśmy zapisy. Ilość chętnych na pączki nietradycyjne przerosła nasze najśmielsze oczekiwania. W swojej ofercie będziemy mieć słodkości w wersji wegańskiej, oraz bezglutenowej i bezcukrowej – na te ostatnie było najwięcej chętnych. Lista została zamknięta w niedzielę, a wciąż zgłaszają się do nas klienci z zapytaniem, czy jeszcze mogą coś zamówić. Pączki tradycyjne z nadzieniem różanym oraz faworki będę dostępne bez zapisów, zobaczymy ilu będziemy, mieć chętnych na takie klasyczne słodkości – opowiada właścicielka kawiarni Klawo z wrocławskiego Brochowa.

We Wrocławiu są też takie miejsca, które postawiły na tradycję i zdecydowały się tylko na jeden smak pączków jednak, taki obok którego łasuchy nie przejdą obojętnie.

– To jest taki dzień w roku, kiedy pracy cukierniczej jest sporo. W tym roku niestety jest pandemia i zima nas zaskoczyła, ale mam nadzieję, że wrocławianie dopiszą i tak jak co roku przyjdą do nas na pączki. W tłusty czwartek można u nas dostać tylko pączki z różą z lukrem lub w cukrze pudrze. Na co dzień mamy pączki też w innych smakach, ale podczas pandemii musimy ograniczyć liczbę osób przebywających w cukierni, dlatego też jest mniej rąk do pracy – mówi Paweł Wojczyński z cukierni Łomżanka.

O pączku wrocławskim

Dr hab. Joanna Nowosielska-Sobel, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego opowiada o pączkach w Breslau i o połączeniu tradycji niemieckiej i kresowej w jednym pączku z nadzieniem śliwkowym.

Czytaj też: Bezglutenowy tłusty czwartek



Zgłoś uwagę