Śląsk przegrał u siebie z Legią 0:1

Passa trzech kolejnych zwycięstw przerwana. Śląsk przegrał 0:1 z Legią we Wrocławiu. Goście prowadzili po dobrej pierwszej połowie. W drugiej Śląsk grał lepiej, ale walkę skomplikowała mu czerwona kartka Piecha. Na stadionie zjawiło się ponad 20 tysięcy kibiców.

  • fot. Krystyna Pączkowska


Zwycięskiego składu się nie zmienia – z takiego założenia przed meczem z mistrzem Polski wyszedł trener Pawłowski. Spotkanie rozpoczęła ta sama jedenastka, co w wygranym 4:0 spotkaniu z Jagiellonią. W Białymstoku WKS pokazał, że może wygrać z każdym i z taką wiarą przystępował do spotkania z Legią. Wiary dodawało również wspomnienie poprzedniego starcia z klubem ze stolicy we Wrocławiu. We wrześniu 2017 r. po wspaniałym meczu gospodarze zwyciężyli 2:1. Oba gole strzelił wtedy zdobywca hat tricka w Białymstoku – Robak.

Zasłużona bramka gości

Bez zmian w skladzie do spotkania przystąpił Śląsk, za to na roszady zdecydował się szkoleniowiec Legii. Trener Sa Pinto na ławce posadził m.in. Carlitosa, króla strzelców poprzedniego sezonu, którego zastąpił Kante. W miejsce zawieszonego za kartki Stolarskiego pojawił się Vesović, a w drugiej linii oglądaliśmy m.in. Martinsa.

Nieco przemeblowany zespół mistrza Polski lepiej rozpoczął spotkanie. Najpierw groźnie uderzył Cafu, a zagrożenie po niepewnej interwencji Słowika zażegnał Celeban. Kilka minut później w dogodnej sytuacji przestrzelił Kucharczyk. Jeszcze lepszą okazję miał Kante, ale jego uderzenie głową fenomenalnie obronił Słowik.

Legioniści częściej przedostawali się z piłką na połowę wrocławian, a tam ataki napędzał dobrze dysponowany Szymański. Śląsk starał się odgryźć za sprawą duetu Robak–Piech. Pierwszy podawał, drugi strzelał efektownymi „nożycami", ale trafił w jednego z obrońców. Chwilę później było już jednak 1:0 dla gości. Wspomniany Szymański uderzył ze stałego fragmentu gry, a odbita od słupka piłka spadła pod nogi Cafu, który nie miał problemów ze skierowaniem jej do siatki. Do przerwy Legia prowadziła zasłużenie.

Czerwona kartka dla Piecha

Przewagę rywali w środku pola podczas pierwszej części gry dostrzegł trener Pawłowski, decydując, że po zmianie stron partnerem Chrapka będzie już nie Łabojko, a Augusto. Śląsk zaczął grać lepiej, z większym zębem z przodu. Najpierw strzał Cholewiaka obronił Cierzniak, chwilę później po kapitalnym rajdzie Cotra uderzył tuż obok słupka.

Wydawało się, że WKS przyciśnie gości, chcąc odrobić straty i wtedy... czerwoną kartką ukarany został Piech. Sędzia w pierwszej chwili nie dostrzegł faulu napastnika na Jędrzejczyku, ale po analizie systemu VAR wyrzucił 33-latka z boiska.

Ambicja to za mało

Wrocławianie w „10” mieli utrudnione zadanie, ale mimo osłabienia ich gra dawała nadzieję na wyrównanie. Groźnie było m.in. po strzałach z dystansu Radeckiego i Picha. Ambitna walka okazała się jednak niewystarczająca na mistrza Polski. Goście zdołali dowieźć jednobramkowe prowadzenie do ostatniego gwizdka (a gdyby nie świetna interwencja Słowika w pojedynku sam na sam mogli je nawet podwyższyć), przerywając serię trzech kolejnych zwycięstw podopiecznych trenera Pawłowskiego.

Porażka sprawia, że Śląsk przerwę na mecze reprezentacji spędzi na 10. (lub jedenastym, jeżeli Arka pokona w niedzielę Zagłębie Lubin). Legia zaś zrównała się punktami z liderującą Lechią. Kolejne spotkanie WKS rozegra 20 października. Na Stadionie Wrocław gospodarze zmierzą się z Arką.

Śląsk Wrocław – Legia Warszawa 0:1 (0:1). Bramki: 0:1 – Cafu 34'

Śląsk: Słowik – Broź, Celeban, Golla, Cotra - Pich (83. Farshad), Łabojko (46. Augusto), Chrapek (74. Radecki), Cholewiak - Piech, Robak
Legia: Cierzniak - Vesović, Jędrzejczyk, Wieteska, Hlousek - Cafu, Martins, Kucharczyk (80. Pasquato), Szymański, Nagy (90. Kulenović) - Kante (70. Carlitos)

Żółte kartki: Robak - Kante, Cafu
Czerwona kartka: Piech 60'

Jędrzej Rybak, fot. Krystyna Pączkowska

Zgłoś uwagę