Magdalena Zyzak

Literatura inspiruje bardziej niż film

Wspólnie z Zacharym Cotlerem wyreżyserowała w Stanach Zjednoczonych jeden z ciekawszych filmów kina niezależnego. Obraz „Maya Dardel” z Leną Olin w roli głównej miał premierę na 8. American Film Festival. Magdalena Zyzak opowiada o pracy z aktorami, literaturze i nowym filmie, którego bohaterką jest Hillary Clinton.

Magdalena Talik: Pani filmy to często dzieci miłości do mężczyzn, z którymi je Pani realizuje.„Redland” z Asielem Nortonem, a „Mayę Dardel” z Zacharym Cotlerem. To chyba nie przypadek?

Magdalena Zyzak: Nie interesuje mnie miłość bez współpracy artystycznej. Zarówno z byłym, jak i obecnym partnerem pracujemy razem. Po prostu zawsze jestem z mężczyznami, którzy mnie fascynują jako artyści. Przy „Redland” Asiela byłam przede wszystkim producentką i współscenarzystką, z Zacharym z kolei obydwoje reżyserujemy.

Praca w tandemie pomaga?

Robienie filmów jest bardzo skomplikowaną podróżą, więc jeśli kręcimy z kimś film trzeba tę osobę dobrze znać, stąd często realizatorzy to np. bracia (jak Joel i Ethan Coen, albo Jean-Pierre i Luc Dardenne). Wynika z tego, że albo trzeba mieć wspólną matkę, ojca albo łóżko, po prostu coś bliskiego. Z Zacharym doradzamy sobie w temacie literatury, więc film jest kontynuacją konwersacji, jaką prowadzimy w domu. Role na planie są często rozgraniczone, bo nigdy nie mamy wystarczająco dużo czasu. Razem prowadzimy próby, ustalamy listę ujęć. Ja pracuję bliżej z operatorem, Zachary z aktorami, dzięki temu zyskujemy przynajmniej jedną trzecią czasu.  

Wasz film „Maya Dardel” ma dość szczególny początek – dowiadujemy się, że tytułowa bohaterka zamierza popełnić samobójstwo.

Choć od razu podkreślę, że nie jest to film o samobójstwie. Chcieliśmy stworzyć postać kobiety, która jest silna, niesentymentalna, a oparliśmy ją na różnych pisarkach przez nas podziwianych, jak Susan Sontag, Jorie Graham, czy pisarzach np. Oscarze Wildzie. Chodziło o zbudowanie prawdziwie literackiej, bardzo chimerycznej osobowości, która będzie tak samo skomplikowana, jak jej utwory.

Szwedzka aktorka Lena Olin w tytułowej roli w filmie „Maya Dardel”/fot. Mat. prom.

Udało się Pani pozyskać do tego filmu dwie świetne aktorki – Lenę Olin i Rosannę Arquette. W jaki sposób Pani do nich dotarła? Osobiście, przez agentów?

W moim przypadku i w przypadku filmów prawdziwie niezależnych nie ma bezpośredniego kontaktu z aktorami, chyba że zna się ich poprzez kogoś innego. Nasz producent znalazł po prostu agenta castingowego, który ma znajomości z aktorami, menadżerami, agentami i wie, kto jest zainteresowany pracą w niskobudżetowym filmie dla pasji. Dużo zależy też od harmonogramu aktora, bo bywa zabukowany na rok, czy dwa pracując nad wieloma projektami.

Jak się pracuje z tak doświadczonymi aktorkami, które robiły filmy z Ingmarem Bergmanem, Martinem Scorsese?

Z Zacharym wywodzimy się z kręgów literackich, więc rozmowa z aktorami jest bardzo podobna do rozmów o postaciach literackich ze studentami, prowadzonymi na uniwersytecie podczas warsztatów pisarskich. Zachwyciła mnie szczególnie Lena Olin, odkryta przez Bergmana. Przywiozła cały arsenał technik aktorskich, dużo się od niej nauczyliśmy. Lena jest osobą, z którą można się komunikować werbalnie na bardzo wysokim poziomie. Potrafi dosłownie przełożyć długie zdanie objaśniające stan emocjonalny postaci na grę aktorską.

Rosanna Arquette w filmie „Maya Dardel”/fot. Mat. prom.

Wspomina Pani o literaturze. Książki najbardziej Panią inspirują?

Literatura uformowała mój punkt widzenia bardziej niż film, bo historia filmu jest ograniczona do niewiele ponad 100 lat, nie przeszedł przez wszystkie te wieki rozwoju. Czytam najchętniej Virginię Woolf, Ernesta Hemingwaya, Francisa Scotta Fitzgeralda, czy Jamesa Saltera, którego w Polsce się nie tłumaczy, bo jest wyjątkowo trudny w przekładzie, pisze bardzo ekonomiczne, ale i poetycko. Moje filmy to synteza, przeczytanych i obejrzanych filmów, bo np. dzieła Erica Rohmera są oparte na dialogu. „Maya Dardel” jest takim właśnie filmem bardziej do czytania niż oglądania. Czasami po filmie widzowie pytają, czy dostępny jest scenariusz w postaci książki, bo chcieliby go przeczytać.

Kiedy robi się film z gwiazdorską obsadą i zostanie się zauważonym, Hollywood często wchłania wielu utalentowanych niskobudżetowych reżyserów. Niektórzy się potrafią odnaleźć, ale o wielu słuch ginie.

Nie sądzę, aby cokolwiek mogło mnie wchłonąć, bo moja osobowość, jest mało poddająca się wszelkim wpływom. Mam na względzie, że film to mało uświęcone małżeństwo między biznesem a sztuką. Nie można odrzucić strony finansowej, bo wszystko kosztuje. Oczywiście, chciałabym mieć więcej pieniędzy, aby móc zrealizować projekty i mam nadzieję, że ludzie będą oferowali jednak większe budżety i zrealizuję takie projekty, jakie chcę. To możliwe, bo istnieją przecież tacy filmowcy jak Michael Haneke, Paolo Sorrentino, czy Paul Thomas Anderson, którzy kręcą bardzo skomplikowane filmy i ktoś je finansuje.

Pani nowy film „When I’m a Moth”, z pewnością, zwróci uwagę opinii publicznej, bo jest inspirowany postacią Hillary Clinton, a ściślej poświęcony epizodowi z jej życia.

Cały film oparty jest na epizodzie, który niby jest prawdą, a o którym Hillary Clinton napisała w swojej pierwszej autobiografii, że w 1969 roku wyjechała na Alaskę, aby pracować w wytwórni ryb. Całą resztę dopisujemy. To ma być nasz komentarz o tożsamości politycznej w erze postprawdy. Nazywamy go pseudobiografią, albo antybiografią, nie w tym sensie, że to negatywny opis Hillary Clinton (świadomie traktujemy Hillary nie jako prawdziwą osobę, a postać fikcyjną), ale dlatego, że podważamy biografię jako gatunek, często bardzo hagiograficzny. 

Magdalena Zyzak urodziła się w Zabrzu, ale od piętnastu lat mieszka w Stanach Zjednoczonych. Tam ukończyła studia – produkcję filmową i literaturę na University of Southern California oraz kreatywne pisanie na Columbia University. Jao reżyserka zadebiutowała właśnie filmem „Maya Darel”, ale w środowisku filmowym zabłysnęła już osiem lat temu, jako producentka i współscenarzystka filmu „Redland” Asiela Nortona. Jest także autorką powieści „The Ballad of Barnabas Pierkiel”, którą przetłumaczono także na język turecki i czeski. 

rozmawiała Magdalena Talik

zdjęcia Janusz Krzeszowski