"Może morze" - po premierze w Teatrze Lalek

„Może morze” to spektakl zabawny, ale jednocześnie trudny, bo wymagający od dzieci abstrakcyjnego myślenia. A z tym bywa różnie.

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

  • "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków

    "Może morze" - premiera w Teatrze Lalek fot. Tomasz Walków


Sztuka Maliny Prześlugi jest filozoficzną przypowiastką o sile przyjaźni, mocy wyobraźni i przede wszystkim umiejętności czerpania radości z życia, które właśnie się kończy. Mądraliński Marchewka i naiwny Bałwan tworzą pozornie niedobraną parę. Spotykają się, bo dziecko wyjęło marchew z lodówki i zrobiło z niej nos bałwana. Dzięki temu Marchewka uniknął śmierci w rosole, ale wcale nie uznał tego za szczęśliwy traf. Nie wylądował w parującym garze rosołu, do którego trafiły dwie wcześniej skrojone przez kucharza Freda marchewki, nie został też zjedzony przez małych widzów poczęstowanych warzywem. Mimo to jego życie też się kończy, bo jak każde warzywo prędzej czy później zwiędnie. Marchewka zagrany z werwą przez Krzysztofa Grębskiego bywa bezczelny, cyniczny, ale też melancholijny. Smutki topi w wodzie wypijanej w Salat Barze. Dzięki Bałwanowi zmienia się na lepsze. Zaczyna dostrzegać świat wokół, docenia też przyjaźń. Przestaje być egocentryczny jak niejedno rozpuszczone dziecko. Bałwan to niepoprawny optymista, naiwny, radosny, chłonący zapamiętale życie. W końcu musi żyć całą jego pełnią, bo zostało mu niewiele czasu. Niebawem bowiem przyjdzie ocieplenie i bałwan stopnieje.

Wieje grozą

W spektaklu od początku wieje grozą, ale są w nim wpadające w ucho piosenki i to co dzieci lubią najbardziej – animowane z ukrycia lalki: ogórek w słoju, pleśń z lodówki, ryba z puszki, jaja i wspaniała sałatka grecka zagrana brawurowo przez Kamilę Chruściel z pomocą Irminy Annusewicz. Nie jest to łatwy dla aktorów spektakl, bo jednocześnie grają w żywym planie i animują lalki. Poddane antropomorfizacji postacie zagrane są naprawdę świetnie. Rozbawił mnie do łez gołąb Marcin zagrany przez Konrada Kujawskiego  - niezdarny marzyciel, potrafiący obudzić wyobraźnię, czy kucharz Fred (Sławomir Przepiórka ma niewyczerpany zasób min), który właściwie przez cały spektakl nie wypowiada ani słowa. Nie podobała mi się lalka grająca Bałwana – składająca się z dwóch połówek przypominała kłapiącą czaszkę a nie śniegową kulkę.

Młodsze dzieci bawią się wyśmienicie, mimo że spektakl można chwilami uznać za horror. Jest siekanie warzyw wielkim nożem, podkładanie bomby pod lodówkę, a Marchewka chce poświęcić własne życie, by ratować Bałwana przed roztopieniem. Niestety scenografia jest tak wybudowana, że najmłodsi widzowie, siedzący na poduszkach pod sceną, niewiele widzą i żeby śledzić wydarzenia muszą wstawać.

Dla przedszkolaków

Spektakl jest zdecydowanie dla dzieci w wieku przedszkolnym, które odczytają go dosłownie. Starsze dzieci już się nudzą – przemijanie Bałwana i Marchewki nie robi na nich wrażenia, nie czują z bohaterami więzi emocjonalnej, za to mają mnóstwo pytań poznawczych, choćby o proporcje lalek, bo Bałwan jest za mały w stosunku do Marchewki, a Marchewka za duża w porównaniu z latarniami ulicznymi. Symboliczne zakończenie spektaklu też budzi w nich wątpliwości – trzeba przecież przeliczyć kilometry, które musi przepłynąć Bałwan, by dotrzeć na biegun północny i sprawdzić grubość kry, czy wytrzyma taką podróż. Lepiej więc wybrać się na „Może morze” z niedociekliwym pięciolatkiem, choć przedstawienie spodoba się także dorosłym widzom – docenią kunszt lalkarski aktorów, pośmieją się z przemyconych dla nich żartów.

„Może morze” – premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek 14 listopada 2015, reżyseria Michał Derlatka. Autorem scenografii do spektaklu jest Michał Dracz, muzyki Igor Gawlikowski, a wizualizacji Alicja Pietrucka i Robert Maniak.

Zgłoś uwagę