Magdalena Zawartko i Grzegorz Piasecki: Świetny debiut muzyków

Dziewczyna „wysyła list” głosem przez rzekę. Mówi chłopakowi, że kocha innego. Piosenka jest jazzowa, choć brzmi jakby śpiewała ją rodowita mieszkanka z Kurpiów. Melodia natchnęła wokalistkę Magdalenę Zawartko i kontrabasistę Grzegorza Piaseckiego do stworzenia debiutanckiego albumu „Leć głosie”, którego premiera 19 października. Tego trzeba posłuchać!

  • magdalena zawartko grzegorz piasecki leć głosie

    Płyta Magdaleny Zawartko i Grzegorza Piaseckiego ukazała się 19 października

  • grzegorz piasecki magdalena zawartko leć głosie

    Kontrabasista Grzegorz Piasecki i wokalistka Magdalena Zawartko na zdjęciu Bartosza Maza


Artyści spotkali się siedem lat temu na wrocławskiej Akademii Muzycznej, tam sformowali zespół, a dzisiaj pokazują, że ciężko pracując i mając beatlesowską „little help from my friends” (m.in. od wytwórni Captain Earth, czy Agencji Indygo, ale też od Miasta Wrocław) można zdziałać cuda. Czyli płytę z muzyką świata, odrobiną jazzu, sporą dawką improwizacji. I z udziałem świetnych muzyków.

Teledysk z wisienką na torcie

Bardo Śląskie, osiem stopni Celsjusza, dziewczyna w letniej sukience boso wchodzi do lodowato zimnej wody. To nie nowatorska wizja śmierci Ofelii z „Hamleta”, ale scena z teledysku do piosenki „Leć głosie po rosie”, który promuje album pod tym samym tytułem. Zdjęcia do klipu powstawały także we wrocławskim Parku Staromiejskim i w zabytkowym domu z antykami. – Było trochę fajnej zabawy z aktorami, my pojawiamy się w filmiku tylko na chwilę jako swoista wisienka na torcie – opowiada Magdalena Zawartko. Wrocławska wokalistka napisała do piosenki zarówno muzykę (inspirowaną tematami kurpiowskimi), jak i dopisała tekst. To jeden z najlepszych utworów na płycie „Leć głosie”. – Mogą go słuchać wszyscy, nawet przy sprzątaniu, nie trzeba się mocno wkręcać w analizowanie – śmieje się Zawartko. Na youtube.com można też obejrzeć przepiękny teledysk do piosenki "Jesienią". Powstał kilkanaście miesięcy temu, ale utwór znajdziemy na płycie "Leć głosie".

Na ludowo, jazzowo, światowo

Dlaczego na warsztat artyści wzięli akurat muzykę ludową? – Zauważyłem, że w Polsce jest trend, by zachwycać się czymś, co nie nasze, a przecież mamy z czego czerpać – przypomina kontrabasista Grzegorz Piasecki. – Dla mnie to Fryderyk Chopin był pierwszym naszym jazzmanem, który korzystał z ludowych melodii i wplatał je w swoje mazurki, czy polonezy – nie ma wątpliwości artysta.

Zaczęło się od „Leć głosie”, ale na krążek trafiły też m.in. wielkanocny hymn „Niech w święto radosne” (wykorzystana została muzyka), czy tradycyjna melodia żydowska „Hine ma tov u’ma naim”, także wokaliza Sergieja Rachmaninowa i słynna „Pieśń Solveigi” Edvarda Griega.  

Hymn kościelny zafascynował artystów, zwłaszcza melodia skomponowana jeszcze w średniowieczu. – Nie chcieliśmy eksponować typowego przekazu wielkanocnego, ale piękną melodię, bo drzemie w niej wielka moc – podkreśla Magdalena Zawartko. Z tego samego powodu muzycy sięgnęli po żydowską melodię.

Złączeni warkoczem, muzyką i prywatnie wokalistka Magdalena Zawartko i kontrabasista Grzegorz Piasecki/fot. Bartosz Maz

Jaką muzykę grają Zawartko i Piasecki ze swoim jazzowym teamem (w składzie m.in. pianista Artur Tuźnik, czy saksofonista Tomasz Wendt)? – Chyba muzykę świata, może etno jazz, na pewno improwizowaną – zastanawia się Grzegorz Piasecki. Jedno jest pewne. Do nagrania dziewięciu utworów w studiu w Lubrzy zaprosili muzyków, których dobrze znają i tę swobodę w instrumentalnej konwersacji wyraźnie się czuje. Bez solówek trębacza Piotra Wojtasika, czy saksofonisty Tomasza Wendta, ale też udziału perkusisty Wojciecha Bulińskiego, gitarzysty Marka Kądzieli, czy Jose Torresa to byłaby, z pewnością, inna płyta.

Od koloratury do ciemnego wokalu

Tymczasem cały projekt narodził się we Wrocławiu, a dojrzewał jeszcze w murach Akademii Muzycznej. Wprawdzie Magdalena Zawartko studiowała klasyczny śpiewa, ale zawsze ciągnęło ją do jazzu, a profesor Agata Młynarska-Klonowska nie protestowała. Przeciwnie, pomogła poprawić emisję i pogodziła się z faktem, że zamiast sopranu koloraturowego po studiach będzie dobry jazzowy wokal. – Dzisiaj mówią, że jest ciemny, niski – śmieje się Magdalena Zawartko. Grzegorza Piaseckiego, partnera na scenie i w życiu (właśnie urodził się im synek Leon) poznała, kiedy wymykała się posłuchać jazzmanów w Zakładzie Muzyki Jazzowej. – Magda chciała stworzyć zespół, my chcieliśmy grać i zaczęło się od kwintetu, a potem były już wspólne koncerty i projekty – opowiada Grzegorz Piasecki. Pierwszą płytę nagrali z entuzjazmem, bez lęku. – A to niełatwe, bo ludzie zawsze myślą, że nie są jeszcze gotowi, a koszty są za wysokie – dodaje kontrabasista. – Stwierdziliśmy jednak: trudno – stracimy na tym pieniądze - To bardziej inwestycja niż strata pieniędzy "sprawia wrażenie poważnego dzieła" - jest wizytówką artysty.

Zdjęcia pod mchem

Mają obiektywnych przyjaciół, ale podczas powstawania materiału na płytę zainspirowały ich też rady wielu doświadczonych muzyków m.in. Włodka Pawlika, przed którym wykonywali pierwsze wersje płytowych utworów, oraz Leszka Możdżera. Wykład, podczas którego wspomniał o ważnej roli promocji w życiu artysty np. profesjonalnej sesji fotograficznej okazał się proroczy.

Dlatego na „Leć głosie” muzykę wzbogaciła profesjonalna sesja autorstwa Bartosza Maza. Ogląda się ją świetnie, choć wymagała wiele zachodu. Zdjęcie na okładkę (muzycy leżą pod mchem) powstało tydzień przed ślubem artystów. – Poszliśmy do lasu z łopatą, czarnym workiem, kopaliśmy dół, przerzucaliśmy ziemię, co musiało chyba wyglądać makabrycznie – śmieje się jazzman. – Ale opłaciło się, efekt jest doskonały – dodaje.

Płyta „Leć głosie” ma premierę 19 października. Koncert promocyjny we Wrocławiu 12 grudnia o 22.00 w sali czarnej Narodowego Forum Muzyki. Artyści wykonają materiał z płyty.

Zgłoś uwagę