Motoryzacja we Wrocławiu w PRL-u

Pierwsze narzekania na źle zaparkowane samochody, pierwsze korki i marzenia o własnych czterech kółkach – takie były początki peerelowskiej motoryzacji we Wrocławiu. Zapraszamy na sentymentalną podróż w lata 70.

  • Prezentacja Fiata 126

    Prezentacja Fiata 126 (był to jeszcze egzemplarz wyprodukowany we Włoszech) na Politechnice Wrocławskiej, 25.01.1973 r., fot. Stanisław Kokurewicz, Ośrodek Pamięć i Przyszłość


Samochody na wrocławskich ulicach z lat 70. na zdjęciach Stanisława Kokurewicza to część fotograficznej kolekcji Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”. 

„Na Dolnym Śląsku z roku na rok przybywa samochodów osobowych. I będzie ich coraz więcej. Na przykład pod koniec ubiegłego roku we Wrocławiu było zarejestrowanych prawie 26 tys. prywatnych samochodów, a według przewidywań w 1980 roku będzie ich bez mała 53 tys. W ciągu najbliższych pięciu lat liczba prywatnych samochodów we Wrocławiu podwoi się” – prognozował w 1975 r. „Wieczór Wrocławia”. Dla porównania warto dodać, że w sierpniu 2018 r. we Wrocławiu jest zarejestrowanych 386 tys. samochodów osobowych. 

(kliknij aby zobaczyć galerię zdjęć)

Dr Piotr Sroka, wrocławski historyk podkreśla, że masowa motoryzacja była nieodłącznym elementem cudu gospodarczego, który dokonał się w państwach Europy Zachodniej po II wojnie światowej. Także Polacy marzyli o własnych czterech kółkach, realizacja tych marzeń była jednak niemożliwa w siermiężnych czasach Władysława Gomułki. – Jego następca, Edward Gierek, obiecał Polakom radykalny wzrost poziomu życia. Już na początku jego rządów podjęto decyzje o zakupie licencji na popularny samochód, który miał zmotoryzować Polskę. Był nim oczywiście Fiat 126, który odmienił motoryzacyjny krajobraz kraju – mówi historyk.

„Maluch” miał zmotoryzować Polskę Ludową

Wzrost liczby samochodów w Polsce (nie tylko „Maluchów”) w latach 70. odmienił też polskie miasta.

(kliknij aby zobaczyć galerię zdjęć)

– Znacząco zwiększył się ruch uliczny wymuszając budowę nowych, szerokich arterii komunikacyjnych, jak trasa W-Z, ul. Drobnera czy al. Sobieskiego we Wrocławiu. Już wówczas w prasie wrocławskiej pojawiły się narzekania na trudności z zaparkowaniem samochodu w centrum miasta, mimo że liczba zarejestrowanych wówczas pojazdów była śmiesznie mała w porównaniu do czasów nam współczesnych – mówi Piotr Sroka i dodaje, że wrocławskie ulice zapełniały wówczas auta, które dziś już niemal całkowicie „wyginęły”. Obecnie widok „Malucha” w centrum Wrocławia to już rzadkość.

Zgłoś uwagę