Artysta kabaretowy, współtwórca kabaretowego Studia 202, aktor, satyryk - Stanisław Szelc, zmarł 21 września w wieku 84 lat.
Świecka uroczystość rozpoczęła się w kaplicy cmentarza Grabiszyńskiego. Przy urnie stanęła warta honorowa straży miejskiej. Stanisława Szelca – przyjaciela i przełożonego (jako dyrektora domu kultury) wspominał Henryk Macała.
Galeria zdjęć
O perypetiach podczas niezliczonych podróży opowiadał przyjaciel z kabaretu Elita- Jerzy Skoczylas. Wspomnienie o Stanisławie Szelcu wygłosił Ryszard Janosz, prezes wrocławskiego oddziału Związku Sybiraków (Szelc urodził się w Kazachstanie, gdzie Sowieci wywieźli jego rodziców).
Zachowałem skarb wesołości
Przejmujące, momentami zabawne, a momentami wzruszające, były przemowy przed złożeniem urny do grobu, dokąd kondukt prowadzony przez głośnych i radosnych ulicznych muzyków, przeszedł z kaplicy.
Piotr Wieczorek, przyjaciel artysty z Teatru Kalambur, wspominał, że Szelc został przyjęty jako palacz, lecz szybko objawił wiele swoich talentów: śpiewał, pisał i grał na scenie.
Jerzy Bielunas, reżyser teatralny i telewizyjny, wykładowca wrocławskiej szkoły teatralnej, wspominając Szelca przywołał postać bohatera powieści Rollanda „Colas Breugnon”, bo mieli podobną posturę i naturę.
- Tak jak Colas Staszek zachował skarb wesołości, mimo dramatycznych momentów w wędrówce życia – mówił Jerzy Bielunas. - Był wybitnym gawędziarzem, a pod łobuzerską powłoką, krył się dobry człowiek.
Wzruszające były pożegnania dzieci wrocławskiego artysty. - Tato by powiedział „Show must go on” - mówił Jędrzej Szelc.
Córka, Jagoda Szelc, wymieniła olbrzymią grupę przyjaciół i znajomych rodziny i samego Szelca, którzy bardzo wspierali go – na różne sposoby, w ostatnich latach.
Ale przede wszystkim przywołała sceny z życia domowego Szelców, w których ujawniał się humor artysty, jego inteligencja, wrażliwość, miłość wobec dzieci i żony – Doroty. – Poproszę o oklaski dla taty. Tato lubi oklaski, nie dlatego, że był próżnym człowiekiem, ale wtedy wiedział, że zrobił coś dobrze – mówiła.
W jednej chwili nad Cmentarzem Grabiszyńskim rozległy się brawa, a nawet gwizdy entuzjazmu.
Olga Szelc: - Tato kochał ludzi i kochał życie. Chciałby byśmy często się śmiali i byli dla siebie życzliwi. Zapamiętajcie go uśmiechniętego.