WAŻNE Auto uszkodziło rogatki na przejeździe przy Strzegomskiej

  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Pożegnanie Stanisława Szelca: Pamiętajcie go uśmiechniętego

Na pożegnanie Stanisława Szelca na cmentarz Grabiszyński przyszli artyści kabaretowi, aktorzy, artyści plastycy, muzycy, dziennikarze, przyjaciele z Teatru Kalambur, sybiracy, był prezydent Wrocławia Jacek Sutryk radni i wielu innych Wrocławian, którzy cenili wybitnego artystę.

Reklama

Artysta kabaretowy, współtwórca kabaretowego Studia 202, aktor, satyryk - Stanisław Szelc, zmarł 21 września w wieku 84 lat.

Świecka uroczystość rozpoczęła się w kaplicy cmentarza Grabiszyńskiego. Przy urnie stanęła warta honorowa straży miejskiej. Stanisława Szelca – przyjaciela i przełożonego (jako dyrektora domu kultury) wspominał Henryk Macała.

Galeria zdjęć

O perypetiach podczas niezliczonych podróży opowiadał przyjaciel z kabaretu Elita- Jerzy Skoczylas. Wspomnienie o Stanisławie Szelcu wygłosił Ryszard Janosz, prezes wrocławskiego oddziału Związku Sybiraków (Szelc urodził się w Kazachstanie, gdzie Sowieci wywieźli jego rodziców).

Zachowałem skarb wesołości

Przejmujące, momentami zabawne, a momentami wzruszające, były przemowy przed złożeniem urny do grobu, dokąd kondukt prowadzony przez głośnych i radosnych ulicznych muzyków, przeszedł z kaplicy.

Piotr Wieczorek, przyjaciel artysty z Teatru Kalambur, wspominał, że Szelc został przyjęty jako palacz, lecz szybko objawił wiele swoich talentów: śpiewał, pisał i grał na scenie.

Jerzy Bielunas, reżyser teatralny i telewizyjny, wykładowca wrocławskiej szkoły teatralnej, wspominając Szelca przywołał postać bohatera powieści Rollanda „Colas Breugnon”, bo mieli podobną posturę i naturę.

Pogrzeb Stanisława Szelca na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu Tomasz Hołod / www.wroclaw.pl
Pogrzeb Stanisława Szelca na Cmentarzu Grabiszyńskim we Wrocławiu

- Tak jak Colas Staszek zachował skarb wesołości, mimo dramatycznych momentów w wędrówce życia – mówił Jerzy Bielunas. - Był wybitnym gawędziarzem, a pod łobuzerską powłoką, krył się dobry człowiek.

Wzruszające były pożegnania dzieci wrocławskiego artysty. - Tato by powiedział „Show must go on” - mówił Jędrzej Szelc.

Córka, Jagoda Szelc, wymieniła olbrzymią grupę przyjaciół i znajomych rodziny i samego Szelca, którzy bardzo wspierali go – na różne sposoby, w ostatnich latach.

Ale przede wszystkim przywołała sceny z życia domowego Szelców, w których ujawniał się humor artysty, jego inteligencja, wrażliwość, miłość wobec dzieci i żony – Doroty. – Poproszę o oklaski dla taty. Tato lubi oklaski, nie dlatego, że był próżnym człowiekiem, ale wtedy wiedział, że zrobił coś dobrze – mówiła.

W jednej chwili nad Cmentarzem Grabiszyńskim rozległy się brawa, a nawet gwizdy entuzjazmu.

Olga Szelc: - Tato kochał ludzi i kochał życie. Chciałby byśmy często się śmiali i byli dla siebie życzliwi. Zapamiętajcie go uśmiechniętego.

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama