Literacka Nagroda Europy Środkowej

Angelus 2008

 

Werdykt jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus

Jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej w składzie: Natalia Gorbaniewska - przewodnicząca jury, prof. Stanisław Bereś, Piotr Kępiński, prof. Julian Kornhauser, Ryszard Krynicki, Tomasz Łubieński, Krzysztof Masłoń, Justyna Sobolewska oraz prof. Andrzej Zawada - członkowie jury, postanowiło przyznać nagrodę Angelus 2008, za najlepszą książkę prozatorską opublikowaną w Polsce w ubiegłym roku, Péterowi Esterházy za powieść "Harmonia cælestis".

Wrocław, 6 grudnia 2008 roku

  Péter Esterházy Harmonia cælestis Wydawnictwo: Czytelnik Tłumaczenie: Teresa Worowska       Lubomirscy po węgiersku "Harmonia caelestis" to wybitna powieść o fenomenie naszej części kontynentu, w której skomplikowane dzieje rodu węgierskiej arystokracji są pretekstem do rozważań o naturze historii oraz doświadczeniu bycia Środkowoeuropejczykiem Nad monumentalną, blisko 700-stronicową książką osnutą na dziejach swojej rodziny Peter Esterhazy pracował ponoć dziesięć lat. Imponujący okres, który pisarz spędził nad „Harmonią caelestis” – inni potrafią w takim czasie opublikować dziesięć razy więcej – przestaje dziwić, jeśli zdamy sobie sprawę, że Esterhazyowie byli dla Węgier tym, czym Radziwiłłowie, Lubomirscy czy Zamoyscy dla Polski. (Nawiasem mówiąc, jeden z przodków autora zginał w Polsce w 1863 r., walcząc po stronie powstańców.) Gdyby jakiś potomek naszych magnatów zechciał stworzyć rodzimą wersję „Harmonii”, rzecz musiałaby go kosztować porównywalną ilość pracy. Możemy tylko żałować, że żaden arystokrata znad Wisły nie potrafi pisać tak, jak Esterhazy, i zazdrościć Węgrom. A naprawdę jest czego. „Harmonia caelestis” składa się z dwóch różniących się formalnie części. Pierwsza jest kolażem krótkich, achronologicznych opowieści – dykteryjek, anegdot, przypisów, dygresji, relacji i wspomnień o dziejach familii Esterhazych. Część druga opowiada w sposób tradycyjny, niemalże dokumentalny o współczesnych dziejach rodu, a zarazem węgierskiej historii najnowszej. W tej z pozoru przypadkowej konstrukcji jest metoda. Na początku pisarz rozbija uświęconą przez tradycje formę narracji, charakterystyczną dla rodowej sagi, wierność prawdzie dziejowej ustępuje miejsca literackiej fantazji i ironii, zaś w drugiej części próbuje linearnie opowiedzieć historię. Nie robi tego dla zabawy i szachów z czytelnikiem. Ten wywołany z premedytacją dysonans uwiarygadnia tekst – autor realistycznie opowiada tylko o czasach, które zna z autopsji, cała reszta w gruncie rzeczy jest facecją przefiltrowaną przez jego indywidualną wrażliwość i wiedzę historyczną. Centralną postacią części pierwszej jest zmultiplikowana postać „ojczulka”, którego pogmatwane dzieje Peter Esterhazy opowiada w 371 numerowanych fragmentach tekstu. „Ojczulek” pojawia się w różnych sytuacjach, konfiguracjach i realiach historycznych na przestrzeni całych dziejów Węgier. Jest słynnym palatynem z XVII wieku Palem Esterhazym, a innym razem zdrajcą powstańczych wojsk Rakoczego, paktuje z Napoleonem, siedzi w obozie w Mathausen, zdejmuje komunistyczną czerwoną gwiazdę z dachu gmachu parlamentu w Budapeszcie. Ale ideą „Harmonii” nie jest unieśmiertelnienie arystokratycznego rodu Esterhazych, danie świadectwa ogromnej roli, jaką odegrali w historii Węgier i wydestylowania ich z dziejów nauki dla potomnych. Nie chodzi też o ratowanie reliktów dawnego, arystokratycznego świata, próbę ich unieśmiertelnienia w literaturze. Pisarz odcina się od takiego zaszufladkowania: „Jedynie szlachectwo połączone z cnotą jest coś warte, (...) a nie pochodzenie, które samo w sobie jest jak groby pobielane, wewnątrz pełne wszelkiego plugastwa”. Kluczem do zrozumienia „Harmonii” jest ów odmieniany na wszelkie sposoby „ojczulek”, ktoś w rodzaju środkowoeuropejskiego everymana. Esterhazy rozpisał na głosy dzieje jednego, ponadczasowego bohatera, którego uniwersalnym doświadczeniem – czy też wyznacznikiem jego egzystencji – jest historyczna trauma. Europa Środkowa jak żaden inny rejon na kontynencie została przeorana przez historię, którą w narodowych mutacjach co pół wieku trzeba opowiadać na nowo. „Mój ojczulek w XVIII wieku zabił religię, w XIX wieku – Boga, zaś w XX wieku – człowieka”– wyznaje narrator „Harmonii” i w tym momencie powieść Esterhazego zyskuje kolejny, ponadlokalny wymiar i dotyka narracji, z którymi zmaga się nowoczesna cywilizacja europejska. Cywilizacja i kultura, których jednym z najważniejszych tabu jest topos ojca. W „Harmonii caelestis” narratorem każdej historii jest syn. Nastepuje tu znaczące odwrócenie ról z rzeczywistości: syn, opowiadając o ojcu, stwarza go, przezwycięża edypowy kompleks, jeden z głównych mitów naszej kultury. „Człowiek taki jak ja w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że nie ma ani ojca, ani ojczyzny, że ma tylko słowa. I z tych słów tworzy sobie ojca, ojczyznę i gotuje sobie swoją zupę gulaszową” – powiedział Peter Esterhazy. Te słowa zyskały nowy kontekst tuż po premierze „Harmonii” w 2002 roku. W archiwum bezpieki pisarz odkrył straszną prawdę o ojcu. Okazało się, że ceniony tłumacz Matyas Esterhazy był wieloletnim agentem komunistycznych służb specjalnych. Odkrycie teczek zmusiło pisarza do stworzenia „Wydania poprawionego”, swoistej erraty do „Harmonii”. Esterhazy wypełnił białe plamy, dopisał kolejny rozdział biografii środkowoeuropejskiego everymana, którego znów dopadła historia. Cezary Polak
Zgłoś uwagę