Koszykarski WKS rządzi na Dolnym Śląsku

Koszykarze Śląska Wrocław odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie 2017/18. Przed własną publicznością pokonali zespół Zetkama Doral Nysa Kłodzko 70:56.


WKS rozpoczął żmudną walkę o powrót do koszykarskiej elity. Po awansie do pierwszej ligi zawodnicy dowodzeni przez duet doskonale znanych wrocławskim kibicom basketu Dominika Tomczyka i Jacka Krzykały próbuje wykonać kolejny krok na drodze do najwyższej klasy rozgrywkowej. O tym, że aby zrealizować ten cel nie będzie łatwo, młodzi zawodnicy Śląska przekonali się tydzień temu. Wtedy, na inaugurację rozgrywek przegrali w Kutnie z tamtejszym Polfarmexem 74:86. Teraz przyszedł czas na pierwszy mecz przed własną publicznością, a tym samym przywitanie z „nowym domem”. Od tego sezonu WKS swoje mecze będzie rozgrywał w hali AWF, a więc w świątyni Ślęzy Wrocław.

Sobotnie starcie niosło za sobą kilka „smaczków”. Na ławkach trenerskich stanęli naprzeciw siebie Tomczyk z Krzykałą po stronie gospodarzy oraz Radosław Hyży w roli opiekuna gości. Panowie razem święcili niejeden triumf w drużynie Śląska, a sam Hyży wciąż jest darzony wielką sympatią we Wrocławiu. Wspólną przeszłość mieli także niektórzy z obecnych na parkiecie graczy. Maksym Kulon czy Marc-Oskar Sanny to gracze Nysy, którzy występowali wcześniej w drużynie WKS-u. Z kolei odwrotny kierunek z Kłodzka do stolicy Dolnego Śląska przed startem rozgrywek obrał Marcin Bluma.

Początek derbów przebiegał po myśli gospodarzy. Śląsk dobrze bronił, zawodnicy z Kłodzka przez pierwsze trzy minuty otwierającej kwarty nie mogli trafić do kosza. Tę serię przełamał dopiero Maksym Kulon rzutem za trzy punkty. Z upływem czasu WKS jednak tracił skuteczność i słabł w defensywie. Wykorzystali to rywale odskakując w końcówce kwarty na pięć punktów. Po 10 minutach na tablicy widniał wynik 14:19.

Początek drugiej odsłony także nie zwiastował nic dobrego dla gospodarzy. W pewnym momencie przewaga Nysy wzrosła do 10 „oczek”. Od tego momentu jednak coś w grze zawodników Tomczyka i Krzykały zaskoczyło. Wrocławianie prawie w całości odrobili stratę. Na przerwę schodzili przegrywając jednym punktem 34:35.

Trzecia kwarta przez większość czasu oscylowała w granicach remisu. To zmieniło się po wejściu na parkiet Marcina Pławuckiego. Rozgrywający W 120 sekund zdobył siedem punktów, a WKS po 30 minutach prowadził 52:44.

Efektowny wsad w pierwszej akcji ostatniej kwart Karola Michałka zwiastował, że WKS już tego meczu nie odda. Po 5 minutach przewaga wrocławian urosła do 16 punktów. Nysa nie była w stanie odrobić takiej straty i ostatecznie Śląsk wygrał to spotkanie 70:56. Aż czterech zawodników zwycięskiej drużyny mogło pochwalić się dwucyfrową zdobyczą punktową.

WKS Śląsk Wrocław – Zetkama Doral Nysa Kłodzko 70:56 (14:19, 20:16,18:9, 18:12)

Zgłoś uwagę