Rozmowa z Piotrem Turkiewiczem

Jazztopad Festival w czasie pandemii

– Z dziewięciodniowego festiwalu, podczas którego od lat odbywa się około trzydziestu wydarzeń, musieliśmy ostatecznie ograniczyć się w tym roku do dwóch koncertów. Nie jest to jednak gorsza wersja festiwalu. Wszystkie wydarzenia są ważne, a w kontekście pandemii występy polskich artystów są dla nas szczególnie istotne – podkreśla Piotr Turkiewicz, dyrektor artystyczny Jazztopad Festival. Tegoroczna edycja online od 17 do 19 listopada.

Redakcja www.wroclaw.pl | 17 listopada 2020

Bywalcy koncertów muszą uzbroić się w cierpliwość. Życie kulturalne, w tym imprezy masowe, zostało tymczasowo zawieszone ze względu na światową pandemię. Nie musi to jednak oznaczać całkowitego zerwania z kulturą i koncertami.

W ramach tegorocznej 17. edycji Jazztopad Festival odbędą się dwa koncerty, które będzie można zobaczyć w domowym zaciszu. Dla internetowej widowni zagrają Joanna Duda Trio i Dominik Wania.

Nie da się uniknąć pytania o COVID-19. Pandemia wywróciła do góry nogami nasze plany, przyzwyczajenia i styl życia. W jaki sposób wpłynęła na tegoroczny Jazztopad?

Piotr Turkiewicz, dyrektor artystyczny Jazztopad Festival: Niestety, w sposób drastyczny. Sam proces planowania był skomplikowany. Od kilku lat programuję festiwal z dużym wyprzedzeniem – w sytuacji, w której mamy ustalone szczegóły dwóch edycji do przodu, musimy całkowicie zmienić program. To nie tylko nasz problem: dotyka on wszystkich na całym świecie, przyjmujemy więc to ze spokojem.

Najgorsze, że do samego końca nie było wiadomo, które projekty możemy zrealizować. Zakładaliśmy, że artyści ze Stanów Zjednoczonych, Kanady czy Australii nie przyjadą do nas tym razem. Liczyliśmy jednak, że uda się zrobić edycję polsko-berlińską. Niestety, po raz kolejny musieliśmy zmieniać nasze plany ze względu na wprowadzenie następnych obostrzeń związanych z pandemią.

Dziewięciodniowy festiwal, podczas którego od lat odbywa się około trzydziestu wydarzeń, w tym roku musieliśmy ostatecznie ograniczyć do dwóch koncertów. Ważne jednak, by podkreślić, że nie jest to gorsza wersja Jazztopadu. Wszystkie wydarzenia są ważne, a w kontekście epidemii występy polskich artystów są dla nas szczególnie istotne.

Do tej pory wsparcie dla twórców ze strony państwa było w naszym kraju słabe w porównaniu chociażby do tego, co dzieje się w tym zakresie za zachodnią granicą. Dlatego tak ważne było dla mnie, by nie odwoływać festiwalu.

Joanna Duda i Dominik Wania – to nie są przecież przypadkowi artyści tylko czołowe postaci polskiej sceny muzyki improwizowanej. Jaką opinią za granicą cieszą się polscy twórcy? Pytam pana jako podróżnika i człowieka spotykającego się z muzykami oraz organizatorami festiwali z całego świata.

P.T.: Sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej niż jeszcze dziesięć lat temu. Wtedy zaczęliśmy realizować projekty m.in. w Azji, podróżować po świecie. Odniosłem wówczas wrażenie, że polskim jazzem po prostu mało kto się interesuje, a wiadomości o tym, co dzieje się na naszej scenie, jakby nie docierały za granicę.

Nikt z naszego kraju nie był członkiem organizacji Europe Jazz Network i nie jeździł wtedy na targi jazzahead! – kiedy wybrałem się tam po raz pierwszy, okazało się, że wiedza o polskim jazzie ograniczała się do znajomości nazwisk Tomasza Stańki, Krzysztofa Komedy czy Zbigniewa Seiferta. I koniec. Współczesna scena pozostawała zupełnie niezauważona.

Ważne, że zaczęło się to zmieniać, na co wpłynęła coraz szersza działalność instytucji i artystów, a także chęć muzyków do zrozumienia mechanizmów funkcjonowania międzynarodowego rynku i odnalezienia się na nim. To również kwestia edukacji.

Artyści w Polsce są znakomici i dobrze o tym wiemy, ale podczas studiów na akademiach muzycznych nie dostają narzędzi, które pomogłyby im później zaistnieć też poza krajem. Przed pandemią popularność czy rozpoznawalność polskich jazzmanów za granicą zwiększyła się dzięki takim muzykom jak Marcin Wasilewski czy Maciej Obara. Te działania, które rozpoczęły się dziesięć, piętnaście lat temu, zaczynają przynosić efekty.

Zawsze byłem zwolennikiem strategii inwestowania w coś, nawet przez wiele lat. Odnoszę wrażenie, że polscy artyści często są dość niecierpliwi, podobnie instytucje. Inwestuje się w jedno wydarzenie, są ogromne oczekiwania wielkiego, międzynarodowego sukcesu. Natychmiastowego i powalającego na kolana. A na to potrzeba wielu, wielu lat ciężkiej i żmudnej pracy.

Trzeba konsekwentnie budować swoją pozycję, wizerunek za granicą, i koniecznie uzbroić się przy tym w cierpliwość. Maciej Obara stanowi przykład takiego podejścia. Przez długi czas pracował na to, gdzie obecnie się znajduje, i teraz zbiera tego owoce.

Nie jest wielką sztuką wymyślić, że warto byłoby zaprosić na festiwal takie jazzowe gwiazdy jak Wayne Shorter czy Herbie Hancock. Wyzwaniem jest stworzenie line-upu z artystów mniej znanych, stojących dopiero u progu wielkich karier. Jak dociera pan do nich? Jak to jest, że pan wie o nich wcześniej niż my?

P.T.: W świecie przed koronawirusem polegało to w dużej mierze na podróżach. Aktywnie działałem przez cały rok, wyjeżdżałem na festiwale, showcase’y i konferencje. Starałem się zobaczyć jak najwięcej koncertów. Tylko wtedy jestem w stanie stwierdzić, czy danego artystę lub dany zespół warto zaprosić do Wrocławia. Wydaje mi się, że to najwłaściwsza droga, zwłaszcza jeśli mówimy o muzyce improwizowanej, której najlepiej doświadczać, kiedy wydarza się na miejscu, tu i teraz.

Chodząc na koncerty, mam też większą szansę usłyszeć muzyków, którzy w Polsce są nieznani, a za granicą mają już pewną pozycję. Zawsze starałem się także poznać osobiście tych, których zapraszamy do Wrocławia. To nie jest tak, że wymyślam sobie artystę, piszę maila do agencji koncertowej i załatwione. Zazwyczaj do takiego wydarzenia doprowadza się etapami.

Czy to właśnie takie podejście, mniej oficjalne, bardziej ludzkie, doprowadziło do tego, że podczas Jazztopadu zagrał taki gigant jak Sonny Rollins? W jaki sposób namówił go pan, by spośród wielu ofert koncertowych z Europy wybrał – kosztem Londynu, Paryża, Wiednia czy Madrytu – właśnie tę z Wrocławia?

P.T.: Gdy zaczynałem pracę przy festiwalu, miałem taką swoją listę marzeń – muzyków, których chciałem zaprosić. Ale proces ściągania do Wrocławia Sonny’ego Rollinsa, Charlesa Lloyda czy Wayne’a Shortera trwał kilka lat. Zadbałem o to, by poznać ludzi, którzy decydują o tym, gdzie zagra na przykład Sonny Rollins. To wiązało się także z moją pracą w Narodowym Forum Muzyki, dzięki której miałem wiele okazji bywać w Nowym Jorku i spotykać się tam z menedżerami ważnych artystów.

17. Jazztopad – online

17. Jazztopad – online

Koncert / Jazz
Termin od 17 listopada 2020 do 18 listopada 2020

Miejsce Wydarzenie online

Zobacz

Co internetowy widz tegorocznego festiwalu pomyśli o polskim jazzie na przykładzie artystów, których występy zobaczy?

P.T.: Ci, którzy śledzą program festiwalu, są z nami od lat, nie będą zdziwieni. Staramy się, by nie kojarzył się on z propozycją przewidywalną, oczywistą. Mamy co prawda „jazz” w nazwie, ale od lat prezentujemy go w wielu wydaniach, barwach i nurtach. Często ta muzyka jest postrzegana w dość wąski, tradycyjny sposób.

Tegoroczny dobór artystów i to, co prezentują, doskonale wpisuje się w ideowe założenia naszego festiwalu. Np. od lat wiemy, że Dominik Wania jest wielkim pianistą i także Manfred Eicher, szef prestiżowego niemieckiego wydawnictwa ECM, przekonał się o tym – jeszcze podczas pierwszej sesji nagraniowej do płyty Macieja Obary. Już wtedy Manfred wiedział, że w przyszłości będzie chciał nagrywać z Dominikiem. Nasza współpraca z nim trwa od wielu lat, również często w kontekście kwartetu Obary.

Pamiętam koncerty tego zespołu w ramach Jazztopad Presents, w Tokio, Vancouver czy Nowym Jorku, podczas których Dominik zachwycał publiczność. Nie jest sidemanem, nie jest tylko pianistą akompaniującym. To wirtuoz i ważna postać współczesnego polskiego jazzu. Tworzy zresztą nie w tradycyjnej, jazzowej formie; jest nieoczywisty i trudny do określenia, sklasyfikowania. Dla Jazztopadu to artysta idealny, a w tym roku jest też znakomita okazja, by go zaprosić. Nagrał właśnie solowy album dla ECM.

Mam wrażenie, że zaczynamy się już powoli przyzwyczajać, że polscy muzycy wydają swoje płyty właśnie tam. To ogromne wydarzenie. Wystarczy spojrzeć w katalog tej wytwórni. Był Tomasz Stańko, później Wasilewski i Obara… Ale Wania nagrał płytę solową, co jest dla artysty szczególnym wyróżnieniem. To znakomity album i cieszę się, że jego koncertowa premiera odbędzie się podczas tegorocznego Jazztopadu.

Jak ocenia pan tę nową, internetową formę, którą przybrały w ostatnim czasie koncerty, spotkania artystów ze słuchaczami? Nie wiemy oczywiście, co się wydarzy, jak będzie wyglądał świat za miesiąc, a co dopiero za rok, ale czy wyobraża pan sobie, że festiwale przyjmują taką formułę na dłuższy czas?

P.T.: Bardzo bym tego nie chciał, choć tak, wyobrażam sobie, że może tak właśnie być. Szybko okazało się, że streamowanie koncertu z domu wcale nie jest takie proste. Fajnie, że pojawiło się jakieś wyjście z tej przykrej pandemicznej sytuacji, jakaś opcja, by wziąć udział w wydarzeniu kulturalnym.

Problemem, i to sporym, jest to, że zorganizowanie koncertu online dobrej jakości jest bardzo trudnym zadaniem. Trzeba zainwestować w taką produkcję. Mam mieszane uczucia. Trudno zastąpić klimat koncertu. Bycia na miejscu i reagowania na to, co dzieje się na scenie, bliskości z artystami nie jesteśmy w stanie odtworzyć. Jeżeli to jest jedyna możliwość wsparcia muzyków – róbmy to.

Wolałbym jednak, by festiwal odbył się przynajmniej tak, jak planowaliśmy to jeszcze kilkanaście dni temu: przy ograniczonej do 25% publiczności, jednak z jej udziałem. Nie uda się, ale mimo to będziemy mogli posłuchać znakomitej muzyki podczas tych dwóch wieczorów tegorocznej edycji.

Koncerty 17. edycji Jazztopad Festival odbędą się online 17 listopada (Joanna Duda Trio) i 18 listopada (Dominik Wania). Szczegóły dostępne są na stronie internetowej www.nfm.wroclaw.pl/jazztopad.

Rozmawiał Piotr Jagielski.