wroclaw.pl strona główna Najświeższe wiadomości dla mieszkańców Wrocławia Dla mieszkańca - strona główna

Infolinia 71 777 7777

-2°C Pogoda we Wrocławiu
Ikona powietrza

Jakość powietrza: dobra

Dane z godz. 23:00

wroclaw.pl strona główna
Reklama
  1. wroclaw.pl
  2. Dla mieszkańca
  3. Aktualności
  4. Ależ talent! Mateusz Piesiak z Wrocławia robi obłędne zdjęcia przyrody. Człowiek-krzak z prestiżową nagrodą. Zobacz zdjęcia

Pobudka w środku nocy, potem nawet 16 godzin czekania w czatowni, w błocie albo przy siarczystym mrozie. Dla idealnego zdjęcia ptaków 26-letni Mateusz Piesiak z Wrocławia jest w stanie zrobić dużo. – Ale to przyroda jest najważniejsza – podkreśla w rozmowie z www.wroclaw.pl. Wrocławianin zdobył niedawno nagrodę w prestiżowym konkursie Wildlife Photographer of the Year za najlepsze portfolio ze zdjęciami dzikiej przyrody. Zobacz galerię!

Reklama

Mateusz Piesiak z Wrocławia i jego niezwykłe zdjęcia

Mateusz Piesiak (rocznik 1996) to utalentowany fotograf dzikiej przyrody z Wrocławia. Ukończył automatykę i robotykę na Politechnice Wrocławskiej, ale pracuje jako projektant stron internetowych i profesjonalny fotograf. Na swoim koncie ma wiele prestiżowych nagród, ostatnio odebrał w Muzeum Historii Naturalnej w Londynie nagrodę Wildlife Photographer of the Year - Rising Star Portfolio Award.

„Dorastając, spędzałem każdą wolną chwilę w naturze, obserwując zwierzęta i poznając ich zwyczaje. W 2009 roku dostałem swój pierwszy aparat i od tego czasu zaczęła się moja przygoda z fotografią przyrody” – pisze na swojej stronie internetowej Mateusz Piesiak. Jego konto na TikToku obserwuje już ponad 800 tys. osób. Przeczytajcie rozmowę z fotografem, który nawet wśród gołębi na wrocławskim Rynku potrafi dostrzec oko Saurona.

Pamiętam, jak rozmawialiśmy jakieś 9 lat temu, miałeś wtedy 15 lat i już na koncie kilka prestiżowych nagród, m.in. Wildlife Photographer of the Year w kategorii 11-14 lat. Od tego czasu ta kolekcja mocno się powiększyła. Czy nagrody robią jeszcze na Tobie wrażenie?

- Faktycznie, zrobiła się z tych nagród już niezła kolekcja. Wyróżnienia są ważne, ale nie traktuję tych konkursów w kategorii, że muszę coś wygrać. To raczej możliwość obiektywnego sprawdzenia, że moje zdjęcia są dobre, że się komuś podobają – w tym przypadku profesjonalnemu jury.

A ta ostatnia nagroda - Wildlife Photographer of the Year Rising Star Portfolio, którą niedawno odebrałeś w Londynie?

- Z niej jestem chyba najbardziej dumny. Te wcześniejsze nagrody były bardziej młodzieżowe, teraz awansowałem na wyższy, bardziej profesjonalny poziom. To już w dziedzinie fotografii dzikiej przyrody wypłynięcie na szersze wody.

A co jest takim Mount Everestem - Oscarem w dziedzinie fotografii dzikiej przyrody?

- Jest jeszcze Grand Prix w tym plebiscycie - dla najlepszego fotografa, ale tego wyróżnienia raczej nigdy nie zdobędę. To prawdziwy top topów.

Dlaczego nie?!

- (śmiech) Bo to bardzo trudne. W każdym razie już samo wyróżnienie w tym konkursie jest czymś wielkim. To duża promocja dla fotografa, rozgłos, prestiż. Takie konkursy są też supersprawą, bo na gali można poznać najlepszych fotografów z całego świata, wydawców czasopism. Pogadać z nimi twarzą w twarz.

Jakieś dziewięć lat temu na gali poznałem fotografa ze Stanów, profesora biologii na uniwersytecie w Arizonie. Siedzieliśmy koło siebie, gadaliśmy i Alex zaproponował, żebym przyjechał do niego do Stanów na praktyki. Miałem wtedy 14 lat, więc byłem za młody, rodzice by mnie nie puścili. Cztery lata później ponownie się do niego odezwałem i znów mnie zaprosił. Spędziłem w Arizonie miesiąc, dużo się nauczyłem, pomagałem jako wolontariusz przy ciekawym projekcie ornitologicznym. Fotografowałem też ptaki. To była świetna przygoda.

Można powiedzieć, że od dziecka obserwujesz i fotografujesz ptaki. Nie znudziło Ci się jeszcze?

- Bywały momenty, że przez miesiąc czy dwa nie chciało mi się jeździć na zasiadki. Ale to trwało chwilę i później znowu coś mnie ciągnęło do ptaków, do lasu, przyrody. Tam nigdy nie ma nudy. Każdy gatunek ptaków czy w ogóle zwierząt wymaga innego podejścia, innego przygotowania do zdjęć, maskowania. To wyzwala ogromną kreatywność. Naprawdę muszę się nagłowić, żeby zrobić coś oryginalnego, jakieś nietypowe ujęcie.
Mateusz Piesiak

Poza tym w ostatnich latach wkręciłem się w filmowanie. Na filmie można pokazać więcej niż na jednym zdjęciu. Leżę nad stawem w błocie, w czatowni, czekam, obserwuję, co się dzieje… Aż nagle o świcie pojawia się ptak, wzbija się do lotu, rozpościera nad wodą skrzydła… Możemy usłyszeć ich trzepot, plusk wody… To jest niesamowite! Od dziecka kocham przyrodę. Jak jeździłem z rodzicami na wakacje, to zawsze zabierałem ze sobą książki o ptakach albo łaziłem po lasach.

A rodzice mają jakiś związek z przyrodą albo z fotografią?

- No właśnie nie. Najpierw było u mnie obserwowanie ptaków, podziwianie ich, a dopiero później pojawił się aparat i zdjęcia. Teraz jak jadę w teren, to wcale nie muszę robić zdjęć. Ważne, że jestem w tej przyrodzie i obserwuję te niesamowite widoki, jak to się wszystko budzi do życia. To już samo w sobie jest super. Fotografia to tylko dopełnienie.

Fotograf, którego podziwiasz, to?

- Jest ich kilku, na przykład Amerykanin Tim Laman, guru w dziedzinie fotografii dzikiej przyrody, rokrocznie nagradzany w konkursie Wildlife Photographer of the Year, który robi niesamowite zdjęcia. Miałem okazję zamienić z nim kilka zdań podczas jednej z gal. To było coś wielkiego.

Jakie ptaki najbardziej lubisz fotografować?

- Co ciekawe, bardzo lubię te ptaki, które mogę spotkać blisko mojego domu. I nie ma tu znaczenia, czy jest to najbardziej pospolita sikorka na świecie, perkoz czy łabędzie, którym np. ostatnio zrobiłem bardzo ciekawą serię zdjęć. Mieszkam w centrum miasta, ale najczęściej fotografuję ptaki w parkach albo na obrzeżach Wrocławia. Wbrew pozorom wcale nie trzeba daleko wyjeżdżać, żeby zrobić dobre zdjęcie i zobaczyć coś ciekawego. Przez to, że jeżdżę na zasiadki blisko domu, mogę dane miejsce odwiedzić wiele razy, dokładnie je poznać, idealnie zaplanować światło, kadr, idealne tło, dopracować szczegóły. I potem mam nagrodę - najlepsze ujęcie i np. tańczącą nad stawem parę perkozów przed moim obiektywem.
Mateusz Piesiak

Zdradzisz, gdzie je sfotografowałeś?

- Muszę uważać z podawaniem lokalizacji, bo później mogą pojawić się tam tłumy. Jak ptaki raz się spłoszą, to potem mogą już nie wrócić. Taka fotografia wymaga ciszy, skupienia. Dlatego najbardziej lubię robić zdjęcia, kiedy jestem sam.

Zrobiłeś np. piękne zdjęcie gołębia we wrocławskim Rynku.

- Chciałem trochę odczarować ten gatunek. Tak jak mówiłem, piękno można znaleźć w każdym gatunku ptaków i wcale nie trzeba daleko jechać.

A był taki gatunek, który okazał się dla Ciebie dużym wyzwaniem?

- Bataliony. Od zawsze chciałem je sfotografować na rozlewisku nad Biebrzą. Są bardzo piękne, podczas godów samce w cudnych kryzach walczą o partnerki. Szczyt toków przypada tylko na dwa tygodnie w roku, w dodatku mamy do czynienia z ogromnym obszarem. Wiele razy jeździłem nad Biebrzę, czekałem i ciągle się nie udawało. Bataliony są bardzo płochliwe, to trudny przeciwnik. W tym roku też próbowałem je sfotografować, ale z marnym skutkiem. 

Podobno marzy Ci się zdjęcie sowy śnieżnej?

- Jeszcze nie udało mi się jej sfotografować. To bardzo piękny ptak, który żyje na północy. Chciałbym też sfotografować lisa polarnego, który występuje między innymi w Norwegii, Kanadzie i na Alasce. Może kiedyś się uda. Taka wyprawa na północ cały czas jeszcze przede mną.

Twoja najbardziej ekstremalna zasiadka, którą zapamiętasz na długo?

- To było fotografowanie w tzw. pływadełku, pierwszy raz w życiu. Pływadełko to taka pływająca kryjówka. Fotograf wchodzi do niej w woderach albo w piance nurka, brodzi po dnie jeziora lub stawu, a łokciami opiera się na platformie. Z zewnątrz wygląda to jak pływająca wyspa. Swoje pływadełko sam sobie skonstruowałem i wybrałem się nad stawy w Wielkopolsce. Słońce miało wstać przed godz. 4:00, dlatego o 1:30 już musiałem być w wodzie. Było ciemno, wszedłem do pływadełka i czekałem w wodzie na ptaki. Po dwóch godzinach poczułem, że coś mnie gryzie w głowę. Wiedziałem, że to nie są komary. Dotknąłem ręką i okazało się, że to wielka pijawka, która się do mnie przyssała. Po chwili zobaczyłem, że stanąłem w gnieździe pijawek i cały jestem nimi pokryty. Przez cały poranek z nimi walczyłem jak z zombie, do tego jeszcze zaczął padać deszcz. Tego dnia nie zrobiłem żadnego zdjęcia.

Takie sytuacje uczą pokory?

- Tak. Jak już mówiłem, nie zawsze udaje się zrobić wymarzone zdjęcie. Czasem trzeba na nie długo poczekać. Jak się nie uda, to z jednej strony jest trochę zawód, ale z drugiej – lekcja pokory, cierpliwości. I tego, że nigdy nie należy się poddawać. W końcu się uda. 

W każdym razie błoto, mróz minus 25 stopni, zimna woda - takie rzeczy już nie robią na mnie wrażenia. Jak ptak brodzi w błocie, to ja też muszę się w nim położyć, żeby zrobić najlepsze zdjęcie.
Mateusz Piesiak

Ile najdłużej leżałeś w takiej czatowni?

- Szesnaście godzin, czekałem nad stawem na żurawie. 

Przyleciały?

- Niestety nie. Ale zazwyczaj taka zasiadka trwa 3-4 godziny.

A ta nieludzka godzina w środku nocy, o której trzeba wstać? Twoi koledzy zapewne są wtedy w trakcie imprezy albo słodko sobie śpią.

- No tak, nikt nie lubi wcześnie wstawać i zarywać nocy. Wiele razy mi się zdarzyło, że musiałem wcześniej skończyć imprezę, bo rano jechałem na zdjęcia. Ale jak później pokazywałem fotografie znajomym, to byli pod wrażeniem. Coś za coś.

Podczas takiej zasiadki przebierasz się za człowieka-krzaka, chowasz pod siatką maskującą, w zaroślach… Jak przypadkowi spacerowicze reagują na Twój widok?

- Miałem kiedyś taką zabawną sytuację. Fotografowałem rano nad stawem perkozy. Brzeg był pochyły, pod kątem 45 stopni. Żeby mieć dobrą perspektywę, położyłem się na nim głową w dół, tak, że na górze wystawały mi tylko nogi. Leżę sobie, fotografuję, akurat zaczęło wschodzić słońce i wtedy słyszę, że groblą idzie jakaś pani z pieskiem. Jak zobaczyła moje nogi, to zaczęła krzyczeć, myśląc, że to trup. Gdy zacząłem się ruszać, to krzyknęła jeszcze głośniej i pędem uciekła. Niestety, spłoszyła mi perkozy. (śmiech)
Mateusz Piesiak

Fotografia to nie jest Twoja jedyna pasja. Co ciekawe skończyłeś automatykę i robotykę na Politechnice Wrocławskiej…

- Na co dzień, zawodowo zajmuję się tworzeniem stron internetowych. Ale w wolnych chwilach gram też na fortepianie i rysuję.

Człowiek renesansu.

- Muzyka to moja pasja nr 2. Skończyłem szkołę muzyczną I stopnia we Wrocławiu, a później regularnie brałem lekcje fortepianu. Chciałbym w przyszłości połączyć grę na żywo z pokazami moich zdjęć. Mam już na swoim koncie kilka takich koncertów i zostały bardzo dobrze przyjęte. Ludzie byli wzruszeni. To dla mnie duży komplement. Sprzedaję też w sieci kalendarze ze swoimi zdjęciami i prowadzę kursy fotografii przyrody, zarówno dla początkujących, jak i dla zaawansowanych. Zapraszam.

A takie klasyczne selfie na wakacjach zdarza ci się czasem zrobić?

- Zdarza się, ale to zupełnie inna bajka. 

Dziękuję za rozmowę.

Posłuchaj podcastu

Bądź na bieżąco z Wrocławiem!

Kliknij „obserwuj”, aby wiedzieć, co dzieje się we Wrocławiu. Najciekawsze wiadomości z www.wroclaw.pl znajdziesz w Google News!

Reklama
Powrót na portal wroclaw.pl Wróć na portal wroclaw.pl