Przedsiębiorca, inwestor, anioł biznesu, filantrop i autor bestsellera. Wraz z bratem Piotrem przyczynił się do rozwoju polskiej branży e-commerce. Jego motto w biznesie: – Trzeba zacząć robić rzeczy. Ludzie bardzo dużo myślą i analizują, a trzeba iść dalej. Wtedy różne rzeczy się wydarzą. Masz pomysł: zacznij go robić, jeżeli jest głupi, to szybko się o tym przekonasz, ale zacznij działać!
Tomek urodził się w Lesznie, miesiąc przed tym, gdy gen. Wojciech Jaruzelski wprowadził stan wojenny. Przez kraj przelewała się fala strajków i protestów i nikt nie przypuszczał, że za 8 lat w Polsce skończy się PRL, a za 45 lat Tomasz będzie cenionym przedsiębiorcą.
Wychował się w niewielkiej wsi Dłużyna. Trudno ją znaleźć na mapie, ale gdy mówi się, że jest po drodze do Boszkowa, większość bez trudu kojarzy to miejsce – malownicze Jezioro Dominickie i słynne kąpielisko „Pudełkowo” to od lat ulubiona miejscówka wakacyjnych wypadów Wrocławian i Poznaniaków.
Jest absolwentem „Koniora”, czyli znanego leszczyńskiego Technikum Elektronicznego, informatyki na Politechnice Wrocławskiej, ale kończył też kursy na Massachusetts Institute of Technology (MIT), Stanford i London Business School.
Tomasz często wspomina w wywiadach, że pierwsze lekcje przedsiębiorczości pobierał jako dziecko, sprzedając z bratem pomidory na targu. Rodzice pracowali na etatach, a dodatkowo koło domu uprawiali pomidory pod folią. Tata miał też mały warsztat samochodowy. To od nich w PRL-u uczył się przedsiębiorczości.
Władza ludowa takich ludzi nie lubiła. Nazywano ich „badylarzami”, ale w moich stronach tym się nie przejmowano. To było szklarniowe zagłębie, choć szklarnie to był już luksus, my mieliśmy folie - podkreśla.
Do Wrocławia trafił w połowie studiów na politechnice. Szukał pracy i nie chciał dojeżdżać. Miłość do miasta nie była prosta, bo wychował się w regionie gdzie w soboty właściciele domów zamiatali chodniki. Zderzenie wielkopolskiego „ordnungu” z wrocławską rzeczywistością nie wypadło najlepiej.
- Było dużo bałaganu na mieście. Dziś Wrocław jest dla mnie jak „Friends and family” - mały i przyjemny i dlatego mi się podoba. Moja żona Aleksandra wychowała się na Krzykach, więc już bardziej wrocławskim być chyba nie można. Ale mieszkanie we Wrocławiu to luksus i nie wiem, czy jakbym dziś startował w biznesie to bym tu został. Teraz, by być na „ostrzu technologicznym” trzeba żyć w San Francisco, bo tam dzieje się technologia, która kształtuje rzeczywistość - mówi.
Pracuje z rozmachem, żyje jak normalny człowiek
– Jestem przedsiębiorcą, tworzę firmy. Aktualnie z bratem budujemy spółkę Open Mercato, która w nowy sposób opracowuje oprogramowanie dla firm: zarządzanie fakturami, klientami czy magazynami. Jeszcze niedawno, to się kupowało gotowe lub zlecało i trwało wiele miesięcy. Dzięki wsparciu AI w kilka tygodni mamy software szyty na miarę dla konkretnej spółki. Robimy to na międzynarodowe rynki z ludźmi z całego świata – wylicza.
Podstawą jego sukcesu finansowego były „exity”, czyli sprzedaż udziałów w firmach, które zbudował od zera. Na tej liście są m.in.:
Divante: firma zajmująca się rozwiązaniami e-commerce i tworząca sklepy internetowe
Callstack: specjalizująca się w technologii mobilnej na komórki
Vue Storefront (obecnie Alokai): platforma internetowa dla handlu e-commerce.
O tym ile zarobił, nie chce mówić. Zdradza, że do końca życia mógłby nie pracować. – Prawie wszystko co mam zainwestowałem w firmach. Żyję normalnie, mały domek i samochód w leasingu – mówi.
Inwestor, filantrop, autor bestsellera
Jest jednym z najbardziej uznanych polskich aniołów biznesu. Zainwestował w takie firmy jak, Wordware czy ElevenLabs – wyceniany dziś na kilkanaście miliardów dolarów. Jest też współzałożycielem Catch The Tornado – organizacji, która pomaga młodym firmom technologicznym zdobywać rynki globalne.
Zarobiłem, mam majątek i mogę robić coś więcej, dlatego angażuję się w projekty społeczne, ekologiczne i mentoring - wylicza.
Jest fundatorem organizacji NGO, takich jak Tech To The Rescue (łączącej firmy technologiczne z organizacjami pożytku publicznego) oraz Las Na Zawsze. – Kupujemy dojrzałe bioróżnorodne lasy, żeby ich ktoś nie wyciął. Sadzimy i chronimy, i mamy już 200 hektarów a naszym celem jest ponad 2 tysiące, bo tyle ma najmniejszy polski park narodowy – podkrakowski Ojcowski Park Narodowy.
W 2025 roku wydał książkę „The 5. Pierwsze pięć lat prowadzenia firmy”. To praktyczny przewodnik o tym, jak budować firmę od zera. Rozeszła się w nakładzie 65 tysięcy egzemplarzy i stała się bestselerem na biznesowym rynku. Skąd taki sukces?
- Po pierwsze: zysk z książki idzie na ochronę lasów, więc kupujący mają świadomość, że autor-milioner na nich nie zarabia. Po drugie: na polskim rynku brakowało takiej pozycji. Książki jak robić startupy są amerykańskie i nie przystają do polskiej rzeczywistości, no bo spróbuj u nas zrobić firmę w garażu. Piszę o tym kiedy i czy założyć firmę i gdzie szukać pierwszych klientów. Podpowiadam jak przetrwać pierwsze 5 lat, które są najtrudniejsze, bo w tym okresie upada aż 80 procent firm - podkreśla.
Tomasz i Piotr Karwatkowie
Tomasz mówi wprost: nie byłoby mnie w biznesie, gdyby nie młodszy o pięć lat brat Piotr. W tym duecie Tomasz zajmuje się sprzedażą, marketingiem i klientami.
– Piotrek jest współtwórcą naszych sukcesów. Jest bardzo dobrym programistą. Był genialnym dzieckiem. Mając 13 lat napisał program, który ja sprzedałem i tak się zaczęła nasza biznesowa przygoda – wylicza.
Tomasz Karwatka
Przedsiębiorca, inwestor, anioł biznesu, filantrop i autor książki The 5. Pierwsze pięć lat prowadzenia firmy.
Gdzie będzie za 10 lat? – Mam taką wizję: siedzę w ogródku i niespiesznie prowadzę fajne projekty. To nie będzie emerytura, bo ja muszę coś robić. Chciałbym zwolnić, ale z biznesu nie zrezygnuję. Mam w głowie Uniwersytet Startupów i wspieranie najlepszych polskich przedsiębiorców.