Jarosław Sowizdraniuk

Kategoria:

Społeczeństwo / Miasto

Ratownik medyczny, nauczyciel akademicki, szef Centrum Symulacji Medycznej na Politechnice Wrocławskiej, a także współtwórca kampanii społecznych, programów i szkoleń na temat pierwszej pomocy. Sięga po nietuzinkowe metody: by przekonać ludzi, że latem auto błyskawicznie zamienia się w piekarnik, zamknął się na godzinę w samochodzie i relacjonował, co się dzieje z jego organizmem. Mąż, ojciec czwórki dzieci, współautor dwóch książek.

Jako dziewiętnastolatek przyjechał do Wrocławia, żeby studiować ratownictwo medyczne, już na drugim roku rozpoczął pracę w pogotowiu: 12-godzinne dyżury, walka o ludzkie życie, ciągła mobilizacja, każdy wyjazd to jedna wielka niewiadoma.

– Często słyszę pytania, jak sobie dawałem radę, wykonując tak ciężki zawód, a ja odpowiadam, że tak naprawdę nie przepracowałem ani jednej godziny, bo robiłem to, co kocham: pomagałem ludziom. Na początku wierzyłem, że jestem w stanie uratować wszystkich. Z czasem pojąłem, że nie jestem wszechmocny, a rolą ratownika jest także bycie przy potrzebującym człowieku do samego końca – wspomina. 

Przez 13 lat, które przepracował w karetce, wydarzyło się tyle, że wraz z Justyną Dżbik-Kluge napisał o tym książkę „Ratownik. Nie jestem bogiem”. 

Ratowałem, a teraz uczę ratować

Gdy po studiach został nauczycielem akademickim, pracował jeszcze w pogotowiu. W końcu musiał wybrać. 

- Ratowałem, a teraz uczę ratować, ale nadal jest tak samo: ratownictwo w takiej czy innej formie to moja pasja. Dzielę się swoim doświadczeniem i staram się to robić tak, by dawać raczej wędkę niż rybę, a więc przede wszystkim rozbudzać głód wiedzy - mówi.

Najpierw wykładał na Uniwersytecie Medycznym, gdzie brał udział w tworzeniu Centrum Symulacji Medycznej – jednego z pierwszych w Polsce miejsc do ćwiczenia praktycznych umiejętności, które wygląda i jest wyposażone jak najprawdziwszy szpital. 

Jest także twórcą i szefem drugiego takiego centrum, tym razem na Wydziale Medycznym Politechniki Wrocławskiej, gdzie teraz pracuje. To dwa piętra na których mieści się m.in. szpitalny oddział ratunkowy, blok operacyjny, sale intensywnej terapii, pracownie, dyżurki itd. Sprzęt jest prawdziwy, tylko w łóżkach, zamiast pacjentów, leżą inteligentne fantomy. Studenci uczą się tu pomagać ofiarom wypadków, zajmować się pacjentami wymagającymi intensywnej terapii, przeprowadzać operacje endoskopowe, przyjmować poród i wykonywać mnóstwo innych procedur medycznych. Mogą ćwiczyć do upadłego, popełniać błędy, wyciągać z nich wnioski.

To samo robią piloci samolotów, którzy zanim wzbiją się w przestworza trenują w symulatorach - tłumaczy Sowizdraniuk.

Uczy nie tylko studentów medycyny, ale także Wrocławian wszystkich możliwych zawodów. Jest współtwórcą kampanii społecznych prowadzonych przez Wrocławskie Centrum Rozwoju Społecznego, które organizuje bezpłatne szkolenia, warsztaty, pokazy i mnóstwo innych działań dotyczących pierwszej pomocy w różnych sytuacjach. 

Człowiek kreatywny zawsze ma jakiś cel

Jarosław Sowizdraniuk uważa, że osoba kreatywna to ktoś, kto zawsze widzi przed sobą jakiś cel i  konsekwentnie do niego dąży, szukając narzędzi, które pozwolą go osiągnąć. Nie muszą być oczywiste.

Żeby uświadomić zagrożenie ludziom, którzy zostawiają dzieci w zaparkowanych w ciepły dzień autach, zamknął się w pojeździe na godzinę, podczas której monitorował swój organizm i relacjonował to w mediach społecznościowych. Było o czym mówić: bardzo szybko pojawiły się nudności, mroczki przed oczami, nudności, kołatanie serca. Na zewnątrz było tego dnia tylko 26 stopni C. W aucie – prawie 50!

Nieszablonowe metody stosuje także podczas zajęć z pierwszej pomocy, a wszystko po to, by uświadamiać innym, że od każdego z nas może zależeć czyjeś życie. 

- Jeśli nasze dziecko zadławi się drożdżówką albo ktoś będzie miał silny krwotok, musimy zareagować natychmiast, jeszcze zanim przyjedzie karetka. Tu nie wystarczy teoria. Trzeba to ćwiczyć, żeby w razie potrzeby niemal automatycznie robić co należy, bez tracenia czasu na namysł - wyjaśnia.

W misji uczenia pierwszej pomocy nie poddał się nawet w czasie pandemii: skoro nie można było organizować spotkań, wysyłał fantomy uczestnikom do domów (sam wrócił wtedy na jakiś czas do karetki). Do szkoleń z pierwszej pomocy włączył osoby z niepełnosprawnościami. Podstaw uczy także dzieci, m.in. poprzez swoją drugą książkę „Praktycznie wszystko. Podpowiednik dla dzielnych dzieciaków”.

Najbardziej dumny jest z innowacyjnego systemu ratunkowego Tower of Life, który w razie zatrzymania krążenia wskazuje najbliższy defibrylator i alarmuje przechodniów o potrzebie wsparcia akcji ratowniczej. 

To ważne, bo zmienia paradygmat biernego defibrylatora wiszącego na ścianie w aktywny system udzielania pomocy, na udzielenie której mamy niewiele czasu - tłumaczy ratownik. - Już tej wiosny na kampusie Politechniki Wrocławskiej zostanie uruchomionych 28 takich urządzeń, co będzie pionierskim rozwiązaniem w skali światowej.

– Mój przepis na sukces? Wytrwałość – mówi. – Jeśli ktoś chce robić coś dla innych, musi rozumieć, że po drodze napotka wiele barier i nie od razu zobaczy efekty. 

Wrocławianin z wyboru

Jarosław Sowizdraniuk urodził się w Głogowie, we Wrocławiu zamieszkał w 2004 roku. Najpierw oswajał miasto tak jak wszyscy studenci: rynek, Ostrów Tumski, kluby, parki.

Jarosław Sowizdraniuk


Ratownik medyczny z wielką pasją, swoją wiedzą i doświadczeniem dzieli się z innymi.

– Gdy zacząłem pracę w pogotowiu, poznałem także wnętrza śródmiejskich kamienic, ludzi, którzy potrzebowali mojej pomocy, czasem biedę. I to był właśnie ten moment, kiedy Wrocław wchłonął mnie bez reszty. Zakochałem się w nim, właśnie takim nieidealnym – wspomina. – Uważam, że to jedno z najlepszych na świecie miejsc do życia. Uwielbiam tu być, pracować, tworzyć coś dla ludzi, obserwować, co tworzą inni. Myślę, że wspaniale być cząstką tego miasta. Aktywną cząstką.

Autor: Beata Turska