Na pytanie, jaką radę mogłaby dać początkującym filmowcom, odpowiada ze śmiechem: – Po pierwsze - znaleźć bogatego męża lub żonę. Po drugie – mieć bardzo grubą skórę, ale jednocześnie zachować wrażliwość motyla. A tak naprawdę najważniejszą wskazówką jest to, żeby iść za głosem serca i robić filmy po swojemu.
– Chciałabym robić kino, które porusza, wywołuje gęsią skórkę, które nie pozostawia nikogo obojętnym – mówi wrocławska reżyserka Agnieszka Zwiefka, autorka nagradzanych na festiwalach w Polsce i na świecie filmów dokumentalnych. Opowiada również o swojej pierwszej fabule pt. „Ona”.
Kino – prawdziwa miłość
Kariera Agnieszki Zwiefki to dowód na to, że od prawdziwej miłości nie da się uciec. Kinem fascynowała się od dziecka. Przełomem okazały się dwa ważne dla niej filmy: „Niebieski” Kieślowskiego i „Niebo nad Berlinem” Wendersa.
- Pamiętam, jak siedziałam jako nastolatka na widowni w dawnym Kinie Warszawa we Wrocławiu i oglądałam „Niebo nad Berlinem”. Miałam ciarki na plecach. Chyba wtedy pomyślałam sobie po raz pierwszy, że kino to coś dla mnie. Moje życie potoczyło się później nieco inaczej, ale ostatecznie okazało się, że pierwsza miłość nie rdzewieje - mówi Agnieszka Zwiefka.
Zanim została reżyserką, pracowała w telewizji jako dziennikarka. – Spotykałam wtedy na swojej drodze fascynujących ludzi, niezwykłe historie, ale ciągle miałam wrażenie, że ślizgam się po powierzchni. A film dokumentalny daje możliwość wejścia do cudzego świata naprawdę, do szukania emocji, intymności. I generalnie właśnie tego szukam w życiu – przyznaje.
Odważne, autorskie kino
Dziś ma na koncie kilka odważnych, nagradzanych na festiwalach dokumentów. „Albert Cinema” z 2013 roku opowiadał o mężczyznach z wrocławskiego schroniska dla osób w kryzysie bezdomności, którzy kręcili filmy. „Królowa ciszy” (2014) to poruszająca, pełna tańca historia o głuchoniemej dziewczynce z romskiego koczowiska na Psim Polu.
Później były „Blizny” (2020) o kobiecie ze Sri Lanki, która wstąpiła do terrorystycznej organizacji Tamilskie Tygrysy, „Vika” (2023) o najstarszej didżejce w Polsce i ostatnio „Drzewa milczą” (2024) – przejmujący film o 16-letniej Kurdyjce Runie, która wraz z rodziną ucieka z Iraku i trafia na polsko-białoruską granicę, gdzie traci matkę i musi szybko dorosnąć, opiekując się braćmi i ojcem.
Cisza, która jest między słowami, często mówi więcej niż one same. Myślę, że możemy zrozumieć innych ludzi, patrząc im w oczy, będąc obok, dekodując pewne ruchy, gesty - uważa reżyserka.
Agnieszka Zwiefka tworzy odważne, autorskie kino, w którym – jak podkreśla – to obrazy są najważniejsze, nie słowa. Kiedy zaczynała kręcić film o Kurdach „Drzewa milczą”, nie znała ich języka, a oni nie mówili ani po polsku, ani po angielsku. Porozumiewali się za pomocą gestów i obrazów. Podobnie było z Romami z „Królowej ciszy” i Tamilami z „Blizn”.
Miłość do Wrocławia
Mówi, że miłość do Wrocławia ma we krwi. Tu się urodziła, tu wciąż mieszka.
- Moi przyjaciele z Warszawy żartują, że jestem wrocławską nacjonalistką - opowiada ze śmiechem. - Ilekroć myślę o tym, żeby się stąd wyprowadzić, znajduję 10 argumentów za tym, żeby zostać. Mam wrażenie, że we Wrocławiu i w ogóle na Dolnym Śląsku mrok przeplata się ze światłem. To mnie fascynuje.
Jako mała dziewczynka mieszkała w bloku na Krzykach, jako młoda dziewczyna niedaleko Dworca Głównego. Bardzo lubi centrum Wrocławia, Nadodrze, rejony Wzgórza Partyzantów. No i okolice Kina Nowe Horyzonty – ulice św. Antoniego, Włodkowica. – Tam bije dla mnie serce miasta – podkreśla. Ale jest też blisko związana z Dolnym Śląskiem, szczególnie Kotliną Kłodzką, gdzie ma chatkę po dziadku.
To jest taka metafizyczna relacja z ziemią, której nie jestem w stanie wytłumaczyć słowami, dlatego chcę zrobić o tym film. To jest miejsce, gdzie inaczej oddycham, inaczej bije moje serce - mówi reżyserka.
W przygotowaniu ma teraz dwa filmy fabularne związane z Dolnym Śląskiem. „Dziki agrest” będzie luźno inspirowany historią objawień maryjnych z lat 80. pod Wrocławiem. Z kolei akcja filmu „Mokosz” – historia przyjaźni Polki i Niemki, która zaczęła się w 1945 roku – rozgrywa się w Kotlinie Kłodzkiej. W tle będą wysiedlenia Niemców.
Pierwszy film fabularny i siła kobiet
Agnieszka Zwiefka kręci filmy o silnych kobietach. Taki będzie również jej powstający właśnie debiut fabularny pt. „Ona”. Scenariusz napisała wspólnie z aktorką Jowitą Budnik, która zagra też główną rolę.
To będzie opowieść o kobiecie po pięćdziesiątce, z małego miasteczka, która czuje, że jest „niewidzialna”, że nikt nie traktuje jej poważnie, nie zauważa jej potrzeb.
Prace nad filmem zaczęły 8 lat temu. Agnieszka Zwiefka: – To będzie bardzo kobiecy film, a na takie projekty trudniej zdobyć pieniądze. W światowym kinie wciąż dominuje bardzo męska perspektywa.
Agnieszka Zwiefka
Reżyserka, która kocha eksperymenty, zawsze szuka w filmie czegoś nowego
Zdjęcia kręciła m.in. we Wrocławskiej Wytwórni Filmowej, gdzie powstało mieszkanie głównej bohaterki. – Wybudowaliśmy je w hali, gdzie kiedyś Has kręcił swoje filmy. Czułam potęgę tego miejsca – przyznaje reżyserka.
Mówi własnym głosem
Podkreśla, że nie potrafi robić takich samych filmów, zawsze szuka czegoś nowego. Kreatywność kojarzy jej się z przekraczaniem granic, a nawet z ich przesuwaniem. Z eksperymentowaniem.
Jej ostatni dokument „Drzewa milczą”, w którym połączyła kino dokumentalne z animacją, zdobył już ponad 20 nagród, w tym na prestiżowym festiwalu Slamdance w Hollywood.
Nagrody są bardzo miłe, ale dla mnie największym wyróżnieniem są łzy widza. Miałam np. pokaz filmu „Drzewa milczą” o nielegalnych migrantach z Kurdystanu przed prawicową publicznością. I wiele osób płakało. Poczułam, że gdzieś w skale nastąpiło pęknięcie. I to jest dla mnie największa nagroda - czyjeś wzruszenie - mówi.