Prof. Barbara Królak-Olejnik

Kategoria:

Nauka / Technologia

Pediatra, neonatolożka, kieruje Katedrą i Kliniką Neonatologii Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu. – Dzisiaj jesteśmy w stanie uratować wcześniaki ważące znacznie mniej niż tysiąc gram. Taki mały człowiek ma wielką wolę życia, my musimy mu tylko pomóc – mówi prof. Barbara Królak-Olejnik.

Prof. Królak-Olejnik jest absolwentką Śląskiej Akademii Medycznej, po studiach pracowała na oddziałach neonatologicznych na Śląsku. Do Wrocławia przeprowadziła się w 2011 roku i dzięki wsparciu władz uczelni i szpitala powołała samodzielną jednostkę sprawującą opiekę nad najmniejszymi i najbardziej chorymi pacjentami – Katedrę i Klinikę Neonatologii.

W Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym przy ul. Borowskiej co roku na świat przychodzi około 250 wcześniaków, trafiają tu także noworodki urodzone przedwcześnie w innych szpitalach – to rocznie około 100 dzieci. To najwięcej na Dolnym Śląsku. 

- Dzisiaj jesteśmy w stanie uratować wcześniaki ważące mniej niż tysiąc gramów - mówi prof. Barbara Olejnik-Królak. - Decydujący jest czas. Najtrudniej uratować noworodka urodzonego w 22.-24. tygodniu ciąży, po 25. tygodniu ciąży szanse dziecka na przeżycie znacznie rosną. Jeszcze 20-30 lat temu te dzieci miały małe szanse - wyjaśnia.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat w Polsce, także we Wrocławiu, nastąpił znaczny postęp w rozwoju perinatologii i neonatologii. 

– Dysponujemy taką wiedzą i umiejętnościami, jak lekarze w Europie i na świecie, takimi samymi lekami i sprzętem. Nasze standardy też są zbliżone. Efektem jest obniżona umieralność okołoporodowa – około 4 promili w okresie noworodkowym. To wskaźnik porównywalny z danymi ze świata – mówi lekarka.

Zupełnie inne jest też podejście do małego pacjenta. Kiedyś wymagał intubacji i mechanicznej wentylacji. Dzisiaj wiemy, że te dzieci mają olbrzymią aktywność i wolę życia. Nasze działania są mniej inwazyjne, ale bardziej skuteczne. Przede wszystkim polegają na wsparciu tych układów, które są niedojrzałe, i które same nie będą funkcjonowały - wyjaśnia prof. Królak-Olejnik.

Czasem trzeba cudu

Jednak mimo dostępu do zaawansowanych technologii, ogromnej wiedzy i zaangażowania lekarzy i ich współpracowników, nie wszystkie dzieci przeżywają. Wpływ na to ma m.in. przebieg i czas ciąży czy wrodzone, letalne wady rozwojowe noworodka. 

Wiele razy oczekuje się od nas cudu, lecz bywa, że nie jesteśmy w stanie pomóc - wyznaje pani profesor.

Jednak zdarzają się sytuacje, które mają równie dramatyczny przebieg, co szczęśliwy finał. W 2014 roku prof. Barbara Królak-Olejnik była w zespole specjalistów, pod którego opieką znalazła się kobieta w ciąży ze zdiagnozowaną zmianą rozrostową mózgu. Specjaliści utrzymywali pacjentkę przy życiu, bo ciąża rozwijała się prawidłowo. W 27. tygodniu ciąży dokonano cesarskiego cięcia, stwierdzono wówczas śmierć mózgu u matki. Noworodek wymagał intensywnej terapii, ale ostatecznie po trzech miesiącach został wypisany do domu. Dzisiaj jest zdrowym nastolatkiem.

Tu nie odmierza się czasu

Na oddziale intensywnej terapii noworodków w dwóch salach rzędem stoją inkubatory obudowane monitorami i specjalistycznym sprzętem. W każdej sali zespół dyżurnych pielęgniarek i jeden pan pielęgniarz. Ma się wrażenie, że są w ciągłym ruchu. Obserwują monitory, zaglądają do inkubatorów, pomagają mamom, które karmią dzieci lub „kangurują”. 

- Tu konieczna jest ciągła obserwacja małego pacjenta. To jest ciężka praca położnych i pielęgniarek, które towarzyszą dzieciom i rodzicom - mówi lekarka. - Lekarzy w naszym zespole cechuje olbrzymia empatia, chęć drążenia tematu. Co ważne, to także osoby, które nie odmierzają czasu w pracy - zapewnia profesor.

Ważne jest karmienie

Prof. Barbara Królak-Olejnik jest promotorką karmienia dzieci piersią. – Najlepsze, co mama może dać własnemu dziecku, to jej mleko i karmienie piersią. W mleku matki jest najwięcej przeciwciał, ciał odpornościowych, hormonów, enzymów. Jest to białko gatunkowo swoiste, ludzkie, każda inna postać mleka jest oparta na białku krowim albo kozim – jednym tchem wylicza zalety karmienia piersią.

Noworodki karmione mlekiem matki szybko żądają większych porcji pokarmu, wtedy można zrezygnować z kroplówek. Szybciej chcą oddychać same, lepiej stabilizują temperaturę ciała, mają mniej infekcji i mniej tak zwanego martwiczego zapalenia jelit, czyli uszkodzeń śluzówki przewodu pokarmowego związanego z obcogatunkowym białkiem.

Korzyści sięgają wielu lat. Dzieci karmione piersią już jako dorośli rzadziej chorują na choroby cywilizacyjne, np. otyłość, cukrzycę. Zyskują także karmiące matki, u których ryzyko raka jajnika czy raka piersi, jest mniejsze. No i argument wagi ciężkiej za karmieniem: – U tych kobiet, co karmiły piersią, powrót do wagi sprzed ciąży jest szybszy – mówi lekarka. 

Jest też rozwiązanie dla tych pań, które nie mogą karmić. W klinice neonatologii działa Bank Mleka Kobiecego. Dawczyniami są najczęściej kobiety, których dzieci długo były pacjentami szpitala.

Prof. Barbara Królak-Olejnik


Kieruje Katedrą i Kliniką Neonatologii Uniwersytetu Medycznego i Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu.

Pediatrę oburzają skargi na kobiety karmiące dzieci piersią w miejscach publicznych, np. w restauracjach. – W Norwegii i Szwecji, gdzie jeździłam na stypendia, już w latach 90. to było normalne. Widok mamy karmiącej piersią był naturalny. Przecież to sposób jedzenia niemowlaka.  Myślę, że to kwestia edukacji – podsumowuje prof. Królak-Olejnik.

Autor: Tomasz Wysocki