Malutki lokal przy Ruskiej 10 wygląda, jakby zatrzymał się w nim czas. Drewniana witryna, na szybie rok założenia – 1935 i napis „Pączki”. Na podłodze płytki, które pamiętają jeszcze Niemca. Na ścianie fotografie założycieli cukierni – Michaliny i Leona Chalamońskich.
– Ta cukiernia, w której dziś pracuje już trzecie pokolenie naszej rodziny, jest naszym dziedzictwem – mówi Michał Wojczyński, który wspólnie z mamą Krystyną i bratem Pawłem prowadzi dziś Łomżankę, a podczas pandemii spisał rodzinne wspomnienia.
– Nie chodzi tutaj o czynniki ekonomiczne, tylko o tradycję, którą chcemy podtrzymać. Dać wyraz temu, że historia naszej babci i dziadka, trudna i dramatyczna, nie poszła na marne – dodaje.
Wojenna trauma
Wszystko zaczęło się w Łomży na Mazowszu w 1935 roku, gdzie Leon i Michalina Chalamońscy ruszyli z własnym biznesem cukierniczym. Cukiernię Łomżanka otworzyli dwa lata po swoim ślubie. Biznes okazał się sukcesem, ale sielanka nie trwała długo. Wybuchła wojna.
Największą traumę przyniósł 1944 rok, kiedy zaczęło się bombardowanie miasta. Chalamońscy musieli uciekać. Dom i cukiernia spłonęły. Z pożogi ocalał tylko obrazek z Jezusem – rodzinna pamiątka.
Dwójka dzieci nie przeżyła wojennej tułaczki. Leon został aresztowany przez NKWD i wywieziony do łagru. Michalina była w zaawansowanej ciąży, została sama z 9-letnią córką. Kiedy już niemal straciła nadzieję, że mąż przeżył, w 1945 roku przyszła wiadomość, że w Warszawie w szpitalu umiera jakiś Chalamoński. Przeżył, ale do pełni zdrowia już nigdy nie wrócił.
Z Łomży do Wrocławia
Kiedy skończyła się wojna, Chalamońscy postanowili zacząć wszystko od nowa na Ziemiach Odzyskanych. Leon dotarł do Wrocławia i zatrudnił się w cukierni pewnego Niemca przy ul. Urszulanek (dzisiaj Uniwersyteckiej), w Kamienicy pod Zieloną Dynią. Wkrótce dołączyła do niego Michalina.
Kiedy w 1946 roku niemiecki przełożony Leona opuszczał Wrocław, zostawił mu mieszkanie i zakład. Pomieszczenia były wynajmowane od Uniwersytetu i Politechniki. Umowę Chalamoński podpisał z prof. Kulczyńskim, pierwszym rektorem uczelni po wojnie.
Ciastka, które tam powstawały, Michalina sprzedawała na targu przy Placu Grunwaldzkim. Leon zainwestował w samochód – Opla P4 i rozwoził nim wypieki do najlepszych kawiarni i restauracji ówczesnego Wrocławia, m.in. Bagateli i Teatralnej przy ul. Świdnickiej, ale też do bufetów dużych zakładów, jak Archimedes czy Pafawag.
Pierwszy lokal we Wrocławiu, w którym Chalamońscy w latach 50. sprzedawali swoje ciastka, mieścił się przy ul. Stalina 42-44 (dziś Jedności Narodowej). Niestety w PRL-u każdy prywatny biznes miał pod górkę. Leon i Michalina byli nękani kontrolami. W końcu urzędnicy cofnęli im przydział i stracili cukiernię przy ul. Stalina.
Był rok 1953. Leon trafił na pozostawioną przez Niemców, zagruzowaną cukiernię przy ul. Ruskiej 10. Tam powstała Łomżanka.
Leon Chalamoński – cukiernik z pasją