Cukiernia Łomżanka

Kategoria:

Biznes

„To naprawdę duża odpowiedzialność dbać o coś, o co tak bardzo walczyli nasz Dziadek i Babcia. O firmę, która przetrwała wojnę, stalinizm, PRL oraz konkurencję czasów kapitalizmu” – piszą w rodzinnych wspomnieniach wnuki założycieli Łomżanki, najstarszej cukierni we Wrocławiu, która serwuje wypieki przy ul. Ruskiej nieprzerwanie od 72 lat. Ale ta historia zaczęła się wcześniej, bo w 1935 roku w Łomży.

Malutki lokal przy Ruskiej 10 wygląda, jakby zatrzymał się w nim czas. Drewniana witryna, na szybie rok założenia – 1935 i napis „Pączki”. Na podłodze płytki, które pamiętają jeszcze Niemca. Na ścianie fotografie założycieli cukierni – Michaliny i Leona Chalamońskich.

– Ta cukiernia, w której dziś pracuje już trzecie pokolenie naszej rodziny, jest naszym dziedzictwem – mówi Michał Wojczyński, który wspólnie z mamą Krystyną i bratem Pawłem prowadzi dziś Łomżankę, a podczas pandemii spisał rodzinne wspomnienia.

– Nie chodzi tutaj o czynniki ekonomiczne, tylko o tradycję, którą chcemy podtrzymać. Dać wyraz temu, że historia naszej babci i dziadka, trudna i dramatyczna, nie poszła na marne – dodaje.

Wojenna trauma

Wszystko zaczęło się w Łomży na Mazowszu w 1935 roku, gdzie Leon i Michalina Chalamońscy ruszyli z własnym biznesem cukierniczym. Cukiernię Łomżanka otworzyli dwa lata po swoim ślubie. Biznes okazał się sukcesem, ale sielanka nie trwała długo. Wybuchła wojna. 

Największą traumę przyniósł 1944 rok, kiedy zaczęło się bombardowanie miasta. Chalamońscy musieli uciekać. Dom i cukiernia spłonęły. Z pożogi ocalał tylko obrazek z Jezusem – rodzinna pamiątka.

Leon i Michalina Chalamońscy, założyciele Cukierni Łomżanka. Wrocław, 1946 r. archiwum prywatne
Leon i Michalina Chalamońscy, założyciele Cukierni Łomżanka. Wrocław, 1946 r.

Dwójka dzieci nie przeżyła wojennej tułaczki. Leon został aresztowany przez NKWD i wywieziony do łagru. Michalina była w zaawansowanej ciąży, została sama z 9-letnią córką. Kiedy już niemal straciła nadzieję, że mąż przeżył, w 1945 roku przyszła wiadomość, że w Warszawie w szpitalu umiera jakiś Chalamoński. Przeżył, ale do pełni zdrowia już nigdy nie wrócił.

Z Łomży do Wrocławia

Kiedy skończyła się wojna, Chalamońscy postanowili zacząć wszystko od nowa na Ziemiach Odzyskanych. Leon dotarł do Wrocławia i zatrudnił się w cukierni pewnego Niemca przy ul. Urszulanek (dzisiaj Uniwersyteckiej), w Kamienicy pod Zieloną Dynią. Wkrótce dołączyła do niego Michalina.

Kiedy w 1946 roku niemiecki przełożony Leona opuszczał Wrocław, zostawił mu mieszkanie i zakład. Pomieszczenia były wynajmowane od Uniwersytetu i Politechniki. Umowę Chalamoński podpisał z prof. Kulczyńskim, pierwszym rektorem uczelni po wojnie.

Pani Krystyna Wojczyńska za ladą w Cukierni Łomżanka w latach 70. XX w. archiwum prywatne
Pani Krystyna Wojczyńska za ladą w Cukierni Łomżanka w latach 70. XX w.

Ciastka, które tam powstawały, Michalina sprzedawała na targu przy Placu Grunwaldzkim. Leon zainwestował w samochód – Opla P4 i rozwoził nim wypieki do najlepszych kawiarni i restauracji ówczesnego Wrocławia, m.in. Bagateli i Teatralnej przy ul. Świdnickiej, ale też do bufetów dużych zakładów, jak Archimedes czy Pafawag.

Pierwszy lokal we Wrocławiu, w którym Chalamońscy w latach 50. sprzedawali swoje ciastka, mieścił się przy ul. Stalina 42-44 (dziś Jedności Narodowej). Niestety w PRL-u każdy prywatny biznes miał pod górkę. Leon i Michalina byli nękani kontrolami. W końcu urzędnicy cofnęli im przydział i stracili cukiernię przy ul. Stalina.

Był rok 1953. Leon trafił na pozostawioną przez Niemców, zagruzowaną cukiernię przy ul. Ruskiej 10. Tam powstała Łomżanka.

Leon Chalamoński – cukiernik z pasją

- Dziadek Leon był cukiernikiem nie tylko z zawodu. Był cukiernikiem z zamiłowania i do swojej pracy podchodził z ogromną pasją. Wspaniałe wypieki drożdżowe, deserowe, lody własnej produkcji... Dziadek był także karmelarzem - zajmował się produkcją cukierków. Jednym słowem - był prawdziwym rzemieślnikiem. Ale też artystą. Mama zawsze powtarza: jego wyroby najpierw jadło się oczami - pisze we wspomnieniach Michał.

Jego mama – pani Krystyna przyszła na świat w 1953 roku, kiedy Chalamońscy otworzyli lokal przy ul. Ruskiej. 

Ciastka wypiekali wtedy na ul. Uniwersyteckiej, a sprzedawali na Ruskiej - opowiada właścicielka Łomżanki. - Tata był piekarzem-cukiernikiem z wielką pasją. Wszystko, co wychodziło spod jego ręki, było wspaniałe.

Potwierdzają to dawni klienci Łomżanki. „Mieszkałam z rodzicami i bratem we Wrocławiu w latach 1947–60 – pisze na Facebooku pani Grażyna. – Byliśmy z bratem stałymi klientami cukierni. Trudno nam było zdecydować, jakie wybrać ciastko. Tortowe, zielone żabki lub różowe babeczki z nadzieniem z ubitej piany z białek. Pychota!”.

Siła rodziny, Michalina i pączki z różą

Leon zmarł w 1960 roku. Zrozpaczona Michalina została sama z piątką córek. Chciała sprzedać biznes, ale z pomocą przyszła rodzina. Kuzyn zaproponował wsparcie dwóch swoich nastoletnich synów. Łomżanka została uratowana, ale prowadzenie biznesu w tamtych czasach nie było łatwe.

„Wielki piec cukierniczy był opalany węglem, trzeba było w nim napalić już poprzedniego wieczora, a później utrzymywać odpowiednią temperaturę, aż do rozpoczęcia produkcji, nie mówiąc już o zrzucaniu co dwa miesiące tony węgla do piwnicy. Kilka razy dziennie dostarczało się gotowe wyroby specjalnym wózkiem z wytwórni przy Uniwersyteckiej do sklepu przy Ruskiej” – czytamy w rodzinnych wspomnieniach.

Łomżanka w czasach PRL-u archiwum prywatne
Łomżanka w czasach PRL-u

Michalina została szefową rodzinnego biznesu. Pilnowała receptur męża. Zatrudniała mistrzów cukierniczych, którzy wcześniej byli uczniami Leona. Po latach do pracy w Łomżance dołączyli również zięciowie, a jedna z córek zdobyła tytuł mistrza cukierniczego.

 W latach 70. Michalina zmodernizowała zakład przy Uniwersyteckiej, wybudowała dużą deserownię. Niestety, władze PRL-u znów przypomniały sobie o Łomżance. Po serii kontroli odebrały Chalamońskiej koncesję i lokale przy ul. Uniwersyteckiej oraz Ruskiej. Michalina nie dała za wygraną. Wynajęła prawnika, napisała do prasy.

Zrobiła szum i udało się odzyskać lokal przy Ruskiej, tego przy Uniwersyteckiej już niestety nie - opowiada jej wnuk Michał.

Rodzina musiała przenieść produkcję do wąskiego pomieszczenia na tyłach cukierni przy Ruskiej i ograniczyć asortyment. Od tej pory przez kolejne 20 lat Łomżanka będzie piec i serwować wyłącznie pączki. 

Kolejna walka o wszystko

Michalina odeszła nagle w 1986 roku. Po jej śmierci cukiernią zajęła się najmłodsza córka Krystyna i jej mąż Tadeusz Wojczyński, kapitan żeglugi śródlądowej.

- Mąż pływał na statkach, miał np. rejsy do Holandii, Belgii. W smutnych czasach „żelaznej kurtyny”, kiedy nigdzie nie można było wyjechać, to było coś. Dlatego miał dylemat z tą naszą cukiernią. Ale że robiliśmy wtedy tylko pączki hiszpańskie z różą, to się przyuczył. I został czeladnikiem cukierniczym - opowiada pani Krystyna.

Niestety historia się powtórzyła. W 1995 roku zmarł Tadeusz. Pani Krystyna została sama z czworgiem dzieci, Michał miał zaledwie roczek. 

To był dla nas ciężki czas. Byłam zdana tylko na siebie. Miałam silny charakter, więc sobie poradziłam - opowiada.

W czasach rozwijającego się kapitalizmu, marketów i sieciówek pani Krystyna zmodernizowała zakład, wstawiła do niego piec i poszerzyła produkcję Łomżanki o różne ciasta. Znów czerpiąc z przepisów Leona. A z czasem z pomocą przyszły dzieci.

Trzecie pokolenie dba o tradycję

Dziś w Łomżance dba się o tradycję. Wszystkie ciasta drożdżowe i ucierane wciąż robi się ściśle według przepisu dziadka Leona. W witrynie leżą m.in. pączki z różą, „pączki krasnoludków” i specjalność zakładu – pączki z lawendą. 

To wyszło naturalnie, bo właściwie wychowaliśmy się w Łomżance. Za dzieciaka często tu wpadaliśmy - mówi Paweł. - Tylko jedna z sióstr się wyłamała i została weterynarzem.

Na tyłach cukierni Paweł pokazuje nam wąskie pomieszczenie. To tutaj powstają ciastka i pączki. W oczy rzuca się duża „ubijaczka”, czyli urządzenie do ubijania różnego rodzaju mas, zwłaszcza lekkich kremów lub pianek. – Jest bardzo stara. Żartobliwie nazywamy ją Mockiem – śmieje się Paweł, nawiązując do bohatera książek Marka Krajewskiego.

Cukiernia Łomżanka


Cukiernia przy ul. Ruskiej 10 działa już od 72 lat. Dziś zarządza nią pani Krystyna Wojczyńska oraz jej dwaj synowie - Michał i Paweł, ale wpada też najmłodsze pokolenie.

Dziś Łomżanka ma się całkiem dobrze. Sąsiednie lokale zmieniają się jak w kalejdoskopie, a cukiernię przy ul. Ruskiej 10 odwiedza już czwarte pokolenie.

Przychodzą też dawni bywalcy - opowiada pani Krystyna. - Niedawno odwiedziła nas pewna kobieta. Usiadła przy stoliku i niemal zaczęła płakać. Wyznała, że wkrótce czeka ją poważna operacja i przyszła do nas podnieść się na duchu. Opowiadała, że wpadała tu z mamą jako dziecko na pączki i ciepłe lody, które do dziś kojarzą jej się ze szczęściem. Jeśli pyta mnie pani, co jest miarą sukcesu, to właśnie takie chwile - dodaje właścicielka Łomżanki.

Autor: Mariola Szczyrba