Pracownik Biblioteki Uniwersyteckiej odnalazł średniowieczne i renesansowe manuskrypty oraz cenne pierwodruki, które przed laty należały do zbioru biblioteki i doprowadził do ich powrotu do Wrocławia.
Doktor Antoine Haaker pochodzi z Francji, ale mieszka we Wrocławiu. Od pięciu lat pracuje w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Z wykształcenia jest filologiem klasycznym, łacinę i grekę studiował we Francji, we Włoszech i w Stanach Zjednoczonych.
– Najpierw wybrałem studia filozoficzne, w czasie których trzeba było zaliczyć jeden z czterech języków antycznych: łacinę, grekę, hebrajski lub sanskryt. Łacina wydawała się najprostsza, dlatego się na nią zdecydowałem. I zachwyciłem się: rzuciłem filozofię i poszedłem na filologię klasyczną – opowiada.
Rolls-Royce wśród języków
Z zamiłowania do łaciny naukowiec często sięga po „Utopię” Tomasza Morusa, ceni Cycerona oraz Wergiliusza. Lubi Pierre’a Daniela Huet’a, francuskiego duchownego, pisarza i filozofa, który żył w epoce Ludwika XIV.
To mistrz prozy nowołacińskiej, chociaż nie jest szerzej znany. Uprawiał różne gatunki literackie. Bardzo ciekawa jest jego autobiografia, która zawiera opis roli i pozycji pisarzy oraz erudytów w okresie „złotego wieku”. To doskonała łacina - opowiada Antoine Haaker.
- Łacina to Rolls-Royce wśród języków. Z jednej strony pozwala zawrzeć wiele myśli w kilku słowach, z drugiej zaś umożliwia budowanie długich, złożonych zdań, i to wszystko przy zachowaniu doskonałej jasności. Daje również wyjątkową swobodę w zakresie szyku wyrazów, co pozwala kształtować rytm, kłaść nacisk na wybrane słowa oraz budować antytezy. Wreszcie, co najważniejsze, umożliwia bezpośredni kontakt z całą zachodnią literaturą i kulturą, od antyku po wiek XX - wylicza dr Haaker.
Kiedy ktoś wspomina o łacinie jako języku martwym, z mimiki francuskiego bibliotekarza wynika, że wewnętrznie nie zgadza się z takim określeniem. I w jednej chwili udowadnia, że to język pulsujący życiem. Przy ekipie portalu wroclaw.pl przez telefon ustala z przełożonym, gdzie w bibliotece można zrealizować zdjęcia i film do tego artykułu. Panowie rozmawiają po łacinie, płynnie, z naturalną lekkością, tak jak się oddycha.
Doktorat obronił we Wrocławiu. Tytuł jego rozprawy doktorskiej (bardzo wysoko ocenionej przez recenzentów), brzmi: Specimen editionis criticae Claudii Salmasii vitae a Philiberto de La Mare conscriptae. Rozprawę napisał po łacinie (około 800 stron), to pierwszy taki doktorat we Wrocławiu od 1966 roku.
Oprócz łaciny i francuskiego dr Haaker zna angielski i włoski, mówi po niemiecku i po polsku. Uwielbia grekę, uczy się perskiego, czyta w sanskrycie.
Skarby biblioteki nad Odrą
W Bibliotece Uniwersyteckiej dr Antoine Haaker pracuje w Oddziale Rękopisów. – Kolekcja średniowiecznych rękopisów w naszej bibliotece liczy 3 tysiące woluminów, a starodruków jest aż 320 tysięcy. Mamy jeden z największych i najcenniejszych zbiorów w Polsce, a może i w Europie Środkowej – mówi Antoine Haaker.
Różnorodność i oryginalność skarbów biblioteki nad Odrą zachwycają. Są wśród nich m.in.
Herbariusz z czasów Karola Wielkiego;
egzemplarz 87 (sic!) tez Marcina Lutra z 1517 roku. Pierwsze edycje tez Lutra są w ogóle niezwykle rzadkie, ale wrocławski egzemplarz to prawdziwy biały kruk. Jego wyjątkowość polega na tym, że przez pomyłkę przy składaniu tekstu ma 87 zamiast oczekiwanych 95 tez. Znane są tylko dwa egzemplarze tej edycji.
jedyny zachowany na świecie oryginalny egzemplarz najstarszej mapy Rosji;
iluminowany egzemplarz „Iliady” (są zaledwie trzy takie kopie Homera na świecie), który ponadto jest palimpsestem.
Pomaga dziełom wrócić do domu
Dr Haaker zajmuje się nie tylko badaniami zawiłości średniowiecznych kodeksów oraz starodruków. Po pracy, na całym świecie poszukuje cennych dzieł, które należały do biblioteki, lecz zaginęły lub zostały skradzione. I doprowadza do ich powrotu do Wrocławia.
Przy całym bogactwie aktualnego księgozbioru naszej biblioteki, trzeba pamiętać o rękopisach, starodrukach i innych obiektach, które dawniej, często przez stulecia, należały do Biblioteki Uniwersyteckiej. Oczywiście, część to straty wojenne, zniszczone w 1945 roku, lecz istnieją również pozycje, które zostały skradzione tuż po wojnie lub w innych okolicznościach. Z tego wynika moje zaangażowanie, aby odnaleźć i odzyskać utracone dzieła - wyznaje dr Haaker. - XIX-wieczne zbiory Biblioteki Uniwersyteckiej zostały przetrzebione. Dla zysku książki kradną barbarzyńcy, bo na pewno nie ich przyjaciele.
Z katalogów domów aukcyjnych i antykwariatów wyławia pozycje, wobec których ma podejrzenie, że mogły dawniej należeć do wrocławskiej kolekcji.
- Przede wszystkim wyszukuję woluminy, które zaginęły lub zostały skradzione, a potem pojawiły się na aukcjach i znowu przepadły na lata. To oznacza, że krążą w obiegu antykwarycznym i mogą ponownie trafić na aukcje - wyjaśnia bibliotekarz.
Listę najpilniej poszukiwanych obiektów otwiera pierwsze wydanie „Manifestu komunistycznego” Karola Marksa i Fryderyka Engelsa, które ukazało się w 1848 roku w Londynie. Na rynku antykwarycznym osiąga ono cenę nawet miliona funtów.
W 2024 roku dr Antoine Haaker namierzył w Danii i w Niemczech dwie inne książki z tekstami ideologa komunizmu.
Ponadto Wrocławianin przyczynił się do powrotu do Wrocławia:
XV-wiecznego rękopisu z pismami filozoficznymi Cycerona;
antologii poezji tureckiej z czasów Sulejmana Wielkiego;
księgi rachunkowej Bystrzycy Kłodzkiej za lata 1568-1569.
W lutym 2026 roku w Bibliotece Uniwersyteckiej zaprezentowano odzyskany XV-wieczny rękopis z dziełami św. Augustyna. Manuskrypt został napisany przez brata Andrzeja ze Złotoryi w klasztorze kartuzów pod Legnicą.
– Pośród odzyskanych woluminów ten jest cenny ze względu na pochodzenie. To rękopis, który powstał na Śląsku, te wcześniej odnalezione trafiły do Wrocławia z innych rejonów Europy – podkreśla dr Antoine Haaker.
Dr Antoine Haaker
Odnalazł średniowieczne i renesansowe manuskrypty oraz cenne pierwodruki, które przed laty należały do zbioru biblioteki i doprowadził do ich powrotu do Wrocławia.
Odzyskanie zaginionego lub skradzionego dzieła to wieloetapowy proces. Namierzenie tytułu w katalogu aukcyjnym stanowi zaledwie wstęp do, niekiedy bardzo trudnych, negocjacji.
Muszę udowodnić, że dany rękopis lub druk należał wcześniej do biblioteki i nie opuścił jej legalnie. To stosunkowo proste, jeśli przed zaginięciem został sfotografowany lub dokładnie opisany. Jednak najczęściej trzeba przeprowadzić dokładne oględziny i wskazać miejsca po usuniętych oznaczeniach, charakterystyczne elementy woluminu, unikatowe cechy - wyjaśnia wrocławianin. - Dopiero kiedy odnalezione dzieło wróci do domu, można mówić o sukcesie.