Wydawnictwo Warstwy: Nowy tom Urszuli Zajączkowskiej, opowiadania wrocławskich pisarzy

„Piach”, kolejny tom jednej z najbardziej interesujących obecnie polskich poetek, ukazuje się, szczęśliwie, w Warstwach. Szczęśliwie, bo za obecność Urszuli Zajączkowskiej na liście autorów wielu wydawców mogłoby wręcz zabić, a przede wszystkim szczęśliwie, bo poetka w sobie tylko właściwy, magiczny sposób postrzega i opisuje rzeczywistość. Z kolei książka „Spis lokatorów” to efekt pracy dziesięciorga autorów, którzy Wrocław nazywają swoim domem. 


Poetka kontemplacji nad naturą

Od lat zajmuje się botaniką, jako poetka debiutowała zaledwie sześć lat temu tomikiem „Atomy”, a natychmiast została dostrzeżona i zarówno ta książka, jak i późniejsza „minimum” znalazły się w finale Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius. Rok temu Urszula Zajączkowska napisała jeszcze prozatorskie „Patyki i badyle” zdobywając Nagrodę Literacką Gdynia.

Teraz, kiedy jej pozycja w literackim świecie jest już ugruntowana, a Wydawnictwo Warstwy opublikowało właśnie nowy, świetny tomik „Piach” (zawierający ponad 60 wierszy) Zajączkowska, jakby na przekór sukcesowi, przekonuje, że coraz bardziej wątpi w każde słowo, będąc świadomą, że jej głos niczego nie zmieni, jak mówiła podczas rozmowy z Adamem Poprawą w Salonie Silesiusa. 

Po pierwszej lekturze jej utworów przekonamy się, że pewnie nie do końca miała rację, bo w czytelnikach jej poezji słowa rezonują, by na dłużej pozostać. Paradoksalnie po wiersze Urszuli Zajączkowskiej sięgają ci, którzy niekoniecznie pasjonują się przyrodą, ale po lekturze instynktownie czują już symbiotyczny z nią związek, odkrywają też wiele innych zależności. 

– Chodzi o to, aby wprowadzić człowieka w niezwykłą aurę jakiejś urody istnienia, która się opiera na fizyce, jakkolwiek ją rozumiemy – mówiła Adamowi Poprawie poetka. – Że mamy ciała, jesteśmy w przestrzeni oświetlonej, ogrzanej, przyklejeni do ziemi równaniem Newtona. W naszych sercach, w wielkiej pompie z ciśnieniem, przetaczana jest krew. Wdychamy powietrze pełne tlenu, które przed chwilą było w liściu, które powstało z rozerwania cząsteczki wody, która przed chwilą była chmurą lub kałużą. To zjawisko, które mi wystarczy, żeby się cieszyć, że jestem i że są ludzie dookoła – tłumaczyła Urszula Zajączkowska.

Autorka tomu „Piach” zaznacza, że pojęcie natury, przyrody jest tak bardzo niedoskonałe w języku, tak bardzo „niezasiedlone przez język”, bo przywilej pisania o przyrodzie został zawłaszczony przez naukę – suchy, naukowy styl i język skomplikowanych matematycznych równań, z którym nie czujemy związku. – Choć przyroda kojarzy się nam z drzewem, kwiatem, czasem z deszczem, całkowicie porzucone zostały choćby grawitacja, natura dźwięku, muzyka, światło. A w tym właśnie świetle rozgrywają się dramaty ludzi, roślin i zwierząt – opowiadała Urszula Zajączkowska.

Tym bardziej zbawienny jest fakt, że poetka, na co dzień człowiek nauki, ścisłych reguł, precyzji, w wierszach pozwala sobie na stawianie pytań, wątpliwości, sensualność.

Czytelników „Piachu” zachwycą nie tylko same utwory, ale projekt graficzny Joanny Skrzypiec-Żuchowskiej, „cudowny przedmiot, tak idealny, że mam wrażenie, że nie potrzeba już niczego czytać”, jak komplementowała tomik Urszula Zajączkowska.

Istotnie, oprawa szwajcarska (z wolnym grzbietem, pokrytym płótnem), okładka z czarnej tektury barwionej w masie z umieszczonym na niej wzorem blaszki liścia. Prawdziwym cudem jest nadruk na boku grzbietu (imitujący załamania i użyłkowanie liścia), a po otwarciu tomu jeszcze piękna blaszka liściowa naniesiona lakierem 3D na wyklejkach. Dzieło sztuki edytorskiej od razu należy polecić uwadze przyszłorocznego jury Pióra Fredry.   

Mieszkańcy domu Wrocław 

Dwoje laureatów plebiscytu 30 Kreatywnych Wrocławia w charakterze autorów zbioru „Spis lokatorów”, a przeczytamy utwory Nadii Szagdaj i Filipa Zawady. Ponadto znajdziemy w tym lapidarnym wydaniu miniatury literackie Beaty i Eugeniusza Dębskich, Krzysztofa Rudowskiego, Andrzeja Ziemiańskiego, Tomasza Majerana, Maćka Bielawskiego, Agnieszki Wolny-Hamkało, czy aktualnego laureata Nagrody Wielkiego Kalibru, Jędrzeja Pasierskiego. 

Wszyscy mieszkają we Wrocławiu i z reguły są z miastem bardzo silnie związani. Akcja opowieści, w niektórych przypadkach, też się we Wrocławiu rozgrywa (np. u Nadii Szagdaj, Jędrzeja Pasierskiego zlokalizujemy nawet mieszkania bohaterów). 

Nieprzypadkowo okładka tomu (projekt Joanny Jopkiewicz) przypomina wywieszane często na klatkach schodowych bloków czy kamienic (z czasów przed RODO) listy lokatorów, bo opowiadania zawarte w książce dotyczą domu. Temat bardzo na czasie, jako że od wielu miesięcy wielu Polaków pracuje z domu, organizuje wszystko w domu, a bywa, że z domu nie może wychodzić.     

Dom został rozpracowany przez wrocławskich autorów rozmaicie – dosłownie, symbolicznie, przekornie, satyrycznie i z wykorzystaniem wielu gatunków. Czytelnikom na pewno przypadną do gustu kryminalne story (np. u Jędrzeja Pasierskiego), ale i opowiadanie Filipa Zawady, bardzo w jego stylu (jeśli ktoś kocha książkę „Rozdeptałem czarnego kota przez przypadek” szybko uchwyci i tu szczególny rytm prozy). 

Słowem, „Spis lokatorów” jako antidotum na nudę, coś lżejszego do czytania pod koniec roku (dość trudnego i spędzonego w domu). 



Zgłoś uwagę